czwartek, 16 czerwca 2016

Rozdział 21


Mój wzrok był utkwiony w bladą w świetle księżyca twarz Luke'a. Po policzkach spływały mi słone łzy. Ostatnim razem płakałam tak po śmierci rodziców. Wraz z odejściem przyjaciela zaczęłam rozumieć, że nikt nie jest bezpieczny, jeśli się ze mną zadaje. Może było to dziwne, ale przecież straciłam rodziców, Tylera, Luke'a... To stwierdzenie na początku wydawało się trafne. Nie widziałam innej odpowiedzi. Może nie starałam się jej odszukać?
Drżącą dłonią przejechałam po policzku przyjaciela. Im dłużej wpatrywałam się w jego twarz, tym czułam się coraz gorzej. Moje serce ogarniał jeszcze większy ból. Zaraz... Przecież moje serce rozpadło się na malutkie kawałeczki. Czy była szansa, że kiedyś zostanie sklejone? Czułam się okropnie, kiedy na jego twarzy nie widziałam uśmiechu, który często mu towarzyszył. Oddałabym wszystko, żeby móc go jeszcze raz ujrzeć.
— Tak bardzo przepraszam... — powiedziałam już po raz kolejny tego dnia. — Przepraszam.
Odebrałam mu najcenniejszy dar. Czy mogło istnieć coś gorszego? Prawdopodobnie do końca życia miałam nosić w sobie poczucie winy. To ja stałam za jego śmiercią. To była tylko i wyłącznie moja wina. Mogłam nie uciekać, mogłam nie pozwolić, żeby się do mnie zbliżył. To przecież mogło skończyć zupełnie inaczej! Jedynym pocieszeniem było to, że Luke przed śmiercią nie cierpiał. Chyba...
— Przepraszam...
Mogłam ciągle powtarzać to słowo, które z każdym kolejnym razem traciło na wartości i stawało się... sztuczne. Doskonale wiedziałam, że chłopak mnie nie słyszy, a mimo to powtarzałam „przepraszam”, jakby zaprogramowano mnie do mówienia tylko i wyłącznie tego wykazu. To nawet nie powodowało ulgi. Przez to cierpiałam jeszcze bardziej.
Zamknęłam oczy, żeby choć przez chwilę nie widzieć wyrazu twarzy Luke'a, po czym poczułam silny ból w głowie.
***
Obudziłam się w swoim pokoju. Nie miałam pojęcia, co tam robiłam. Tak szczerze to nawet się tym nie przejmowałam. Najbardziej zastanowiło mnie, jakim cudem znalazłam się w pomieszczeniu i skąd pojawił się ból głowy. Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej i kilka razy zamrugałam ciężkimi powiekami. Dopiero wtedy zorientowałam się, że są spuchnięte. W dodatku byłam niewyspana. Zmarszczyłam czoło i zaczęłam przypominać sobie to, co stało się w nocy. Próbowałam uciec...
Poderwałam się na równe nogi i w mgnieniu oka znalazłam się przy oknie. Wyjrzałam przez nie. Na dworze nikogo nie było, żadnej żywej duszy. Dopiero wtedy spojrzałam na puste łóżka w pokoju, a następnie na zegarek. Była pora obiadu. Nie sądziłam, że tak długo spałam.  Chwilka. Przecież straciłam przytomność. Nie miałam pojęcia przez kogo, jednak na myśl przyszła mi tylko osoba Petera. Z drugiej strony po co miałby to robić...
Luke.
Przełykając ślinę czym prędzej wyszłam z pokoju. Szybko zbiegłam po schodach na sam dół i wybiegłam z budynku tak szybko, jakby ktoś mnie gonił. Truchtem podbiegłam do miejsca, gdzie jeszcze w nocy znajdowałam się z przyjacielem. Wpadłam na bramę i przez jej szpary wyjrzałam na chodnik. Nie było tam Luke'a. Gwałtownie zamrugałam oczami z myślą, że może pomyliłam miejsce. Kilka razy przeszłam wzdłuż bramy, a ciała przyjaciela nie widziałam.
— Co on z nim zrobił... — wyszeptałam.
Zgarnęłam splątane włosy do tyłu i zaczerpnęłam gwałtownie powietrza. Rozglądałam na boki, a raczej kręciłam się w kółko. W końcu usiadłam przy bramie i schowałam twarz w lekko drżących dłoniach. Nie miałam pojęcia ile tak siedziałam. Straciłam rachubę czasu. Zresztą... Wszystko było mi już jedno.
— Tutaj go nie znajdziesz.
Na dźwięk jego głosu ogarnęło mnie obrzydzenie. Wykrzywiłam usta w grymasie i spojrzałam na Petera.
— Zauważyłam — powiedziałam, wkładając w słowa tyle jadu, ile tylko potrafiłam. — Jesteś... Jesteś sukinsynem!
— Au. Zabolało — powiedział z drwiną.
— Nienawidzę cię! — krzyknęłam na całe gardło, porywając się na równe nogi.
Mało brakowało, a rzuciłabym się na niego z pięściami, jednak w porę się opamiętałam. Doskonale wiedziałam, że nie miałam z nim nawet najmniejszych szans...
Wyminęłam go, nie zaszczycając go swoim spojrzeniem i poszłam w kierunku budynku, jednak w połowie drogi zatrzymałam się, bo coś sobie uświadomiłam.
— Gdzie on jest? — zapytałam, wciąż się nie odwracając.
— Kto? — Udał, że nie wie o co chodzi.
— Gdzie jest jego ciało?! — krzyknęłam, tym razem odwracając się i mrużąc przy tym groźnie oczy.
— Tu... Tam... Może tam...
— Mów jaśniej! — Zrobiłam krok w jego stronę.
— Bez zbędnych nerwów — powiedział z uśmieszkiem.
Ten facet działał mi na nerwy. Gdyby nie to, że nie był zwykłym człowiekiem, już dawno zrobiłabym mu krzywdę i nie żałowałabym tego. Byłabym szczęśliwa. Może te myśli były okrutne, ale naprawdę chciałam, żeby stała mu się krzywda. Nawet wyobrażałam sobie, jak wbijam mu nóż w serce.
— Gdzie on jest? — zapytałam po raz ostatni.
— Nie znajdziesz go.
Od razu zrozumiałam, że dalsza rozmowa nie ma nawet najmniejszego sensu. Zacisnęłam mocno szczękę i w pośpiechu uciekłam do budynku. Poczułam się okropnie. Znalazłam się na przegranej pozycji, ale miałam jeszcze nadzieję, że uda mi się coś z niego wyciągnąć.
Zatrzymałam się przy oknie i spojrzałam przez nie na Petera. Miał uśmiech na twarzy, który powodował, że zaczynało się we mnie gotować. Miałam ochotę zabrać go z jego twarzy, a najlepiej w ogóle nie oglądać jego osoby. Jeszcze nigdy tak bardzo nienawidziłam jednego człowieka. O ile takim mianem było można go nazwać... Przecież to był potwór!
Ze stołówki zaczęli wychodzić wychowankowie domu dziecka. Przełknęłam ślinę i zaczęłam wypatrywać siostry. Im znajdo się mniej osób, tym bardziej się denerwowałam. Z niecierpliwością wyczekiwałam Mii, a gdy ta tylko pojawiła się na horyzoncie, zawołałam ją. Wielkie było moje zdziwienie, kiedy nie zareagowała. Na początku wydawało mi się, że może mnie nie usłyszała, ponieważ dzieci dość głośno rozmawiały, ale gdy ponownie ją zawołałam, efekt był ten sam. Coś było nie tak.
— Mia! — Złapałam siostrę na łokieć, gdy przechodziła obok.
Dziewczynka zatrzymała się. Nie spodziewałam się, że na jej twarzy pojawi się zaskoczenie, a raczej to zszokowanie. Patrzyła na mnie jak na osobę, którą widziała po raz pierwszy w życiu, co zaczęło mnie bardzo niepokoić. W jej czekoladowych oczach widziałam pustkę, co w ogóle nie pasowało do wyrazu twarzy. Co najbardziej mnie zaskoczyło? Otóż Mia miała wokół źrenic ciemnobrązowe obwódki. Momentalnie wstrzymałam oddech. Trudno stwierdzić, co czułam w tamtym momencie. Smutek, szok, niedowierzanie, a najbardziej złość.
— Kim jesteś? — zapytała Mia. — Puść mnie!
Poczułam się zdołowana. Własna siostra mnie nie poznawała. Od razu zaczęłam podejrzewać, że to sprawka Petera, jednak nie miałam pojęcia, dlaczego to zrobił. Chciał mnie w ten sposób ukarać? Nie wystarczyło, że zabił Luke'a?
Mój uścisk na ręce siostry zelżał, aż w końcu puściłam ją z braku sił. W wrażenia musiałam oprzeć się o ścianę, bo myślałam, że nogi nagle nie wytrzymają ciężaru mojego ciała. Nie zwróciłam uwagi na to, że zaczęłam szybciej oddychać. Mój wzrok nadal był utkwiony w twarz siostry.
— Co on ci zrobił? — zapytałam bardziej samą siebie.
Mia zmarszczyła lekko czoło. Mogło się wydawać, że nie wiedziała o co może mi chodzić. Peter wykorzystał na niej swoje czary mary. „Nie daruję mu tego!” — pomyślałam.
— Mia...
Kucnęłam przy niej i chciałam złapać za dłonie, ale ona odsunęła się i uciekła. W międzyczasie posłała mi ukradkiem lekko przestraszone spojrzenie.
To był cios poniżej pasa.
Zamknęłam oczy i z powrotem oparłam się o ścianę, po czym usiadłam na chłodnej podłodze. Miałam wrażenie, że moje serce skleja się, po czym rozpada na kawałeczki jeszcze mniejsze, niż poprzednim razem. Nie wiedziałam co myśleć. W głowie huczało mi od ogromu myśli, jednak nawet na jednej nie potrafiłam się skupić. Myślałam, że koszmar już się skończył... A jeśli był to dopiero początek? Ta myśl powodowała, że momentalnie robiło mi się słabo. Na co było jeszcze stać Petera?
Niechętnie podniosłam się z podłogi. Nie miałam zamiaru iść do pokoju. Nie w tamtym momencie. Na spokojnie musiałam sobie wszystko poukładać. Przede wszystkim zastanawiałam się, co zrobić, żeby Mia mnie rozpoznała. Podejrzewałam, że nawet człowiek znający się na hipnozie, czy czymś podobnym, nie byłby w stanie pomóc mojej siostrze. Ta myśl powodowała, że na sercu robiło mi się ciężej.
Poszłam do kuchni. Pary oczu kucharek zwróciły się w moją stronę, jednak byłam tak zdołowana, że nie przejęłam się tym.
— Nie jadłaś obiadu?— zapytała blondynka w okularach.
Pokręciłam lekko głową i usiadłam przy stole.
— Spóźniłam się — wyjaśniłam.
— Zaspałaś? — dociekała.
— Tak... Wcześniej coś źle się czułam. — Uśmiechnęłam się niewinnie.
Kobieta położyła przede mną talerz z jedzeniem, na którym znajdowały się ziemniaki, surówka oraz wątróbka. Na to ostatnie lekko skrzywiłam się. Zaczęłam powoli jeść, choć szło mi to opornie. Moje jedzenie głównie polegało na bawieniu się nim. Kobieta, która podała mi obiad, ukradkiem obserwowała mnie, ale nic nie mówiła, co przyjęłam z ulgą.
Po około pół godzinie wstałam od stołu, bo uznałam, że nie ma sensu zmuszać się do dalszego jedzenia. Wychodząc z pomieszczenia mój wzrok przykuł kuchenny nóż. W głowie od razu zaczął tworzyć mi się plan, według mnie doskonały. Obejrzałam się, żeby sprawdzić, czy czasem nikt mnie nie obserwuje, po czym szybkim ruchem zabrałam nóż. Schowałam go w rękaw bluzki i czym prędzej wyszłam z kuchni.
Serce biło mi jak oszalałe głównie dlatego, że obawiałam się, że zostanę przyłapana na kradzieży. Pobiegłam do łazienki, gdzie zamknęłam się w toalecie, mimo że nikogo po drodze nie spotkałam. Kucnęłam pod ścianą i wyciągnęłam narzędzie kuchenne. Uważnie obejrzałam je, marszcząc przy tym czoło. Zastanawiałam się, czy zrobić to, co chciałam. To mogło być ryzykowne, jednak byłam tak zdesperowana, że byłam w stanie posunąć się do takiego czynu, szczególnie że z całego serca pragnęłam zemsty.
Przejechałam wskazującym palcem po ostrzu. Przy tym lekko zraniłam się, ale to mnie nie przejęło. Przez chwilę wpatrywałam się w swoje zamazane odbicie w nożu, a w szczególności w oczy, w których wyłapałam niebezpieczny błysk. Wzięłam głęboki wdech, schowałam do rękawa broń i wyszłam z pomieszczenia.
Mijając ludzi starałam się zachować kamienny wyraz twarzy. Nie wiedziałam, czy efekt był zadowalający, ale miałam nadzieję, że tak.
Zatrzymałam się przy gabinecie Petera. Zanim zapukałam, ukradkiem rozejrzałam się dookoła. Po usłyszeniu „proszę” weszłam do środka. Na początku wahałam się. Zrobiło mi się dziwnie słabo. Do tego ogarnęło mnie uczycie słabości, ale nie chciałam, by to przeszkodziło.
Gdy tylko znalazłam się w pokoju, którego nienawidziłam od momentu, kiedy wychowawca pokazał mi swoje prawdziwe ja, nogi zrobiły mi się jak z waty. Pod ostrzałem spojrzenia Petera miałam wrażenie, że dolne kończyny nie zdołają udźwignąć mojego ciała, ale nienawiść do wychowawcy tylko dodawała mi sił.
— Co cię do mnie sprowadza? — zapytał, wstając w krzesła.
Zaniemówiłam. Przychodząc tam nie zastanowiłam się, co mogłabym powiedzieć. Musiałam mieć jakąś wymówkę. Tak na wszelki wypadek. W końcu trzeba było zachować jakieś pozory.
— Twój przyjaciel? — zapytał, widząc moją minę.
— Tak — odparłam.
Ucieszyłam się, kiedy zadał mi to pytanie. Przynajmniej nie musiałam grać...
— Nie odpuszczasz, co? — Zadał kolejne pytanie.
— Nigdy — powiedziałam.
Nie mogłam wysilić się na bardziej pewniejszy ton głosu. W jego obecności w szczególności mi to nie wychodziło, bo facet powodował, że czułam się słaba. Jakimś cudem zabierał resztki moich sił.
Peter uśmiechnął się pod nosem. Podszedł do okna i zaczął przez nie wyglądać. Uważnie obserwowałam jego poczynania. Skąd mogłam wiedzieć, czy czasem nie będzie chciał zrobić mi ponownie krzywdy?
— Fascynujesz mnie.
— Już to mówiłeś — powiedziałam ze znudzeniem.
Wychowawca zaśmiał się.
— Masz rację, ale wydaje mi się, że to do ciebie nie dotarło. Nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo to przeżywam — wyznał, a ja nie wiedziałam o co mu chodzi. — Jako jedyna jesteś odporna na moje sztuczki. To jeszcze nigdy mi się nie przytrafiło. Nie jesteś nadnaturalną istotą, więc fascynacja jest jeszcze większa. — Odwrócił się i podszedł w moją stronę, zatrzymują się zaledwie krok dalej. — Wydaje mi się, że problem tkwi tutaj.
Dotknął palcem mojej głowy.
— Łapy przy sobie! — warknęłam i od razu cofnęłam się.
— Zadziorna jesteś. Lubię takie. — Uśmiechnął się.
— Jesteś szalony. — Zacisnęłam dłonie w pięści.
— Już raz to słyszałem...
Odetchnęłam z ulgą, kiedy ponownie podszedł do okna. Mimo iż był odwrócony tyłem, bałam się zrobić ten pierwszy krok. Nie miałam pojęcia czy potrafi wyczuć co mam zamiar uczynić. To powodowało, że strach ciągle rósł. Mogłam uciec i wypominać sobie, że jestem słaba, ale z drugiej strony byłam to winna moim bliskim.
— Nie wydaje mi się, że trafiłaś tutaj przypadkowo... — zaczął.
Zrobiłam niepewny krok w jego kierunku.
— Nie wierzę w przypadki — ciągnął.
„Ja też” — pomyślałam, robiąc kolejny krok. W duchu modliłam się, żeby podłoga pode mną nie zaskrzypiała.
— Nie słyszałem jeszcze o przypadku, kiedy człowiek nie jest podatny na dar wampira.
Zadrżałam pod wpływem ostatniego słowa. Zacisnęłam jeszcze mocniej szczękę. Stanęłam za Peterem i powoli wyciągnęłam nóż. Ręce trzęsły mi się tak bardzo, że przez chwilę miałam wrażenie, iż wypuszczę broń, a ona z brzękiem uderzy o podłogę.
— Jesteś wyjątkowa — powiedział niespodziewanie, na co serce zaczęło mi bić szybciej, ze strachu.
W końcu przełamałam się i zamachnęłam, żeby zranić wychowawcę, ale ostrze noża nawet jego nie dotknęło, a ja zostałam boleśnie przygnieciona do ściany. To wszystko działo się tak szybko, że dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się, co jest grane. O szybkości Petera przekonałam się dopiero wtedy, gdy moje plecy zetknęły się ze ścianą, a nóż jednak upadł na podłogę. Z trudem zaczerpnęłam powietrza, ponieważ wampir przygniótł mi szyję. Z każdą kolejną chwilą czułam się jeszcze gorzej, a brak powietrza zaczynał mi doskwierać. Próbowałam wyrwać się, ale dłonie Petera były jak ze stali. Jeszcze nigdy tak bardzo czegoś nie pragnęłam. Wzięcie normalnego wdechu było tak odległe, jak spotkanie się z moimi rodzicami oraz wszystkimi bliskimi mi osobami, których prawdopodobnie nie mogłam już zobaczyć.
— Myślałaś, że uda ci się mnie przechytrzyć? — Zaśmiał mi się prosto w twarz.
Patrzyłam na niego załzawionymi oczami. Nawet nie zwracałam uwagi na jego słowa, ponieważ moje myśli wciąż krążyły wokół powietrza, którego niby było tak wiele, ale zostało niemożliwe do zdobycia. Kolejny raz spróbowałam wyrwać się Peterowi, ale on tylko jeszcze bardziej mnie przygniótł. Poczułam ból w klatce piersiowej. Miałam ochotę skulić się, ale to też zostało uniemożliwione.
— Jesteś śmieszna — warknął i rzucił mną na podłogę.
Pierwsze co to od razu zachłannie nabrałam do płuc powietrza. Przez dobrą minutę ciężko oddychałam i to nie mogłam się uspokoić. Nie wiem czemu, ale zachciało mi się płakać. Nie chciałam być taka słaba. Obiecałam sobie, że obronię Mię, a sama stałam się ofiarą.
— Myślałaś, że uda ci się mnie zabić? I co teraz zrobisz? — Kucnął przede mną.
Patrząc mu prosto w oczy wstałam. Wprawdzie na początku miałam problem z utrzymaniem równowagi, ale przez to nie zrezygnowałam.
— Wiesz co? — zapytałam pewnie. — Nie żałuję tego, co się stało. Będę nadal próbowała i nie ważne, co ze mną robisz.
— Masz tupet — powiedział, a w jego oczach pojawiły się błyskawice.
— A ty jesteś żałosny. Myślisz, że skoro nie jesteś człowiekiem, to...
— Zamilcz — powiedział ostro.
— ...to wszystkich możesz sobie podporządkować?!
Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale silna dłoń Petera wylądowała na moim policzku. Niekontrolowanie krzyknęłam, kiedy upadłam na podłogę. Złapałam się za obolałe miejsce. W oczach momentalnie pojawiły mi się łzy, które od razu zaczęły spływać po policzkach. Nad nimi również nie mogłam zapanować. Chciałam się podnieść, ale nie miałam zamiaru patrzeć na twarz Petera. Wywoływała u mnie obrzydzenie.
— Nie chciałem tego zrobić — powiedział.
Nie wierzyłam mu. Wiedziałam do czego jest zdolny, więc to, że mnie uderzył, nie było dla mnie zdziwieniem.
Wstałam z podłogi, odrywając dłoń od spuchniętego policzka.
— Pieprz się — powiedziałam i szybko opuściłam pokój w obawie, że mogę dostać po raz kolejny.


Hejo kochani! :3
Jak Wam mija dzień? Ja się cieszę, że już prawie koniec szkoły. Jeszcze na jutro muszę nauczyć się niemieckiego i będę już miała spokój z nauką. No i zdecydowałam się, do której pójdę szkoły. W końcu xD
Przechodząc do rozdziału. Przepraszam za tak długą nieobecność na blogu. Wiem, że ostatni rozdział był ponad miesiąc temu, ale mam nadzieję, że to zostanie wybaczone :)
Co o sądzicie o rozdziale? Z ciekawości zadam aż cztery pytania xD
1. Jakie macie zdanie ma temat tego, co Peter zrobił Mii?
2. Czy od początku wiedzieliście, co planuje Carmen?
3. Jaka była Wasza reakcja na to, co zrobiła Carmen?
4. Uważacie, że Morgan mogłaby zrobić coś jeszcze, żeby uprzykrzyć życie Peterowi?
Mam nadzieję, że rozdział się Wam podobał. Można już powiedzieć, że od teraz będzie się więcej działo, więc szykujcie się, tak myślę, na dawkę emocji! :D
I co sądzicie o nowym szablonie? Z Marą♥ postanowiłam, że pora go zmienić. Przyznaję, że na początku miałam problem, bo za bardzo nie wiedziałam, jak go zrobić (szczególnie jak zabrać się za nagłówek), ale efekt jest raczej dobry. Mara♥ uważa, że jest śliczny, ja, że taki przeciętny, a Wy? :D
Dobra, nie będę Was zanudzała moją paplaniną. Do napisania! xoxo :*
PS Jak znajdziecie jakieś błędy, to prosiłabym o skopiowanie zdania lub jego fragmentu :))

Maggie

9 komentarzy:

  1. Cóż w pierwszej chwili myślałam, że spróbuję się zabić na jego oczach by był on wściekły, ale potem już domyśliłam się co będzie chciał zrobić

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że Peter zahipnotyzował Mię. Może jakoś chciał ukarać Carmen. Uśmiercenie jej przyjaciela mu nie wystarczało.
    Ciekawe tylko dlaczego na Carmen jego zdolności nie działają. Może ma jakąś blokadę przez którą Peter swojego daru nie może użyć.
    Na początku myślałam, że Carmen chce się zabić tym nożem, ale jak już weszła do Petera to domyśliłam się, że jego chce zabić. Znowu jej się nie udało. Ciekawe jaki sposób znajdzie na uwolnienie się od niego.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szablon to jedna wielka texturowa sraczka - nie wiem, kto go robił, ale gorszego dawno nie widziałam. Nie wspominając o wkurzającym efekcie zmieniających się kolorów po najechaniu na notkę odautorską (serio? co wy, dzieci z podstawówki?). Tekst w większości jest nieczytelny, zwłaszcza tam, gdzie za tło zachodzi nagłówek. No i rzecz, która razi po oczach w aktualnościach... "Nóż"? Nóż to masz w kuchni - "a nuż" tam chyba miało być. Przeczytałam i nie zaciekawiło, bo błędy rażą po oczach, historia jest mdła... Nie, tu szkoda słów - grafomania w każdym calu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohoho, trochę zbyt odważne słowa jak na kogoś kto podpisuje się pod "anonimem"... Dziewczynko. Moim skromnym zdaniem ten szablon jest jak na razie najlepszy, jaki kiedykolwiek tu był i autorka tego bloga przeszła samą siebie. Naprawdę nagłówek jest świetnie zrobiony, napisy są jak najbardziej czytelne (radzę udać się do okulisty...), a zmiana koloru podczas najeżdżania na notkę od autorek dodaje tylko uroku! Nie mam też pojęcia za kogoś się uważasz, dziewczynko, by wyzywać normalnych ludzi od grafomanów, tym bardziej, że przeczytałaś tyle co kot napłakał. A to, że cię nie zaciekawiło - trudno, twoja sprawa, ale to nie oznacza, że masz się wyżywać na niewinnych ludziach. Kapiszi?
      Boże, jak nie nie mogę zdzierżyć tego szerzącego się potoku trolli zawistnych, brrr...!

      Usuń
  4. Matko, jak się wkurzyłam! O.o
    Dziewczyny, nie dajcie sobą tak pomiatać! Nie wiem skąd biorą się tacy ludzie...
    Już się wyżej opisałam, więc teraz może coś o rozdziale. Dlaczego Maggie pisze go po raz trzeci raz z kolei, jeśli dobrze pamiętam? Chcę też poczytać trochę Mary, w końcu jako współautorka powinna się tu udzielać ;)
    Ten facet jest jakiś nienormalny! Inaczej nie potrafię tego określić O.o Rany, a było tak blisko od uwolnienia się Carmen od tego potwora... Kurcze, czemu ich jest tak trudno zabić?! xD Nadal jestem w żałobie po Lucku :C Myślę, że wampir użył na Mii umiejętności manipulowania jej pamięcią, tak jak ostatnio Alex w "Nad przepaścią" :) Trzymam kciuki za dziewczynę, żeby jak najszybciej udało jej się wyjść z tej chorej sytuacji :3
    Weny życzę! I nie zwracajcie uwagi na hejty.

    OdpowiedzUsuń
  5. Peter zahipnotyzował Mie, albo wyczyścił jej pamięć ! Carmen ma brzydkie myśli, takie brutalne, czyli coś co lubię :) Całuję :**

    OdpowiedzUsuń
  6. Zabiję cię za Mię !!! (chociaż w tedy nie pisałabyś) Rozdział fajny ale złamałaś mi serce Mią !! 😭 Mam nadzieję że Tyler żyje bo go polubiłam .... Życzę weny twórczej ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Szablon jest przepiękny ! :D Robi się coraz ciekawiej i fajniej :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział piękny. Akcja się bardzo rozkręciła :)
    Biedna Mia... Mam nadzieję że nic jej nie jest.
    Czekam na następny :)
    All the love xxx

    OdpowiedzUsuń