piątek, 13 listopada 2015

Rozdział 10

(cały rozdział pisany przy tym utworze)


— Ałć — pisnęła Mia, kiedy po raz kolejny jakaś gałąź przejechała po jej gładkiej skórze policzka. Za każdym razem, kiedy to się działo było mi jej tak bardzo szkoda, ale nie mogłam nic na to poradzić. A może mogłam? Nie! Dość! Koniec rozmyślania o tym, co by było, gdybym jednak zdecydowała się iść z siostrą do…

— Carmen, gdzie my jesteśmy? — zapytała zrezygnowanym tonem.

Szczerze powiedziawszy nie miałam pojęcia. Nigdy nie miałam dobrej orientacji w terenie, a w jakąś mapę też się nie zaopatrzyłam. Normalnie skorzystałabym z GPS’a, który miałam w telefonie, ale niestety urządzenie wyrzuciłam już dawno, kiedy przechodziłyśmy obok jakiejś rzeczki. Nie chciałam, aby ktokolwiek zdołał nas namierzyć.

— Nie wiem — odparłam i wzruszyłam ramionami. Mia tylko pokiwała głową. Mogłam się domyślać, jak bardzo była wyczerpana. Byłyśmy na nogach od jakichś czterech godzin. Sama miałam ochotę odpocząć, a ona? Na tych swoich małych nóżkach cały czas starała się dotrzymać mi tempa, chociaż nieraz musiała po prostu do mnie dobiegać.

Dookoła zaczynało się robić ciemno, a ja nadal nie wiedziałam, gdzie spędzimy noc. Kiedy oddychałam z moich ust wydobywała się para. Siostra zaczęła się trząść, więc oddałam jej moją kurtkę, a mi samej pozostało ciągłe naciąganie rękawów bluzy na zmarznięte dłonie. Cały czas obejmowałam brunetkę ramieniem, aby było jej cieplej.

— Carmen — zaczęła — kiedy się wreszcie gdzieś zatrzymamy? — zapytała.

Zastanawiałam się, kiedy o to zapyta. I tak ją podziwiam. Nie zachowywała się jak większość dzieci. Nie marudziła, że jest zmęczona, jest jej zimno czy bolą ją nogi. Cały czas dzielnie maszerowała przed siebie.

— Mówiłam Ci już, że najlepiej by było, gdyby nikt nas nie widział — wytłumaczyłam.

— Czyli będziemy iść całą noc?

Wróciłam do zastanawiania się nad noclegiem. Co prawda wzięłam ze sobą wszystkie swoje oszczędności, ale jak to zrobić? Przecież kiedy nagłośni się to, że uciekłyśmy to na pewno ktoś z hotelu nas zapamięta. Chociaż… Właściwie to ja posiadam fałszywe dokumenty, z których wynika, że mam 21 lat. Gorzej byłoby z Mią.

— Nie mam pojęcia — odparłam.

— Carmen…

Popatrzyłam na siostrę, która trzymała się za brzuch.

— Boli Cię? — spytałam, nie dając jej możliwości dokończenia zdania. Ona pokręciła głową.

— Nie, po prostu jestem głodna — wydukała cicho.

Przystanęłyśmy na chwilę. Znajdowałyśmy się w jakimś mieście. Było już całkiem ciemno, dlatego stwierdziłam, że można wyjść z lasu. Ściągnęłam plecak z ramion i rzuciłam go na ławkę szukając czegoś, co mogłabym dać Mii do jedzenia. Po kilku minutach moich małych poszukiwań znalazłam tylko żelki. Wiem, że powinnam była wziąć jakieś kanapki, ale kiedy miałam to zrobić? Zabierałam to, co miałam pod ręką ze swojego pokoju.

— Mamy tylko to — powiedziałam i podałam dziewczynce paczkę kolorowych misiów. Ona popatrzyła na żelki, potem na mnie i po chwili zastanowienia wzięła je ode mnie niechętnie. Westchnęłam zrezygnowana.

— Przydałoby się wstąpić do jakiegoś sklepu, co? — zagadnęłam, kiedy ona łapczywie wkładała do ust kilka miśków.

— No — wybełkotała z pełną buzią.

Rozglądnęłam się po okolicy.

— Tu nic nie widzę, ale chodź jeszcze kawałek. Na pewno coś znajdziemy.

Założyłam ponownie plecak na plecy i znowu ruszyłyśmy w drogę. Mia chciała jeszcze chwilę, posiedzieć na ławce, ale nie mogłyśmy tam zostać. Zachęciłam ją wizją ciepłego sklepu, do którego miałyśmy zamiar wejść.

Szłyśmy ciągle przed siebie. Wcześniej było mi zimno, teraz już nie aż tak. Ale to może dlatego, że kompletnie nie czułam nóg. Mogłam sobie tylko wyobrażać tą siną skórę.

— Tam jest jakiś sklep — Mia wskazała palcem zielony market.

— Chodźmy — powiedziałam i pociągnęłam ją za sobą we wskazanym kierunku.

Kiedy tylko przekroczyłam próg sklepu od razu uderzyło we mnie zaskakujące ciepło. Mogłabym tu nawet spać. Natychmiast poczułam się lepiej.

— Teraz mnie posłuchaj — zwróciłam się do siostry, a ta jak na komendę na mnie spojrzała. — Dam ci jakieś pieniądze i możesz iść sobie wybrać, co tylko chcesz, ale nie mają to być same słodycze, dobrze? — spojrzałam na nią z powagą, a ona kiwnęła głową.

— A mam kupić picie?

— Nie, ja się tym zajmę. Ty wybierz jakie przekąski, ważne by były tanie. Krakersy, paluszki, batoniki, co chcesz. Tylko tanio. Kiedy już zapłacisz to wyjdź na zewnątrz, a jeśli mnie tam nie będzie to czekaj w środku — puściłam do siostry oczko, a ta od razu się rozpromieniła i pobiegła w głąb sklepu, znikając za regałami. Może nie powinnam puszczać jej samej, ale musiałam kupić coś dla siebie.

Ruszyłam naprzód, wędrując między półkami. Wybierałam rzeczy, które wydawały mi się najpotrzebniejsze. Starałam się nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi i w głębi duszy miałam nadzieję, że Mia też o tym pomyśli i postara się nie wyróżniać w tłumie.

Stojąc przy kasie jeszcze raz podsumowałam to, co miałam zamiar kupić. Kilka butelek wody mineralnej, pieczywo krojone, jakiś nabiał, trzy paczki paluszków i to, czego ostatnio najbardziej mi brakowało i za czym niemiłosiernie tęskniłam – papierosy. Mia miała zająć się resztą.

— Mamy w promocji… — zaczęła kasjerka swoją wypowiedź, którą dzisiaj powtarza pewnie już setny raz.

— Nie, dziękuję — burknęłam cicho i zaczęłam pakować zakupy do plecaka. Podałam kobiecie banknoty mówiąc, że reszty nie trzeba i odeszłam od kasy. Rozglądnęłam się dookoła w poszukiwaniu Mii, ale nie ujrzałam jej. Właściwie nawet się ucieszyłam, bo mogłam w spokoju wyjść na zewnątrz i zapalić.

Opuściłam sklep i natychmiast otworzyłam paczkę sięgając po długo wyczekiwaną rzecz. Włożyłam jednego papierosa do ust i włożyłam rękę do kieszeni bluzy, szukając zapalniczki.

— Cholera jasna… — mruknęłam pod nosem. Pogratulować tylko, Carmen.

— Ognia? — usłyszałam głos tuż obok siebie. Spojrzałam w bok i zobaczyłam chłopaka, mógł mieć może ze dwadzieścia lat. Stał przy mnie i wyciągał w moim kierunku rękę, w której trzymał zapalniczkę. Rzuciłam mu krótkie spojrzenie i bez dłuższego zastanowienia sięgnęłam po przedmiot.

— Dzięki — powiedziałam do niego.

— Spoko. — Oparł się o ścianę budynku obok mnie. — Luke jestem — dodał po chwili i popatrzył na mnie.

Nie miałam ochoty na rozmowę. Gdyby nie to, że miał coś, czego potrzebowałam już dawno bym go spławiła. Nie chciałam z nikim nawiązywać bliższych kontaktów. To potem mogłoby obrócić się przeciwko mnie.

—Y… Niki — podałam mu pierwsze lepsze, nieprawdziwe imię, jakie przyszło mi do głowy.

— Od Nicole? — zapytał. Kiwnęłam głową.

Ponownie zaciągnęłam się dymem, a następnie wypuściłam go z płuc. Czułam, jak rozkosz rozchodzi się po całym moim ciele. Było mi po prostu dobrze. Tak, jakby wszystkie problemy zniknęły, nie istniały.

— Nie widziałem cię tu wcześniej. Skąd jesteś? — zagadnął ponownie, a ja niezauważalnie wywróciłam oczami.

— Słuchaj, Luke… — zaczęłam, ale nie skończyłam, bo zobaczyłam radosną twarz Mii, która właśnie wybiegła ze sklepu niosąc w rękach różne rzeczy. Natychmiast rzuciłam papierosa na chodnik i zgniotłam go butem. Przywitałam się z nim tak szybko jak pożegnałam.

— Car…

— Kupiłaś wszystko, co chciałaś, Katie? — spytałam ze sztucznym uśmiechem na twarzy. Siostra popatrzyła na mnie jak na idiotkę, śmiesznie marszcząc brwi. Nie była głupia, oczekiwała wyjaśnień. Przytknęłam palec o ust, chcąc powiadomić ją, że sama to załatwię, a ona ma być cicho.

— Jeszcze raz dzięki, Luke. Będziemy się już zbierać — zwróciłam się do chłopaka.

— Miło było poznać. — Uśmiechnął się szczerze, pokazując rząd białych zębów.

Wzięłam od siostry zakupy i włożyłam je sobie do plecaka, chwytając jej dłoń. Znowu czas ruszać w drogę! Pociągnęłam dziewczynkę za sobą, oddalając się jak najszybciej od chłopaka. Odetchnęłam z ulgą, kiedy zniknęłyśmy za rogiem jakiejś kamienicy. Czułam się… zagrożona? Jeśli on coś komuś powie, policja, która zapewne nas szuka, będzie wiedziała, że tu byłyśmy. Wtedy ten czas i droga, jaką w nim przebyłyśmy pójdą na marne. Będziemy musiały opuścić to miasto jak najszybciej.

— Niki! — Usłyszałam z tyłu i stanęłam jak wryta. Czego on znowu może chcieć?

— Jeśli masz zamiar tak za nami chodzić, to lepiej przestań, bo… — zaczęłam, ale szybko mi przerwał, niezrażony moimi słowami.

— Nie, nie. Chciałem zaproponować podwózkę. — Znów się uśmiechnął.

Zawahałam się chwilę nad odpowiedzią. To ryzykowne. Ale z drugiej strony i tak już nas widział i chyba nie miałby problemu, gdyby policja poprosiła go o opisanie nas. Autem zdecydowanie szybciej wydostałybyśmy się z miasta. Zaczęłam rozważać wszystkie za i przeciw skorzystania z jego propozycji.

— To jak? — ponaglił.

— Ech… Niech będzie. Gdzie masz samochód? — przeszłam od razu do konkretów.

Blondyn natychmiast wskazał palcem na czarny pojazd stojący tuż obok nas i ruszył w jego stronę, a my za nim. Mia sama chętnie wskoczyła na tylne siedzenie, chcąc uchronić się przed chłodnym powietrzem, a ja zajęłam miejsce pasażera z przodu. Luke usiadł za kierownicą i włożył kluczyki do stacyjki.

— Dokąd? — spytał, a ja zastanowiłam się chwilę nad odpowiedzią.

— Hotel — powiedziałam pewnie. 




Hej hej! Wybaczcie, że tak długo nie było rozdziału xD Nie jest jakiś najlepszy i na dodatek krótki. Niestety pisany z bolącą głową i nasilającą ból złością na dość bliską osobę. Z góry mówię, że nie mam siły sprawdzać,bo naprawdę łeb mi zaraz eksploduje ;_; Nie mówię już o nawale nauki na przyszły tydzień. Idzie się załamać. Tak dużo jak nigdy.
Nie piszę więcej, bo zaraz się poryczę. 
Czekam na komentarze. 
Wasza Karolinka, w bardzo złym stanie
 

16 komentarzy:

  1. Świetny rozdział ;)
    Wydaje mi sie że ten Luke jest całkiem spoko

    OdpowiedzUsuń
  2. Carmen zrobi wszystko, żeby nie pójść z Mią do domu dziecka. Jak na razie ucieczka się udaje. Ciekawe ile będą jeszcze tak uciekać. Bo pewnie ich już tam szukają i kiedyś na pewno je znajdą.
    Luke wydaje się fajnym chłopakiem. Miło z jego strony, że chciał podwieźć Carmen do hotelu.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział bardzo ładny! Nawet błędów nie znalazłam :) Mam nadzieję, że ból przeszedł (ech ten piątek trzynastego xd ) a złość minęła :)
    Weny życzę! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Powtórzę to jeszcze raz. PISZCIE RAZEM! Nawet nie wiecie jaka różnica jest miedzy tym jak piszecie osobno, a jak razem, słowa tego nie opiszą. Temat opowiadania macie świetny wystarczy je naprawdę dobrze napisać, bo szkoda byłoby zmarnować taki pomysł. Starajcie się bardziej opisywać miejsca, sytuacje, pogodę, ogólnie otoczenie, bo na samych dialogach i krótkich opisów to opowiadanie nie będzie takie piękne, wspaniale i jeszcze więcej mogłabym wymieniać epitetów. Kończę mój wywód i życzę weny i chęci do pracy. Wezcie sobie moje uwagi do serca, bo nie chce dla was źle, a widzę, ze się lubicie to i współpraca pójdzie wam świetnie. Wołałbym dłużej poczekać na kolejna części i dostać ja taka jak np. miniaturka Halloweenowa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam Ola! Za wszelkie literowki lub błędy językowe, stylistyczne itp. Przepraszam, telefon, a szczególnie autokorekta nie współpracuje.

      Usuń
    2. Może wytłumaczę. Moim zdaniem aż tak wielkiej różnicy nie ma (przynajmniej z mojego punktu widzenia), bo Miniaturkę Halloweenową pisałyśmy razem, ale nie do końca. ja napisałam początek (sama), a Maggie dokończyła (sama), czy li wyszło to tak, jakbyśmy pisały rozdział - na zmianę. Poza tym faktycznie może zaczęłybyśmy pisać razem, ale dzieli z jakieś 500km i kontaktujemy się tylko przez facebooka. Już raz pisałam bloga w podobny sposób, a mianowicie wszystkie rozdziały powstawały razem i drugą autorką również była dziewczyna, która mieszkała daleko. Pod dwóch notkach się pożegnałyśmy. Próbowałam tak pisać dwa razy i ciągle to nie wychodziło.
      Oczywiście inne rady weźmiemy sobie do serca ;)
      A co do opisów - zdaję sobie z tego sprawę, ale nigdy nie byłam dobra w pisaniu ich.
      Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Tworzenie opisów jest łatwiejsze niż ci się wydaje! Ja mam odwrotnie, słabo radze sobie z dialogami, a opisy mam bardzo dobre. W sensie wiem co dana postać ma powiedzieć, ale potem ten myslinik z tym co dana postać wtedy zrobiła np. usmiechnela się, powiedziała, powiedziała marszczac brwi, to jest moim największym problemem. Co do pisania razem, o jej rozumiem, ale możecie wspólnie dzielić się pomysłami wysyłać miedzy sobą plik z częścią opowiadania, druha czyta i zastanawia się jak można ja udoskonalić ;)/ Ola

      Usuń
    4. Pomysły omawiamy wspólnie ;)

      Usuń
    5. Chyba, ze tak. Tylko nie myslcie, ze chce was pouczać ;)

      Usuń
  5. Hej, hej!
    Kim jest ten Luke? On jest taki, hm, kochany, a przynajmniej na takiego wygląda. Aż sobie na bohaterów wejdę. Hej, nie ma go! Opiszcie go chociaż troszkę, huh? Chciałabym wiedzieć, jak jegomość wygląda! ^^
    Mia taka kochana!♥ Uwielbiam tego malucha, poważnie. Jest taka, taka inna niż wszystkie dzieci. Dokładnie taka, jak to ujęła główna bohaterka. To poważnie najkorzystniejsze w całej sytuacji.
    Ha, czyli jednak wyrzuciły telefon, hahah. Warto się było czepiać XDD
    Miałam o czymś napisać, ale zapomniałam. Kurcze.
    Ej, ale poważnie!
    A, już wiem D:
    Oglądałam sobie wczoraj ,,Więzień Labiryntu - Próby ognia''. No i tam ta Teresa, czy jak jej tam, zachowała się jak gówno jakieś. Nie lubię jej, a fakt, że macie ją jako główną bohaterkę mnie nie pociesza. Najchętniej długo bym nie patrzała na jej twarz, ale nie mogę. Drażni mnie w cholerę! Wredna, kłamliwa...dziewczyna.
    Oczywiście nie zrezygnuję z tego ff, jednak nie będę w stanie być dla niej miła. Wiem, dziwnie to brzmi, ale co ja poradzę? XD
    Okej, zmykam.
    Kolorowych!
    kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, to się idzie załamać! Miałam już taką piękną długą odpowiedź, a tu co? Gówno xD Ale dobra.
      Dzisiaj to chyba jakieś święto jest. Odpowiadam na komentarze xD
      "Prób ognia" jeszcze nie oglądałam, ale pierwszą część jak najbardziej. Szczerze powiem, że mi ta Teresa też do gustu nie przypadła xD Od początku mi tam nie pasowała. Przecież na palcach można policzyć, ile razy ona się odezwała w pierwszej części xD
      A co do samej aktorki - "znam" ją już od ponad roku i zdałam sobie sprawę, że nie oglądałam z nią żadnego filmu oprócz "Więźnia Labiryntu" xD Po prostu Kaya sama w sobie kojarzy się z buntowniczką. Przynajmniej mi ;) W większości blogów, jakie czytałam z nią była ona przedstawiana w podobny sposób. Ogólnie ją lubię ;D
      A jeśli lubisz "Piratów z Karaibów" to może Cie pocieszę - będzie grała w piątej części (chyba, że już wiesz xDD), ale nie wiem czy dobrą czy złą postać :D
      Opłacało opłacało się czepiać! :D
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  6. Coś mi tu śmierdzi. Ten cały Luke jest dla mnie mocno podejrzany. Pozdrawiam i weny życzę. :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak na migrenowy rozdział, wyszedł Ci naprawdę dobrze, wierz mi. Sama często pisząc, nabawiałam się cudownego bólu głowy, więc doskonale to rozumiem. C:
    Cóż, krótki, bo krótki, ale czekać zawsze warto. ;3
    Luke... Póki co nie jestem w stanie nic o nim powiedzieć, w końcu zamienił tylko parę zdań z główną bohaterką, ale jakoś tak mi pachnie podejrzanym typkiem. :P W każdym razie ja to bym się takiemu nie dała podwieźć. xD Jak najbardziej jestem za, by uzupełnić zakładkę bohaterów o tego osobnika, jak ktoś napisał wyżej. C:
    Nie jestem pewna czy hotel to dobry pomysł, tym bardziej że mała dziewczynka z trochę starszą dziewczyną, która przecież na pierwszy rzut oka z pewnością nie może być jej matką, rzucają się w oczy jak nie wiem. O.o Ale cóż, nie ode mnie to zależy, ale już nie mogę się doczekać, co dalej i czy im się uda. ;3 A że pesymistka ze mnie, to przywiduję, że nie. xD
    Mia naprawdę świetnie znosi całą tę sytuację. Ja nie wiem czy one już zapomniały, że ich rodzice dopiero co umarli, czy są tak zmęczone i zaabsorbowane ucieczką i tylko przez to nie rozpaczają, jak uczyniłaby każda ludzka istota. Wiem, że się czepiam, ale syndrom psychologa się we mnie budzi, no sorry. xD
    Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć weny i powrotu do stabilności emocjonalnej (wiem, wiem, brzmi dziwnie xD) oraz oczywiście czasu. C:

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej kochana :)
    Czy tylko mi nie podoba się postać Luka? Wyczuwam niebezpieczeństwo. *słychać głośny alarm* Może jestem przewrazliwiona ale zbyt starał się być miły.
    Dziewczyny chyba są naprawdę gotowe na wszystko, byle tylko być razem i nie trafić do domu dziecka.
    Ogólnie rozdział dobry. Nie przejmuj się długością, czasem krótkie notki, potrafią dać bardziej do myślenia bo czytelnik musi sobie wszytko poukładać, nie ma wszystkiego podanego na tacy.
    Trzymaj się, przytulaski
    Incaligo

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej kochana ;) Póki co mam wrażenie, że Carmen postępuje trochę niedojrzale i nie myśli w pełni racjonalnie - w przód :/ Nie wzięła pod uwagę tego, że tak odważna decyzja jak ucieczka wiąże się z pewnymi nieprzyjemnymi konsekwencjami. Mianowicie - kiedyś zabraknie im pieniędzy.
    Luke mi się nie podoba. Tak jasne, na początku może i wydawać się milusi - jak to uważał. Ale z doświadczenia wiem, że każdy człowiek ma w sobie coś z pacjenta psychiatryka - osobowość wieloraką. Także, nie jestem do niego przekonana. Za szybko zainteresował się Car. Jak na razie traktuję go jako potencjalnego bandziora, gwałciciela, zbira, złodzieja. Niczego nie wykluczam. Nawet tego, że może rzeczywiście jest milutkim, uczynnym chłopczykiem, który działa wyłącznie z dobroci swojego serca (choć szczerze w to wątpię).
    No dobra, rozdział może i trochę, krótki, ale nie mnie oceniać. Poważnie, jeszcze nie zaczęłam pisać 2 rozdziału. Mam taki cholerny deficyt weny >.< Mam nadzieję, że się z nim wykaraskam zanim zrobi się naprawdę kiepsko. Ty też wracaj do siebie :)
    Czekam na następny i jak zwykle życzę dużo weny!
    Pozdrawiam, Alessa :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Mia jest bardzo silną dziewczynką. Wytrzymała tak długą drogę bez marudzenia. Policja na sto procent ich poszukuje, ale jeszcze nie mają pojęcia, gdzie mogły się udać. Luke wydaje się być miły i raczej nie powinien wydać sióstr.
    Błędy:
    "Nie miałam ochoty na rozmowy" - tutaj wydaje mi się, że lepiej brzmi "rozmowę", ponieważ jest tam tylko Luke i z nim przeprowadzałaby rozmowę xD
    Ogółem rozdział bardzo mi się spodobał. Dziewczyny ryzykują chcąc jechać do hotelu. Ciekawe jak dalej sprawy się potoczą.
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń