sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział 13

Proszę o przeczytanie notki pod rozdziałem. 

 ***



Proszę o przeczytanie notki pod rozdziałem. 



 ***





Luke podwiózł nas pod sam budynek komisariatu. Nie wiedziałam czy mam być mu wdzięczna czy wręcz przeciwnie. To on namówił mnie do podjęcia decyzji, przez którą zrujnowałam to, co do tej pory udało mi się osiągnąć, jeśli mogę to tak nazwać. Nadal myślałam o tym całym domu dziecka jak o jednej z najgorszych rzeczy, które spotkały mnie w życiu. To, że pakuję się w kolejne gówno nie zrobi mi żadnej różnicy. Gorzej z Mią. Od zawsze byłam okropną siostrą. W ogóle złym człowiekiem, delikatnie mówiąc. Ćpanie, chlanie wszystko inne… Nie widziałam w tym nic złego – do pewnego czasu. Traktowałam to, jako ucieczkę od wszelkich problemów. Oczywiście przez to pakowałam się w jeszcze większe kłopoty. Tylko, że wtedy nie rozumiałam. Musiało stać się coś złego, bardzo złego, żebym zrozumiała swoje dotychczasowe błędy, których była cała masa.

Ale z drugiej strony to mogła być jedna z najlepszych decyzji, jakie w życiu podjęłam, a te z kolei spokojnie mogłabym policzyć na palcach jednej ręki. Na początku byłam przekonana, że Mię nie może spotkać nic gorszego niż dom dziecka, ale chyba właśnie doszłam do wniosku, że posunięcie, na jakie się zdecydowałam jest właściwe. Tak, jak powiedział Luke – będzie tam miała zapewnione wszystko. Opieka, bezpieczeństwo, wyżywienie… Wszystko, poza jednym – miłością rodziców. Ja wysiedzę tam tylko rok i mam nadzieję, że do tej pory nikt nie zaadoptuje mojej siostry. Nie chcę, aby trafiła do obcych ludzi. Może to śmieszne, że mówię to ja, ale u nikogo nie będzie jej lepiej niż przy własnej rodzinie. A jej jedyną rodziną jestem ja, więc nie mogą nas rozdzielić. Nie pozwolę na to, choćbym miała zrobić jakieś kolejne szaleństwo. Nie dam zabrać od siebie Mii. Tylko ja mam prawo się nią opiekować i tylko ja będę to robić. To może się wydawać absurdalne, zwłaszcza, że jestem, jaka jestem. Stop. Byłam, jaka byłam. Teraz jestem inna. Czuję to, jak się zmieniłam. Nie zamierzam sięgać po żadne używki.

Z drugiej strony mogę też spodziewać się najgorszego. Mogą nas rozdzielić już na samym początku. Co, jeśli ja trafię do jakiegoś zakładu poprawczego, a ona do tego domu dziecka? Wtedy nie będzie szans, żebym mogła się nią w jakikolwiek sposób opiekować. Ale nie. Nie! Tak nie będzie.

Odsunęłam od siebie te wszystkie myśli. Muszę mieć nadzieję, nie porzucać jej. Muszę się postarać zrobić na tych wszystkich policjantach, psychologach i pies wie kim jak najlepsze wrażenie, chociaż moja kartoteka jest zapełniona moimi głupimi czynami. Mimo wszystko będę próbować i walczyć o Mię do samego końca.

― Eee… Carmen?

Słysząc głos Luke'a natychmiast obudziłam się z transu. Zdałam sobie sprawę, że od kilku minut staliśmy pod komisariatem, a ja siedziałam bez ruchu, pogrążona we własnym świecie.

― Tak, co? Co mówiłeś? ― zapytałam delikatnie zmieszana.

Na twarzy chłopaka wymalował się piękny uśmiech. Nie wiem jak jemu, ale mi do śmiechu nie było.

― Nie szczerz się tak tylko mów, co chciałeś ― palnęłam zirytowana jego zachowaniem, chociaż właściwie nic nie zrobił.

― Ej, spokojnie. ― Podniósł ręce w geście poddania się. ― Chciałem tylko ci przypomnieć, że chyba powinnaś iść… Coś załatwić.

Przerwałam nasz chwilowy kontakt wzrokowy przewracając oczami i spojrzałam do tyłu. Mia siedziała cichutko i wpatrywała się gdzieś za szybę. Wyglądała tak niewinnie, że zrobiło mi się jej żal, ale nie chciałam znowu odlecieć i zacząć zastanawiać się właśnie teraz nad życiem.

Wyciągnęłam do niej rękę i złapałam za dłoń, posyłając dziewczynce wymuszony uśmiech. Odwzajemniła go, a ja poczułam, jak delikatnie ściska moją rękę. Niechętnie z powrotem odwróciłam się od niej.

― Czekajcie tu, nie będę jej ze sobą ciągnąć ― powiedziałam zdecydowanie do Luke'a. Po tych słowach chwyciłam klamkę i wyszłam z samochodu. Uderzyło we mnie zimne powietrze, przez co delikatnie się otrzeźwiłam i zdałam sprawę, w jakiej sytuacji się znajduję. Zrobiłam dwa głębokie wdechy i poczułam, jak ogarnia mnie chęć sięgnięcia po papierosa. Przez chwilę się zastanowiłam i szczerze mówiąc byłam blisko, żeby faktycznie to zrobić, ale się powstrzymałam. Na pewno waliłoby potem ode mnie dymem, a to nie działałoby na moją korzyść, wręcz przeciwnie. Poza tym powiedziałam sobie, że nie chcę żadnych używek, więc z trudem odsunęłam od siebie tę myśl. Wiem, że nie rzucę z dnia na dzień, ale jestem pewna, że tam, gdzie mnie zabiorą i tak nie będę miała szansy dostać żadnych fajek, więc odwyk trzeba zacząć już teraz.

            Powolnym, ale zdecydowanym krokiem ruszyłam w stronę budynku. Chciałam mieć już wszystko za sobą, więc bez wahania złapałam za klamkę i mocno pociągnęłam. Poczułam nieprzyjemny zapach. Taki jak w szpitalu, tylko może mniej intensywny. Rozejrzałam się dookoła, a już po chwili znajdowałam się przy jakiejś ladzie. Spoglądnęłam na faceta siedzącego wygodnie na fotelu. On również na mnie spojrzał. Mógł mieć z czterdzieści lat. W każdym razie wyglądał na trochę znudzonego tą robotą. Popatrzyłam na małą naszywkę na jego mundurze.

― Cześć, Brad. Szukam pomocy ― powiedziałam, wpatrując się w niego intensywnie.

Mężczyzna na chwilę przestał żuć gumę i całą swoją uwagę skupił na mnie.

― W czym mogę ci pomóc? ― zapytał po chwili ciszy.

― W życiu najlepiej…

― Słucham?

― Nic, nic…

Zastanowiłam się chwilę. W czym ma mi pomóc? Czy w ogóle mogę to nazwać pomocą? Może powinnam powiedzieć, że to jednak nieporozumienie i jak najszybciej stamtąd wyjść? Nie. Jestem już za daleko i nie mogę się teraz wycofać. Dla Mii – przemknęło mi przez myśl, zanim zdołałam coś z siebie wydusić.

― Chciałabym zeznawać ― powiedziałam twardo.

― W jakiej sprawie? ― spytał i wziął do rąk jakieś papiery, które leżały na biurku.

― Swojej ― odparłam i poczułam ulgę na sercu, że wreszcie to z siebie wydusiłam.

***

Od jakiejś godziny siedziałam w tym cholernie małym pomieszczeniu, w którym od dłuższego przebywania można dostać klaustrofobii. Mnie te białe ściany i brak jakichkolwiek innych mebli niż biurko i dwa krzesła już zaczęło przytłaczać. Jeszcze gorzej czułam się zdając sobie sprawę z tego, że większość słów, które wypowiadałam, była notowana przez faceta siedzącego naprzeciwko, a kobieta, która miała na głowie perfekcyjnego koka, okulary z czarnymi, grubymi obwódkami i strasznie czerwone usta patrzyła na mnie bez przerwy.

― Dobrze, kochanie. Powiedz mi jeszcze, jak się teraz czujesz ― odezwała się kobieta tak słodkim głosem, że mi zrobiło się niedobrze.

― A co to ma do rzeczy? ― zapytałam i natychmiast ugryzłam się w język. Kurcze.

― Bardzo dużo ― odpowiedziała nadal zachowując spokój i posyłając mi delikatny uśmiech. Przysięgam, że miałam ochotę prychnąć, ale powstrzymywałam się z całych sił. Spuściłam wzrok i zaczęłam mówić.

― Czuję… Właściwie nie wiem, co dokładnie. Myślę, że dobrze postąpiłam, że tu przyszłam. Mam nadzieję, że to wpłynie jakoś na mój dalszy los i załagodzi nieco sprawę. Chciałabym po prostu zostać przy siostrze, nic więcej. Z całego serca żałuję rzeczy, których się dopuściłam i tego, że zrozumiałam to dopiero po… ― Oczy zaczęły mnie piec z powodu pojawiających się w nich łez, które natychmiast wytarłam rękawem bluzy. ― Po tym, co się stało.

Kobieta przyglądała mi się ze zmarszczonymi brwiami. Na początku chciałam po prostu wyglądać jak prawdziwa ofiara i sprawiać wrażenie zagubionej dziewczyny, która nie wie co zrobić z życiem, ale kiedy musiałam powiedzieć o rodzicach coś naprawdę we mnie pękło, a te łzy były szczere.

Blondynka westchnęła głośno i zatrzepotała rzęsami. Pierwszy raz od początku przesłuchania sama zaczęła notować coś w swoim notesiku. Po odłożeniu długopisu szepnęła policjantowi coś na ucho i oboje wstali. Ja również to zrobiłam.

― Dobrze, skarbie. Teraz ja pójdę z tobą po siostrzyczkę do samochodu, a potem krótko z nią porozmawiam i podejmiemy decyzję, co dalej. ― Uśmiechnęła się do mnie, co chciałam odwzajemnić, ale po prostu nie mogłam zmusić się do uśmiechu.

Razem wyszliśmy z pomieszczenia, a ja od razu skierowałam się do drzwi wejściowych. Kobieta szła za mną, słyszałam stukot jej obcasów. Podeszłam do pojazdu Luke’a i otworzyłam drzwi, tym samym przerywając mu rozmowę z moją siostrą. Nieco się zdziwiłam, nie słyszałam, żeby rozmawiali do tej pory, ale odpędziłam od siebie wszystkie myśli. Posłałam mu wdzięczne spojrzenie i szepnęłam ciche dzięki, co traktowałam jako nasze pożegnanie. Wątpiłam, że go jeszcze spotkam.

― Chodź ― zwróciłam się do Mii i podałam jej rękę. Chwyciła ją i wysiadła z samochodu.

― Kim pani jest? ― spytała kobietę.

― Psychologiem ― odpowiedziała z uśmiechem ― mogę z tobą trochę pogadać?

Mia skinęła głową, po czym we trzy ruszyłyśmy z powrotem do budynku. Obejrzałam się jeszcze raz w stronę Luke’a. Patrzył na nas i uśmiechał się do mnie. Pomachałam mu niepewnie i z powrotem spojrzałam przed siebie. Po chwili usłyszałam, jak odjeżdża.

***

― Zapraszam do środka ― oznajmił mężczyzna, wychodząc z pomieszczenia, w którym znajdowała się moja siostra, on i tamta kobieta. Kiedy ja weszłam do środka, on zamknął za mną drzwi, ale nie wszedł. Spojrzałam na blondynkę, a ta wskazała gestem na krzesło. Usiadłam obok Mii i chwyciłam jej dłoń patrząc na kobietę przed nami.

― Dobrze. Moja droga ― zwróciła się do mnie ― mam nadzieję, że to, co zaraz usłyszysz cię usatysfakcjonuje. Z tego, co usłyszeliśmy od ciebie i od siostry jesteście ze sobą bardzo zżyte. Co prawda, masz nieciekawą przeszłość, ale mimo to postanowiliśmy dać ci jeszcze jedną szansę. Nie jedziesz do żadnego zakładu, będziesz razem z siostrą w domu dziecka. Doceń to ― powiedziała, a mi zrobiło się gorąco. Tym razem na mojej twarzy zagościł uśmiech.

― Dziękuję, naprawdę ― szepnęłam cicho i przytuliłam Mię. Trzymałam ją w ramionach jakiś czas szepcząc jej do ucha, że tym razem będzie dobrze. Musi być.

― Przepraszam, że wam przerwę, ale powinnyśmy już wyjść ― odezwała się blondynka. Wypuściłam Mię  z uścisku i pokiwałam głową.

― Macie jakieś rzeczy? ― zapytała, a ja pokręciłam głową. ― Dobrze, w takim razie zapraszam do drzwi ― powiedziała.

            Trzymając Mię za rękę opuściłam komisariat. W dalszym ciągu towarzyszyła nam ta kobieta. Było też dwóch policjantów. Idąc do radiowozu czułam się dobrze. W tamtym momencie wiedziałam, że postąpiłam słusznie. Wszystko miałam już dokładnie zaplanowane. Do osiemnastki nie zostało mi dużo. Kiedy będę pełnoletnia, zaopiekuję się Mią. Właśnie zaczynam nowy rozdział życia. Będzie lepszy, niż ten poprzedni – to wiem na pewno.




            Hejka! Prosiłam Was o przeczytanie notki, bo chce tu napisać kilka istotnych (dla mnie) słów. Ostrzegam, że to może być długie, ale proszę wytrzymajcie. 
Zacznijmy od tego, że wreszcie to ja piszę rozdział. Wybaczcie, że nie było go dość długo. Nie jest do końca taki, jak miał być, bo właściwie chciałam go wstawić wczoraj, ale mój laptop spłatał mi niezłego figla i... No nie będę tego wszystkie tłumaczyć, powiem tylko tyle, że nie mogłam wcześniej i musiałam go pisać od nowa.
            Drugą sprawą jest ilość komentarzy, która szczerze trochę mnie martwi. Blog obserwują 33 osoby, a pod ostatnim rozdziałem komentarzy jest 7. Pod wcześniejszym 9. Z góry mówię, że nie chodzi mi o to, żeby każdy komentował każdy rozdział, bo oczywiście kumam, że może nie wszyscy mają czas, ale są osoby, które w ogólnie się nie odzywają. Już nie róbcie tego dla mnie, tylko dla Maggie, która czyta chyba większość Waszych blogów i ogólnie jest zapracowana i mega się stara. Także, jeśli przeczytałeś rozdział i czytasz teraz tę notkę to napisz gdzieś w komentarzu słowo... "jeden". 
          Po trzecie zapowiadam, że mam zamiar odejść z blogosfery. Oczywiście chcę zostać do zakończenia tego opowiadania i właściwie tylko to mnie tu trzyma. 
             Na koniec z zapraszam na bloga koleżanki, który startuje 01.02.2016r. ;) ---> "Skazany" 
Z góry mówię, że to opowiadanie fanowskie.
            Standardowo, jeśli zobaczycie błędy, to o tym poinformujcie. Pozdrawiam!            

10 komentarzy:

  1. Super rozdział. Spokojnie nie zawsze da się pogodzić obserwatorów i komentarze. Do tego potrzeba czasu i cierpliwości. Szkoda, że odchodzisz. Będziesz dalej pisac? Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisać może, ale tylko dla siebie, a jak coś mi się spodoba to dopiero wrzucę do sieci ;)

      Usuń
  2. Ja osobiście błędów nie wyłapałam, ale jeśli jakieś jednak są, to nieistotne:) Rozdział mi się podoba i się ogromnie cieszę, że wreszcie go dodałaś. Ogromnie szkoda mi Carmen i Mii, żadna sobie na to nie zasłużyła. No, ale przynajmniej będą razem. Jakoś dadzą sobie radę, muszą dać.
    Jeden!
    Wiem doskonale o czym mówisz, nigdy nie jest tak, że każdy czytelnik zostawia po sobie jakiś ślad. Cóż, mówi się trudno. Nie dasz rady tego zmienić, choć ja też bardzo bym chcciała.
    Odchodzisz? Szkoda, ale nie będę pisać nic, żeby Cię zatrzymać, bo to tylko i wyłącnie Twoja decyzja. Są sprawy ważne i ważniejsze, lecz nie ukrywam, że fajnie byłoby, gdybyś jeszcze raz to przemyślała:))

    L x

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział;)
    Jeden raz na dzień wchodze na tego bloga by sprawdzić czy nie ma rozdziału ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nareszcie! Chyba cały jeden miesiąc czekaliśmy na Twoją kolej! :D
    W sumie dużo tutaj przerywników, jak zaczyna się dziać coś ciekawszego, dostajemy trzy gwiazdki i znów coś nowego. Ale ok. C: Były literówki, ale to normalne. Poza tym nie mam się do czego przyczepić. :3
    Jeeej, aż mi się przypomniało ile ja razy odchodziłam z blogosfery... xD Ale to Twoja decyzja, oby słuszna. C:
    Bawi mnie trochę, że pani psycholog (oni najbardziej mają wszystko w dupie z tych ludzi, co mają "pomagać") ma czerwone usta i idealny kok - to takie stereotypowe. xD
    Ja tam myślę, że Carmen jeszcze spotka Luke'a, mam rację? :D
    Czekam na kolejny rozdział z opisem tego okropnego miejsca, do którego się nasze dziewczyny udają. Weny! :3
    Chichocik

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem od czego zacząć, bo (jeden) nie chce żebyś obchodziła, bo jesteś świetna, ale uszanuję każdą twoją decyzję (dwa) tyle tu się dzieje, szkoda tylko, że te przerywniki :-/ (trzy) W KOŃCU TWÓJ ROZDZIAŁ.
    Ja tam błędów nigdy nie widzę, jeśli nie są jakieś rażące, więc uznajemy, że ich nie było.
    Tak strasznie stereotypami zapachniało na tym komisariacie, tylko się dziwię, że tak łatwo im poszło. Zazwyczaj są większe problemy. Dobrze, że przynajmniej będą razem. No i co będzie z Lukiem, spotkają się jeszcze?
    Wiem, że to straszne, wiedzieć ile osób zagląda, obserwuje itp, a to nie przekłada się na ilość komentarzy. Przyznaję się bez bicia, że czasem zapominam skomentować. Czytam, uznaje, że muszę pomyśleć bo tego się tak na szybko nie da ogarnąć i już zapomniane, bo czytałam i wydaje mi się, że pisałam komentarz.
    Mam nadzieję, że jednak z nami zostaniesz. Bardzo lubię czytać to jak piszesz, więc będzie mu trochę smutno bez ciebie. Ale nie mam prawa podejmować decyzji za ciebie,sama najlepiej wiesz w jakiej sytuacji jesteś i czy odejść czy nie.
    Miałam jeszcze tyle do powiedzenia, ale nie umiem ubrać tego w słowa.
    Do następnego, tule.
    In

    OdpowiedzUsuń
  6. jestem ciekawa ,jak się to wszystko dalej potoczy :D Rozdział jak zwykle super :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Carmen podjęła dobrą decyzję decydując się na dom dziecka. Widać że też chce przeprowadzić inne zmiany w swoim życiu. Dobrze że dotarło do niej, że to co robiła do tej pory nie było dobre. Policjanci też dali jej szansę, bo zamiast do jakiegoś zakładu poprawczego Carmen pojedzie z Mią do domu dziecka. To dobry początek na zmiany.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział jest fajny, cieszę się, że nie rozdzielili Carmen i Mii :) To takie słodkie, że są z sobą tak zżyte :D Szkoda, że odchodzisz, ale pociesza mnie fakt, że zostaniesz do końca opowiadania!
    Pantera

    OdpowiedzUsuń
  9. Carmen zachowała się tym razem bardzo dorośle. Postanowiła jednak opowiedzieć o wszystkich psychologowi i funkcjonariuszowi. Jestem z niej dumna. Wiadomo, że dom dziecka to nie dom rodzinny, ale będą miały zapewniony dach nad głową oraz głodne nie będą chodzić. Co do bezpieczeństwa mogę się kłócić xD Zależy od niektórych osób. Jedni mogą być mili, a drudzy niekoniecznie.
    Błędy:
    "Nadal myślałam o tym całym domu dziecka jak o jednaj..." - tutaj powinno być "jednej";
    "Słysząc głos Luka..." - odmienia się "Luke'a";
    "...powiedziałam zdecydowanie do Luka" - tutaj również powinno być "Luke'a".
    Ogółem rozdział bardzo mi się podobał. Wreszcie zostały podjęte sensowne kroki. Zobaczymy jak to dalej się potoczy. Jeden... Jestem tutaj od niedawna, więc raczej mnie się to nie tyczy, gdyż nadrabiam każdy rozdział od początku ;)
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń