sobota, 21 listopada 2015

Rozdział 11


Znużonym wzrokiem patrzyłam na oddalające się budynki, oślepiające światła aut, znaków drogowych oraz lamp. Na czarnym, niczym smoła, nad nami niebem, znajdowały się znacznie widoczne punkciki, zwane gwiazdami. Oderwałam się od szyby. Spojrzałam na swoje dłonie, na które naciągnęłam rękawy ciemnej bluzy. W tle leciała muzyka, której nie słuchałam. Nie zwracałam na nią uwagi, choć nuty wydawały mi się znajome. Mój pusty wzrok wędrował tu i tam. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić.

Jeden dzień.

Tak wiele zmienił...

Chciało mi się płakać na myśl, że zostałam z Mią sama, ale usilnie starałam się trzymać i nie pokazywać, że bardzo to przeżywam. Nie lubiłam ujawniać, co tak naprawdę czuję, szczególnie że obok mnie siedziała zupełnie obca mi osoba.

Właśnie. Luke.

Musiałam jak najszybciej znaleźć się w jakimś hotelu. Zawieranie nowych znajomości w takich sytuacjach nie było zbyt dobrym pomysłem. Obawiałam się, że mógłby mnie wydać. O ile wiedział, że uciekłam z domu...

Włożyłam dłoń w kieszeń dżinsów, ponieważ od jakiegoś czasu coś mnie uwierało, ale wcześniej to ignorowałam. Poczułam sztywny papier. Wyciągnęłam zdjęcie, które wcześniej zabrałam z domu. Zupełnie o nim zapomniałam. W pierwszych odruchu chciałam je schować, ponieważ ponownie zachciało mi się płakać — nikt nie pomyślałby, że Carmen, ja, może być taka słaba — ale coś mi na to nie pozwalało. Trzymałam fotografię drżącą dłonią. Twarze rodziców śmiały się do mnie. Jak bardzo chciałam zapamiętać ich właśnie takich. Beztroskich, ale i wesołych. A zginęli będąc ze mną skłóceni. Gdybym mogła, to najchętniej cofnęłabym czas. Żałowałam, że tak się stało. Żałowałam, że zachowywałam się tak podle. Żałowałam, że nie próbowałam się zmienić. Żałowałam, że z moich ust wypłynęło tyle gorzkich słów. Żałowałam, że nie mogłam nic na to poradzić. Żałowałam wszystkiego. Dosłownie.

Obraz się rozmazał, a ja zdałam sobie sprawę, że po moich policzkach spływają słone łzy. Schowałam zdjęcie z powrotem do kieszeni i pociągnęłam nosem. Wytarłam mokrą twarz i obejrzałam się za siebie, by sprawdzić, co robi Mia.

Dziewczynka nie odzywała się. Siedziała przy drzwiach, a w rękach trzymała reklamówkę, którą pewnie wyciągnęła z plecaka. Główkę miała opartą o szybę, na której zbierały się pojedyncze krople deszczu. Jej duże oczka mieniły się w świetle lamp. Płakała, ale bezgłośnie. Miałam wrażenie, że moje serce krwawi. Oderwałam wzrok od siostry. Tak trudno było mi patrzeć, jak cierpi. Odruchowo spojrzałam na niebo. Może już tam byli i stamtąd na nas patrzyli?

— ...Poszukiwane są dwie siostry. — Usłyszałam głos dochodzący z radia. — Sześcioletnia Mia i siedemnastoletnia Carmen. Obie siostry uciekły z domu. Mają brązowe, długie włosy. Młodsza z nich ma brązowe oczy, natomiast starsza niebieskie...

Przerażona wbiłam się w oparcie fotela, gdy prezenter zaczął opisywać mój ubiór. Moje serce przyspieszyło. Biło tak szalenie i mocno, że je słyszałam. Kątem oka spojrzałam na Luke'a, który ukradkiem na mnie zerkał. Wytarłam spocone dłonie w nogawki dżinsów, a po chwili je na nich zacisnęłam w pięści. Zrobiło mi się straszliwe gorąco. Miałam ochotę otworzyć okno i wystawić przez nie głowę, jak to mają w zwyczaju psy. Jeszcze nigdy nie byłam tak zdenerwowana. Modliłam się w duchu, by chłopak jednak nie domyślił się, że dziewczyny, o których była mowa, to ja i Mia. Wiedziałam, że było to niemożliwością, ale pomarzyć zawsze można.

— ...Jeżeli ktoś z państwa je zauważył, prosimy o szybki kontakt.

Mężczyzna wymienił wszelkie sposoby kontaktu z odpowiednimi służbami.

— Hotel to chyba jednak nie będzie dobre miejsce na przenocowanie — powiedział znienacka Luke. Popatrzyłam na niego jak na głupka, ale i z niedowierzaniem i strachem w oczach.

Dlaczego zdziwiłam się, że się domyślił? Przecież to było oczywiste!

— Co? — zapytałam, unikając jego wzroku.

— Nie udawaj głupiej. — Zmarszczył zabawnie brwi.

— Wcale... — Przełknęłam ślinę i zacisnęłam szczęki. Co miałam mu powiedzieć?

— Dlaczego uciekłyście? — zapytał.

— Nie twoja sprawa — warknęłam.

Moja odpowiedź najwyraźniej go zdziwiła, bo podniósł brwi.

— Dobrze, ale nie jestem pewien, czy to dobrze ciągnąć tak ze sobą małą dziewczynkę. — Luke wymownie spojrzał na Mię, by po chwili z powrotem przenieść wzrok na ulicę Zauważyłam, że moja siostra skrzywiła się, gdy powiedział o niej ,,mała dziewczynka’’.

— Nie pozwolę, żeby wylądowała w... — W ostatniej chwili ugryzłam się z język. — Zawieź nas do najbliższego hotelu — nakazałam.

Chłopak wzruszył ramionami, ale spełnił moją prośbę. Podróż ciągnęła mi się wieczność. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Czułam się niezręcznie w towarzystwie Luke'a. Po tym, jak się dowiedział, że uciekłam z Mią, musiałam trzymać się na baczności. Mógł nas wydać! Chciałam się znaleźć jak najdalej od niego. Wiedziałam jednak, że wizyta w hotelu mogłaby się skończyć źle, ale nie miałam pojęcia, gdzie indziej mogłabym pójść. Ta sytuacja stała się nie do zniesienia. Tak bardzo chciałam od tego wszystkiego uciec. Raz na zawsze.

 Gdy auto zatrzymało się na parkingu, ucieszyłam się. Kiwnęłam znacząco w stronę Mii. Wzięłyśmy swoje rzeczy i wyszłyśmy z samochodu. Zanim zamknęłam drzwi, mruknęłam pod nosem do Luke'a ciche ,,Dzięki’’. Wzięłam siostrę za rękę i razem poszłyśmy w stronę masywnych drzwi hotelu. Im znajdowałam się bliżej, tym czułam się mniej pewnie. Z każdym krokiem szłam coraz wolniej, a moje serce biło coraz szybciej. W końcu zatrzymałam się. Zdziwiona Mia popatrzyła na mnie. Na jej twarzy prawił się lekki szok. Przygryzłam dolną wargę. Poczułam, jak na moim czole pojawiają się pojedyncze krople potu. Panikowałam. Co miałam robić?! Znowu poczułam irytujące uczucie gorąca, które tym razem ogarnęło całe moje ciało. Ze świstem nabrałam powietrze do płuc.

— Carmen, co się stało? — zapytała zaniepokojona Mia.

Całkowicie ją zignorowałam. Miałam dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Chyba po śmierci rodziców stałam się jakaś przewrażliwiona. Na wspomnienie najważniejszych osób w moim życiu ścisnęło mi się serce. Dosłownie. Przymknęłam powieki i podniosłam je w momencie, kiedy w oddali zauważyłam stojący radiowóz. Omal nie krzyknęłam. Musiałam zakryć dłonią usta, przez co wypuściłam z rąk reklamówkę, a słodycze, które kupiło moje oczko w głowie, rozsypały się. Szybko wzięłam się w garść. Pozbierałam porozrzucane rzeczy. Mia stała i z szokiem na mnie patrzyła. W jej oczach krył się strach. Czy moje zachowanie mogło powodować to uczucie?

— Idziemy! — Pociągnęłam siostrę za rękę.

Na początku nie miałam pojęcia, co we mnie wstąpiło. Musiałam być naprawdę zdezorientowana i wystraszona. Za bardzo nie wiedziałam, co robiłam, ale miałam jeden cel: Musiałam uciekać. I to migiem! Policjanci na pewno szybko zorientowaliby się, że poszukują właśnie nas. Poza tym jakie dziewczyny same i to w nocy kręcą się po okolicy?

Dysząc dobiegłyśmy do auta Luke'a. Zdziwiłam się, że do tej pory nie odjechał, ale to w tamtej chwili było najmniej istotne. Wpakowaliśmy się z powrotem do pojazdu.

— Szybko wróciłaś — powiedział rozbawiony. Wcale nie wyglądał na zaskoczonego.

— Mniej gadaj, a jedź! — ponagliłam.

Chłopak uśmiechnął się kpiarsko, ale o dziwo wysłuchał mojej prośby. Odpalił samochód i nacisnął pedał gazu. Z głośnym piskiem opon odjechaliśmy od ,,miejsca zbrodni’’, a ja odetchnęłam z ogromną ulgą. Ciężko oparłam się o oparcie. Na twarz wstąpił mi niewyczekiwany, lecz szczery uśmiech.

— Gdzie jedziemy? — zapytałam znienacka.

— Do mnie — powiedział pewnie mój towarzysz.

Wytrzeszczyłam oczy, na co ten zachichotał. Nabijał się ze mnie! Nie zaprzeczę, że to mnie zdenerwowało, ale po raz kolejny i nieliczny raz w życiu poczułam się szczerze zagubiona. Postanowiłam tym razem nic nie mówić i w ciszy dojechać do celu.

***

Po półgodzinnej podróży, Luke zatrzymał się przed, o dziwo, młodą kamienicą. Może niekoniecznie tak bardzo nową, ale nie zaliczała się do tych bardzo starych. Wyszłam z auta od razu po tym, jak zrobił to... mój wybawca? Gdyby nie on, to nie wiedziałam, co bym robiła. Pewnie błąkałabym się bez celu po ulicach miasta...

Miałam poinformować Mię, że jesteśmy już na miejscu, ale dziewczynka smacznie spała i nie miałam serca jej budzić. Wyglądała tak uroczo. Jej usteczka były lekko rozchylone. Zakręcone włosy częściowo zasłaniały jej zamknięte oczy. Różowe policzki dodawały tylko uroku. Założyłam plecak. Otworzyłam drzwi od strony siostry. Odpięłam pas i wzięłam ją na ręce.

— Śpij — szepnęłam, kiedy zaczęła się budzić. Na moje słowa ziewnęła i ponownie zamknęła zaspane oczy.

Chciałam wziąć torby z rzeczami, ale Luke mnie uprzedził. Uśmiechnęłam się lekko. Gdy ten zamknął auto, poszłam za nim do kamienicy. Po schodach — wyobrażałam je sobie jako stare i strome, ale takie, na szczęście, nie były — poszliśmy na drugie piętro. Zmachałam się. Nigdy nie lubiłam wchodzić na wysokości z ciężarem. Szczególnie z małą osóbką na rękach. Chłopak otworzył brązowe drzwi i zaprosił mnie do środka. Weszłam do pomieszczenia, kiedy zaświecił światło.

— Przepraszam za bałagan — powiedział zmieszany. — Nie planowałem zapraszać gości.

Uśmiechnęłam się ze zrozumieniem. Luke postawił pod ścianą reklamówki i szybko zaczął ogarniać dom. Zajęło mu to zaledwie dwie minuty, bo wszystko zdecydował się rzucić w jeden kąt.

— Połóż ją tutaj. — Wskazał na kanapę, na której jeszcze przez chwilą leżała sterta brudnych ubrań.

 Zrobiłam, jak powiedział. Wyciągnął z szafy koc i przykrył nim Mię. Już sama nie wiedziałam, co miałam myśleć o tym chłopaku.

— Kawy, herbaty? — zapytał.

— Kawę poproszę — powiedziałam nadzwyczaj uprzejmie. Aż zdziwiłam się!

Luke pokiwał głową i zniknął za ścianą. Usiadłam obok smacznie śpiącej Mii i rozejrzałam się dookoła. Pomieszczenie nie było szczególnie szykowne, ale znajdowało się w nim wszystko, co powinno. Ciemno-brązowa kanapa, tego samego koloru dwa skórzane fotele, niewielki, okrągły stół, stare, ale zadbane meble, no i telewizor. Moją największą uwagę przykuła ramka ze zdjęciem. Podeszłam do komody, na której stała i wzięłam ją do ręki. Fotografia przedstawiała małego chłopca — domyśliłam się, że to Luke, ponieważ charakterystyczna była jego blond czupryna — i kobietę, bardzo podobną do niego. Zapewne jego matkę. Obydwoje szeroko uśmiechali się. Coś ukuło mnie w sercu, więc szybko postawiłam zdjęcie na miejsce.

— Mieszkasz sam? — zapytałam, gdy właściciel domu wszedł do pokoju.

— Tak — powiedział przeciągle. — A co?

Wzruszyłam ramionami.

— Proszę —powiedział, wręczając mi parujący kubek.

— Dzięki. — Uśmiechnęłam się z wdzięcznością.

Zapanowała niezręczna cisza. Wbiłam wzrok w ciemny napój i napajałam się jego zapachem.

— Długo tu mieszkasz? — zapytałam. Ta cisza zaczynała mnie irytować.

— Trzy lata — powiedział beznamiętnie, ale w jego oczach zauważyłam iskierkę smutku.

— Dlaczego tak szybko się wyprowadziłeś? Jesteś jeszcze młody. Musiałeś mieć powód — zadałam kolejne pytanie.

— Słusznie — uśmiechnął się sztucznie. — Powiem, jak ty powiesz mi, dlaczego uciekłaś.

— To... dość delikatna sprawa — mruknęłam.

Podniósł jedną brew.

— Jak nie powiesz, ja też tego nie zrobię.

To miał być szantaż?!

— Dobrze, ale ty pierwszy. — Zmrużyłam groźnie oczy.

— Jak chcesz. Mam nadzieję, że mnie nie oszukasz.

— Nie — powiedziałam przeciągle, przez co zabrzmiało to mało przekonująco. — Nie — dodałam pewniej.

Przez dłuższą chwilę blondyn nie odzywał się. Oparłam się o miękkie oparcie kanapy i spojrzałam na słodko śpiącą Mię.

— Też uciekłem z domu — odezwał się niespodziewanie Luke. — Miałem siedemnaście lat. Ojciec nas bił. Mnie i matkę. Codziennie wracał do domu pijany. Wciąż pamiętam ten odór wódki, który od niego bił na kilometr. — Skrzywił się na twarzy, a mi zrobiło się go żal. — Nie obchodziłem go. On tylko rozkazywał. Życie z takim człowiekiem to był koszmar. Ciągle żyłem w strachu. Miałem tylko mamę. Zastanawiałem się, dlaczego od niego nie odeszła. Pewnego dnia zwierzyła mi się, że zaszła w ciążę, gdy miała zaledwie siedemnaście lat. Dla dziadka był to skandal, bo był szefem w jakieś firmie. Był podziwiany i stał się wzorem dla innych. Ze strachu mama uciekła z domu. Dziadek nigdy nie lubił mojego ojca i odradzał mamie wiązania się z nim. I słusznie, ale matka po tym wszystkim, jak dowiedziała się, jaki jest, nie chciała wracać do dziadka ze spuszczoną głową. Wolała wszystko tłumić w sobie. Poza tym mimo wszystko kochała ojca i wierzyła, że kiedyś się zmieni, ale ja w to nie wierzyłem. Tacy ludzie się nie zmieniają. Babcia zmarła przy porodzie, więc do niej nie mogła się zwrócić. Było nam ciężko. Mama chorowała na raka. Zmarła, gdy miałem siedemnaście lat. Ojciec w ogóle się nie przejął. Wtedy zdecydowałem się uciec. Nic mnie przy nim nie trzymało. Pewnie nawet nie zauważył mojego zniknięcia. — Uśmiechnął się z kpiną, ale w jego oczach zauważyłam ból. — A nawet jeśli, to nie powiadomił policji o moim zniknięciu. Wcześniej wziąłem pieniądze z domu. Były mamy. Za nie kupiłem to mieszkanie. — Rozejrzał się dookoła. — Za pomocą lewych papierów dostałem pracę. No... I tak się jakoś potoczyło.

Unikałam jego wzroku. Spotkało go jeszcze więcej przykrych rzeczy, niż mnie. Zaczynałam żałować, że w ogóle chciałam, by opowiedział swoją historię. Czułam się... winna? Przeze mnie musiał wszystko sobie przypominać!

— A jak to było z wami? — zapytał, patrząc to na mnie, to na Mię.



Hejo kochani!! ♥♥♥
Jak spodobał się Wam rozdział? Mam nadzieję, że przypadł Wam do gustu! :D Najbardziej i tak zastanawia mnie, jakie macie zdanie na temat naszego Luke'a. Ja gu lubię. Nie wiem jak Wy xD
Hm... Ciekawi Was, jak to będzie z dziewczynami? Powiem tylko, że na pewno wieczność uciekać nie będą. Hehe. Nie mogę doczekać się rozdziałów, kiedy to akcja będzie działa się w zupełnie innym świecie (w końcu to fantastyka ♥♥♥ )!! :D
Co ja mogę Wam powiedzieć? Jakoś ostatnio nie wiem, co pisać pod rozdziałami xD
Jeżeli znaleźliście jakieś błędy, to prosiłabym o skopiowanie zdania, w którym znajduje się jakiś błąd. Będzie łatwiej i szybciej poprawiać ;)
PROSZĘ WAS! SKOMENTUJECIE! CHCĘ WIEDZIEĆ, DLA ILU OSÓB Z MARĄ♥  PISZĘ! :D
Pozdrawiam Was cieplutko! xoxo :***


Maggie

10 komentarzy:

  1. Przeczytałam... trochę dziwnie się czyta od środka, nie wiedząc, co się działo wcześniej, ale rozdział i tak był ciekawy :D Nie masz problemów z ortografią, z interpunkcją PRAWIE wcale, ale zauważyłam, że mylisz kolejność w zdaniu... To trochę psuje efekt, bo trzeba się zastanawiać, co miałaś na myśli, a poza tym brzmi to trochę nienaturalnie.
    1. "...i czarne, niczym smoła, nad nami niebo, na którym znajdowały się znacznie widoczne punkciki, zwane gwiazdami." - Poprawna kolejność to: "i czarne niczym smoła niebo nad nami...". Do tego nie ma tam przecinków :)
    2. "Nie zwracałam na nią uwagi, choć nuty wydawały mi się być znajome." - Niepotrzebne słówko "być".
    3. "Trzymałam drżącą dłonią fotografię." - Poprawnie: "Trzymałam fotografię drżącą dłonią."
    4. "Jeżeli ktoś z państwa zauważył je, prosimy o szybki kontakt." - Poprawnie: "Jeżeli ktoś z państwa je zauważył..."
    5. "Nabrałam ze świstem powietrza do płuc." - Poprawnie: "Ze świstem nabrałam powietrze do płuc". Źle napisałaś też "powietrza". W tym zdaniu jest w bierniku (kogo? co?) - powietrze, a nie powietrza.

    Dalej już chyba mi się nie chce czytać po raz drugi i poprawiać... xd następnym razem będę poprawiała na bieżąco :D

    Ogólnie rozdział jest świetny, a Luke taki uroczy :D Chociaż to trochę nienaturalne, że tak od razu opowiedział całą swoją historię Carmen (dobrze mówię? Carmen?)... no ale ludzie są różni, więc nie oceniam.

    A poza tym Carmen pije kawę na dobranoc xd heheszki Chyba że pije właśnie po to, żeby czuwać nad Mią.

    Zapraszam do mnie na rozdział 5. (a jutro może już nawet na 6.!) :)
    http://mojacelajestluksusowa.blogspot.com/2015/11/w-susznej-sprawie-5_20.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Znowu Carmen i Mii udało się uciec. Pewnie gdyby dłużej stały przed tym hotelem to policja by je znalazła.
    Luke dalej pomaga dziewczynom w ucieczce. To miło z jego strony że im pomaga.
    Co do jego przeszłości to miał nieciekawe dzieciństwo. Nie dziwię mu się że uciekł z domu, bo pewnie nikt by nie chciał mieszkać z takim ojcem jakiego on miał.
    No i ciekawe czy Carmen opowie mu swoją historię czy tylko tak powiedziała, żeby jego historii posłuchać.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem Ci, że ja tam lubię Luke'a, ale nadal ubolewam, bo nie wiem, jak on wygląda. To straszne! Dlaczego? Moja wyobraźnia chce pracować, a nie wie jak. Blondyn, brunet, szatyn, a może rudy? Jaki kolor oczu? Co z budową ciała? Jest pulchniejszy, szczuplejszy, a może umięśniony? Nie wiem o nim nic, jeśli chodzi o wygląd. Niech Carmen się przypatrzy jaki on jest i nam opowie! Chociaż podejrzewam, że to jakieś ciasteczko. Haha :D
    Ogółem to strasznie polubiłam tego chłopaka. Wcześniej nie miałam do niego zaufania, ale wraz z minimalnym poznaniem go, przekonałam się, że jest okej. Bardzo żałuję, iż jego mama wyszła za takiego buca, a później od niego nie odeszła narażając i swojego syna i siebie na nietrzeźwego mężczyznę. Z tego co przeczytałam, wynika, że się nad nimi znęcał. Ja bym od razu uciekła, zwłaszcza, że mieli pieniądze. No, ale nie ważne. Nie chcę osądzać osoby, której nie znałam. Och, poznać już raczej też nie poznam...
    Jednak dla mnie wcale to nie jest dziwne, że nowy znajomy się przed dziewczyną otworzył. Może już od dawna potrzebował kogoś, komu by to powiedział? Korciło go i w końcu nie wytrzymał. Z drugiej strony mógł powiedzieć o sobie, żeby tylko dowiedzieć się o losach tych dwóch istotek, które przypadkiem poznał.
    Awww, kocham tą małą. Jest taka inna, urocza. Bez niej to wszystko stałoby się takie, takie no nie wiem. Dziwne? Pewnie Carmen poszłaby do tego domu dziecka, bo nie miałaby innego wyjścia. Nie zależałoby jej aż tak na tym, aby tam nie iść. No, ale nie ma co gdybać.
    Nie mogę się doczekać, aż ta akcja nabierze tempa... Tak jak obiecujesz! ♥
    Buziaki, karmeeleq

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe. Jak tak bardzo chcesz wiedzieć, jak wygląda Luke, to specjalnie dla Ciebie w kolejnym rozdziale go opiszemy! :D Ale było i w tej i w poprzedniej notce wspomniane, że jest blondynem. Musiałaś przeoczyć ;)
      Pozdrawiam cieplutko i dziękujemy za komentarz! xoxo :***

      Usuń
  4. Tak jak pisałam pod poprzednim rozdziałem, Luke jest jak dla mnie podejrzany. Aczkolwiek miły, pomocny i ich nie wydał, jeszcze. Czy dobrze mi się wydaję, że to on jest jakimś paranormalnym ? Czekam na następny i weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
  5. I nagle Luke wydaje się być całkiem miłym i normalnym człowiekiem (Tylko dlaczego mam wrażenie, że on będzie miał coś wspólnego z wejściem Carmen w świat pełen nierealności...?). C: Normalnym, bo wiele przeszedł i nabył już doświadczenia w starciu z życiem. :3 Choć może dziwnie to zabrzmieć, bardzo spodobała mi się jego historia - taka realna... Współczuję mu oczywiście, przy tym co przeszedł, radzi sobie nadzwyczaj dobrze. C:
    Tak sądziłam, że szybko rozniesie się wieść o zaginięciu dziewczyn, tylko zastanawia mnie jakie zamiary ma wobec nich Luke. Jakoś nie jestem w stanie uwierzyć w bezinteresowną pomoc, a tym bardziej litość wobec nich, w końcu Carmen dopiero zacznie opowiadać mu swoją historię (i mam nadzieję, że nie skłamie, a opowie wszystkie szczegóły, łącznie z tym jak traktowała rodziców)... Podejrzane to. xD
    Ja myślę, że oni i tak je złapią, ale nie będę kryć, że ze mnie pesymistka po prostu. :D
    Mia taka urocza. <3 Niesamowite dziecko, takie chyba rzadko się zdarzają. C:
    Jeszcze takie małe zastrzeżenie co do samej wypowiedzi chłopaka - wydaje mi się taka ciut niespójna. C: No, ale ponoć nie wszyscy umieją opowiadać. xD Załóżmy, że Luke był zestresowany, a same wspominanie tych wydarzeń sprawiało mu ból i stąd ta chaotyczność. C:
    Życzę Wam weny i czasu! :*

    OdpowiedzUsuń
  6. No dobra, może Luke jednak nie jest psychopatą i gwałcicielem. Chociaż, chociaż… Nigdy nic nie wiadomo. Każdy porywacz na początku wydaje się kochany i milutki, a dopiero potem pokazuje swoje pazurki. Gdy nadchodzi odpowiednia pora.
    Także, wciąż jestem sceptyczna. Ta cała jego poruszająca historia mogła być totalnym kłamstwem, które miało na celu zaskarbienie sobie zaufania Carmen, i żeby było jej go żal. Psychopaci robią różne rzeczy. W końcu nie odczuwają emocji, dlatego mogą dowolnie nimi manipulować.
    Tak oto powstała moja teoria spiskowa. Kurcze, ale bywa :P
    Rozdziały są strasznie krótkie, nad czym ubolewam. I często ubogie w opisy. Na przykład, mam wrażenie, że nie było dokładniejszego opisu Luke’a. A może pominęłam to?
    Zauważyłam, że każda z was ma oprócz tego oczywiście własne blogi i zapewne do nich przykłada największą wagę. Ale ta historia ma swój potencjał, osobiście mi bardzo się podoba. I nie chciałabym aby był zmarnowany.
    Chyba w ogóle jestem zdania, że dobra powieść jest wtedy, gdy autor tylko na niej w pełni się skupi. A może tylko ja tak mam, że gdy zaczynam pisać trzy opowieści na raz to idzie mi coraz gorzej wszystko staje się chaotyczne i bez sensu? :/
    Mam nadzieję, że nie uraziłam was moimi słowami, bo naprawdę nie to było w moim zamierze. Po prostu mam wrażenie, że trochę ta historia pisana jest po łebkach.
    Mimo to czekam na kolejny rozdział. Za bardzo polubiłam Carmen i Mię by teraz je opuszczać. Zwłaszcza w tak dramatycznej chwili :)
    Pozdrawiam, Alessa :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie tak na szybko byle jak najszybciej dotrzeć do części z fantastyką, przez co wszystko traci na jakości. Za brak dokładniejszych opisów powinnyscie dostać porządne lanie, mniej dialogów więcej rozbudowanych opisów jak ktoś wczesniej pisał. Pozwólcie nam wniknąć w te historie patrzeć tak jak bohaterka na to co widzi czuje, nie odbierajcie jej zmysłów, a będzie bardziej realistycznie zwłaszcza, ze macie narracje 1 osobowa. Bohaterowie tez sa ludzmi (lub inna istota), ktora ma zmysly sluch, wech, dotyk, wzrok, smak. Ehh nie odbierajcie czytelnikowi przyjemnosci polaczenia sie z historia, opowiescia. Ma to byc napisane tak jakby kazdy szczegol byl na wage zlota... Przepraszam za literowki, pisane z telefonu. / Piotr

      Usuń
    2. Na pewno skorzystamy z Waszych uwag :D
      Heh. Niektórzy lubią dużo dialogów, natomiast inni wolą opisy. Ja preferuję to drugie, choć już nie raz na swoim drugim blogu pisali mi, że piszę za dużo opisów i to nudzi xD Postaramy się dokładniej wszystko opisywać! :D
      Dziękujemy! :D
      Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***

      Usuń
  7. Coś mi się wydawało, że Luke nie wsypie dziewczyn i znam już tego powód - uciekł tak samo jak one. Mimo, że na samym początku Carmen chciała iść do hotelu (największy błąd by popełniła) to radiowóz przekonał ją do zmiany decyzji. Luke przeczuwał pewnie, że taka sytuacja może mieć miejsce lub myślał, iż Carmen zmieni zdanie i zawróci. Oczywiście się nie pomylił. Jego historia jest poruszająca i bardzo mi go szkoda. Sporo przeżył :(
    Błędy:
    "przełknęłam ślinę i zacisnęłam szczęki" - tutaj raczej lepiej będzie "szczękę";
    "Gdy ten zamknął auto, poszłam na nim do kamienicy" - tutaj powinno być "poszłam za nim".
    Hmm zamiast prezenter to lepiej by brzmiało spiker xD
    Jednej rzeczy jeszcze nie rozumiem. W poprzednim rozdziale Carmen schowała zakupy Mii do plecaka, a teraz nagle miała je w jakiejś reklamówce?
    Ogółem już masz mniej błędów kochana! Ten słownik xD Też uważam, że dziewczyny nie mogą wiecznie uciekać. Czekam z niecierpliwością na fantastykę!! ♥
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń