wtorek, 27 października 2015

Rozdział 9


Już tu są.

Zaraz tu wejdą.

Zabiorą nas...

Łzy cisnęły mi się do oczu. Nie chciałam opuszczać tego miejsca, mimo że wiązały się z nim przykre wspomnienia, a mianowicie ciągłe kłótnie z rodzicami. Czego najbardziej się obawiałam? Nie chciałam opuszczać znajomych. To wiązało się również z tym, że nie będę już mogła pójść w miejsca, gdzie zawsze chodziłam. A o co najbardziej mi chodziło? Nie chciałam, by Mia opuszczała rodzinny dom. Była dla niej ciosem śmierć rodziców, a odejście z tego miejsca mogło dorzucić kolejnej dawki cierpienia. Mia nigdy nie lubiła nocować w innych miejscach. Nawet jak wyjeżdżaliśmy na wakacje i spaliśmy w luksusowych hotelach, ona zawsze chciała do domu.

— Nie... — Wydobyło się z moich ust. — Dlaczego? Dlaczego?!

Uciekłam wzrokiem w bok. Złapałam się za głowę i walczyłam z cisnącymi mi się do oczu łzami. Nie chciałam tam wylądować. Dlaczego wszystkie nieszczęścia spadały właśnie na mnie? Co za ironia losu!

— Paul... Masz dziewiętnaście lat... — zaczęłam powoli.

— I co z tego?

— Adoptuj mnie.

— Carmen...

— No to twoi rodzice! Albo...

Emily mocno przytuliła mnie do siebie. Czułam się jak mała dziewczynka w objęciu swojej mamy, która ją pociesza.

Siedziałam na ławce, obok niewielkiej fontanny, w parku i cichutko płakałam. Miałam zgięte w kolanach nogi, które objęłam rękami i na głowie kaptur od granatowego płaszczyku. Moje dziecięce, załzawione i duże oczka patrzyły ze smutkiem w wodę, połyskującą w słabym świetle słońca. Spadały na nią kolorowe liście drzew, powodując, że wszystko dookoła wyglądało bajecznie. Człowiek miał ochotę biegać wśród drzew, z których jak śnieg spadały barwne liście i śmiać się wraz z innymi, i świetnie się bawić.

— Co się stało, słoneczko? — Mama kucnęła obok mnie i wytarła spływające po moich czerwonych policzkach łzy.

— Zgubiłam breloczek. — Pociągnęłam noskiem.

— Który? — spytała z troską w głosie.

— Ten od Paula — powiedziałam cichutko.

Mama uśmiechnęła się lekko i pogłaskała mnie po głowie. Wiedziała, jak bardzo był dla mnie ważny. W końcu Paul był moim najlepszym przyjacielem, a wtedy jeszcze nie znałam Emily i Claire. Na breloczku był napis: ,,Best friend forever’’. On miał taki sam... Kobieta przytuliła mnie mocno do siebie i szepnęła na ucho:

— Poszukamy. — Wiedziałam, że się uśmiecha. — Tylko przestań płakać, dobrze?

      Oddaliła się ode mnie, by mogła ujrzeć moją twarz. Pokiwałam głową, a ta z lekkim uśmiechem otarła samotną łzę, która spływała mi po policzku.

Wtedy byłam jeszcze inna. Życie mnie nie zniszczyło. Miałam te kilka lat i nie przejmowałam się tym, co działo się wokół mnie. Nie zwracałam uwagi na nic. Liczyły się tylko dziecięce marzenia. Dzieci postrzegają inaczej świat, niż dorośli ludzie. Nie do końca wiedzą, co jest dobre, a co złe, a gdy już dorosną, często schodzą na złą drogę. Tak jak ja. Narkotyki. Alkohol. Ciągłe buntowanie się... Przebywając w nieodpowiednim towarzystwie, stawałam się taka, jak reszta.

— Cześć, mała — powiedział wysoki i szczupły chłopak starszy ode mnie.

— Eee... Cześć? — zapytałam niepewnie.

— Chcesz zarobić? — Podniósł znacząco jedną brew.

— Jak? — zapytałam podejrzliwie.

Chłopak uśmiechnął się szeroko, a wraz z nim cała jego banda. Nie znałam ich. Nawet nigdy wcześniej ich nie widziałam, ale o dziwo nie bałam się. Nie przyszło mi na myśl, że mogliby być podejrzanymi typami.

„Szef” wyciągnął z kieszeni małą torebeczkę z białym proszkiem. Zmrużyłam oczy i zaczęłam przyglądać się zawartości. Zapaliła mi się czerwona lampka, ale zamiast odejść, ja podeszłam bliżej.

— Niezły jest z tego zarobek. Będziesz to sprzedawała w szkole. Na ciebie nie będą zwracać uwagi, a jak my zaczniemy się kręcić, zaczną nas o coś podejrzewać. Młodzież lubi takie rzeczy. Dostaniesz sprawiedliwą ilość hajsu, jaka przysługuje na każdego z nas. To jak? Zgoda?

— Zgoda — powiedziałam bez namysłu.

Byłam głupia. Z resztą... Wciąż taka byłam.

Do tej pory żałowałam dnia, w którym ich spotkałam. Gdybym wiedziała, jakie będą tego konsekwencje, w życiu nie zdecydowałabym się na współpracę z nimi. Co mną kierowało? Chęć zarobku? Głupota? A może chciałam upodobać się do innych?

— Carmen... — Głos Paula sprowadził mnie do świata żywych. — Otwórz te drzwi.

Pokiwałam głową na boki. Nie chciałam ich widzieć. Nie chciałam stąd iść...

— Bo ja to zrobię — powiedział pewny siebie. Wiedziałam, że jak coś sobie postanowi, to zrobi to na sto procent.

— Nie — jęknęłam i spojrzałam na niego błagalnie.

Upadłam na kolana na podłogę.

— Oni nie żyją...

— Carmen! — zawołał z dołu tata. — Mama wróciła!

Z ogromnym uśmiechem na twarzy zbiegłam na dół do salonu, gdzie zastałam mamę. Od razu wpadłam w jej ramiona i przytuliłam się mocno. Cieszyłam się, że ponownie mogłam ją zobaczyć, bo długo nie było jej w domu.

— Zobacz, kogo przywiozła ze sobą. — Rozpromienił się.

Odsunęłam się od rodzicielki i spojrzałam na kołyskę, która stała obok kanapy. Powoli podeszłam do niej i moim oczom ukazała się malutka postać. Moja siostrzyczka, Mia. Kąciki moich ust uniosły się. Wyciągnęłam rękę i złapałam malutką dłoń siostrzyczki. Była taka urocza. Ten obraz wciąż pojawiał się przed moimi oczami, gdy przypomniałam sobie dzień, w którym ją zobaczyłam.

Malutka istota o rumianych policzkach i pięknych, dużych, czekoladowych oczach. Śmiała się do mnie!

Rodzice byli chyba najszczęśliwszymi osobami na świecie. Na ich twarzach widniał szeroki uśmiech, a ich oczy patrzyły na mnie i Mię z troską i miłością.

Tak bardzo ich kochałam.

— Tak bardzo ich kocham — wypowiedziałam na głos w momencie, w którym Paul na moje nieszczęście otworzył na oścież drzwi wejściowe.

Szybko otarłam z policzków łzy. Nawet nie zdałam sobie sprawy, że płaczę. Posłałam przyjacielowi spojrzenie pełne bólu i zawodu. Dlaczego on to zrobił? Przecież go prosiłam...

— Dzień dobry — powiedziała wysoka, szczupła kobieta, wyglądająca na około czterdzieści lat. Miała blond włosy, które upięła w starannego koka, natomiast jej szare oczy rozglądały się dookoła, w końcu zatrzymując się na mnie. — Carmen Morgan? — zapytała.

— Nie — powiedziałam... niepewnie. Zamierzałam zupełnie inaczej. Chciałam powiedzieć to wprost i wyniośle, ale nie udało się.

Kobieta uniosła jedną brew. Przyjrzała mi się uważnie, po czym uśmiechnęła lekko. No tak. Miałam załzawione i na pewno czerwone od płaczu oczy. Czy był bardziej wiarygodny dowód na to, że to właśnie ja byłam tą biedną, cierpiącą i bezbronną dziewczynką, która straciła w wypadku rodziców?

— Carmen — zaczęła kobieta, ale jej przerwałam.

— Nie! — powiedziałam cicho, aczkolwiek pewnie. Jeszcze nigdy nie byłam tak bezsilna. — Dlaczego? Musimy tam iść?

— Tak — odparła spokojnie. — Nie macie nikogo, kto by się wami zaopiekował. W domu dziecka będzie wam dobrze. Niczego nie będzie wam brakowało...

— Dlaczego to ja nie mogę zająć się Mią?

— Jesteś niepełnoletnia. Masz dopiero siedemnaście lat...

 — Jestem już dorosła!

— Prawie dorosła. Carmen, przepisy...

 — Nie obchodzą mnie żadne przepisy! Ja tylko chcę...

  Właśnie. Czego chciałam? Ze zdenerwowania kopnęłam w stolik, z którego pod wpływem uderzenia spadł ulubiony wazon, mamy, z kwiatami, jakie kupił dla niej tata z okazji imienin. To wystarczyło, bym zaczęła płakać. Trzęsącymi się dłońmi zaczęłam zbierać odłamki wazoniku.

— Pomogę ci — zaproponował Paul, na co ja spojrzałam na niego wilkiem spod mokrych rzęs.

— Carmen. Rozumiem w jakiej znalazłaś się sytuacji. Na co dzień zajmuję się takimi sprawami. Wiem, jak się czujesz. Chcemy tobie i twojej siostrze pomóc. — Mówiła kobieta, wskazując na drugą i dwóch policjantów, których wcześniej wyrzuciłam z domu. — Nie mamy złych zamiarów. W domu dziecka pomożemy wam przywyknąć do nowej sytuacji. Pracują u nas specjaliści, którzy wam pomogą. Już zostali poinformowali o zaistniałej sytuacji... Teraz z siostrą pojedziesz z nami, dobrze?

Pokiwałam lekko głową.

      — Świetnie — uśmiechnęła się ciepło. — Możesz wziąć coś dla Ciebie ważnego. Jakąś pamiątkę, zdjęcia... Spakuj siebie i Mię. Będziemy tutaj czekać.

— Dobrze — powiedziałam zachrypniętym głosem.

Wstałam z podłogi i szybko pobiegłam na górę prosto do pokoju rodziców. Wzięłam z ich szafki nocnej zdjęcie, na których znajdowaliśmy się my wszyscy: Mia, ja, mama i tata. Fotografia była robiona w zeszłe wakacje w Chorwacji. Tata poprosił pewnego przechodnia, by zrobił nam zdjęcie. Był tak miły, że to uczynił.

— Dlaczego nas zostawiliście? — zapytałam szeptem, wciąż patrząc na obrazek. — Wiem, że zachowywałam się karygodnie. Pewnie czasami mieliście mnie dość, ale... Ale Mia na to nie zasłużyła. Ona jest jeszcze taka mała... Mogliście zawalczyć dla niej... A wy odeszliście...

Usiadłam na małżeńskim łóżku rodziców, do którego zawsze wchodziłam, jak byłam mała. Zdałam sobie sprawę z głupoty swych słów.
Było ciemno, a na dworze panowała wichura. Była burza, a widząc błyski za oknem bałam się. Wyskoczyłam ze swojego łóżka jak oparzona i na paluszkach pobiegłam do pokoju rodziców. Cichutko otworzyłam drzwi i szybciutko wgramoliłam się do ich wielkiego — jak dla mnie — łoża, które było jak dla królowej. Weszłam pod kołdrę i pod nią na czworakach doszłam do końca pierzyny, po czym usiadłam pomiędzy rodzicami.

— Carmen? — zapytał śpiącym głosem tata.

— Coś się stało, córuś? — spytała mama.
Nim zdążyłam odpowiedzieć, usłyszałam grzmot. Z przerażenia otworzyłam szeroko oczy.

— Boję się — wyszeptałam. — Mogę spać z wami?

— Tak, królewno — powiedział czuło tata i poczochrał mi włosy.

Rozpromieniłam się. Położyłam się na wielkiej poduszce. Czułam się bezpieczniej. Dużo bezpieczniej.

Szybko schowałam do kieszeni spodni zdjęcie. Nie chciałam wciąż płakać. Poderwałam się z miejsca i podeszłam do szafy, z której wyciągnęłam plecak. Wybiegłam z sypiali i weszłam do swojego pokoju, gdzie do plecaka wrzuciłam najważniejsze rzeczy: kilka ciuchów, telefon, a przede wszystkim pieniądze. Jeszcze wróciłam do pokoju rodziców, gdzie z szafek wyciągnęłam jeszcze sporo pieniędzy. One były najpotrzebniejsze. Ze ściśniętym sercem poszłam do pokoju siostry. Spała. Na palcach podeszłam do jej szafki i wyciągnęłam z niej plecaczek, do którego wrzuciłam kilka jej ciuchów. Wzięłam do rąk jej ulubionego, brązowego misia z oklapniętym uszkiem.

— Nie chcę tam iść — wyszeptała. Miała otwarte oczy. Kiedy się obudziła?

— I nie pójdziemy — powiedziałam pewnie.

Zdziwiona Mia wstała z łóżka. Podreptała do mnie i się przytuliła.

— Nie pozwolę na to... Ubierz buty.

— Dlaczego? — Zmarszczyła czółko.

— Uciekamy — odparłam.

— Gdzie?

— Eee... — Niepewnie spojrzałam w bok. — Najpierw pojedziemy do naszego domku w górach, a później... Później to się zobaczy. Może pomoże nam ta pani, co mieszka w sąsiedztwie.

W domu w górach, gdzie niemal co roku przejeżdżaliśmy na wakacje, tuż obok nas mieszkała sympatyczna pani. Miała około pięćdziesięciu lat. Posiadała gospodarstwo. Zbytnio nie miała nikogo do pomocy. Mieszkała sama, a gdybym z Mią się tam wprowadziła, to mogłabym jej pomagać.

— Dobrze. — Przytaknęła i uśmiechnęła się lekko. Pogładziłam ją palcem po policzku.

— To co? Idziemy? — zapytałam.

— Tak!

Mia założyła czarne buciki i z uśmiechem ruszyła w stronę drzwi, a później schodów.

— Nie tędy! — zaprzeczyłam.

Wzięłam ją za rękę i zaciągnęłam do swojego pokoju. Starannie i cicho zamknęłam za sobą drzwi. Zza szafy wyciągnęłam długi sznur. Otworzyłam na oścież okno, a sznurek przywiązałam do nogi łóżka. Z obawy, że Mia mogłaby spaść, przywiązałam drugi koniec sznura wokół jej brzucha. Usadziłam ją na parapecie.

— Trzymaj się mocno linki, dobrze? — poprosiłam.

— Dobrze — powiedziała lekko zdenerwowana.

Zaczęłam ją powoli opuszczać w dół, aż znalazła się na dachu tarasu. Poczekałam, aż rozwiąże szur i wciągnęłam go do pokoju, po czym schowałam w swoje miejsce — za szafę. Sama stanęłam na parapecie. Przymknęłam za sobą okno i zeskoczyłam na dach. Już nie potrzebowałam linii Jak byłam jeszcze mała, to owszem. Wysokość była dla mnie duża — byłam niska — a jakoś musiałam niezauważalnie wymykać się z domu.

Zeskoczyłam z dachu, a późnej złapałam Mię, która poszła w moje ślady. Gdyby nie ściana za mną, na pewno poleciałabym wraz z nią na ziemię. Przynajmniej rosła trawa...

— Gotowa? — zapytałam entuzjastycznie.

— Gotowa! — Uśmiechnęła się słodko.

Wzięłyśmy się za ręce i niezauważalnie oddaliłyśmy się od domu. W końcu czułam się wolna.



Witam kochani! :3
Co tam u Was?? Też macie tyle nauki? Bo ja tam szczerze powiedziawszy, MAM TEGO DOŚĆ! Szkoła wykańcza człowieka! Masakra xD
Ale do rozdziału...
Jak wrażenia?? xD Postanowiłam wrzucić kilka wspomnień Carmen. Uważam to za dobry pomysł i mam nadzieję, że jako tako mi to wyszło. O dziwo przyjemnie mi się to pisało :D
OD RAZU UPRZEDZAM, ŻE NIE MAM POJĘCIA, JAK PISAĆ JAKO JAKIŚ PSYCHOLOG ITD. xD
Co myślicie o ucieczce sióstr? Myśleliście, że Carmen zgodzi się pojechać do domu dziecka, czy spodziewaliście się jakiegoś buntu z jej strony? Uważacie, że uda im się uciec? Hehe xD
Jeśli znaleźliście jakieś literówki, to skopiujcie zdanie, w którym znajduję się błąd. Byłabym wdzięczna ^-^
Dziś krótko, bo jutro... Nie! Poprawka! Dzisiaj niestety do szkoły... Za co?! o.O
Pozdrawiam Was cieplutko! Miłego dnia (i obecnej jeszcze nocy) życzę! xoxo :*** 

Maggie

15 komentarzy:

  1. Skąd ja wiedziałam, że do tego dojdzie? Carmen żywcem nie wezmą do domu dziecka. Mam nadzieję, że im się uda ucieczka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam pewna, że uciekną. Rozdział jest genialny czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zwykle świetny rozdział ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny roździał ten chyba jak narazie najbardziej mi sie podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam wielką nadzieję, że im się uda! Jednak musiałyby uciekać raczej szybko i niepostrzeżenie, a patrząc na malutką, wątpię, czy im się powiedzie. Jednak szczerze mówiąc musi. Bo lepsze to, niż dziewczynka, która tam sama zostanie (zwiastun :c).
    Jednak w sumie wzięcie telefonu jest głupim pomysłem, bo w końcu mogą ją przez niego namierzyć. No, chyba, że później go wyrzuci, albo coś... Mimo wszystko to właśnie przez niego może coś pójść nie tak.
    Strasznie podobają mi się te wspomnienia. Są takie urocze i coś wyjaśniają. Na przykład spotkanie Carmen z tymi, którzy ją pobili. Ja na prawdę nie wiem, dlaczego ona się zgodziła, ale to już nie ważne. Było, minęło.
    Jak tak teraz o nich myślę, to chyba nie oni są sprawcami wypadku, co? Mówili, że Carmen tego pożałuje, ale oby nie w takim stopniu! Błagam, powiedz, że to nie oni! :c
    Coś miałam napisać, ale zapomniałam, jeju :c
    Właśnie! Jej siostrę nie bolało to, że została spuszczana na sznurze? Przecież to się musiało zaciskać i wrzynać i auć. :C
    Szkoda, że Paul nie może im pomóc. Jestem na 100%, albo nawet 200% że zrobiłby wszystko, co w jego mocy, aby tam nie poszły.
    Widzę, że nie tylko mi dają wycisk w szkole, hah :c
    Tak w ogóle to zapraszam również do siebie;
    kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com
    Buziaki, karmeeleq

    OdpowiedzUsuń
  6. Skasuj proszę to poprzednie, bo coś pomieszałam :)
    Jak prosiłaś, wypisuję błędy, które zauważyłam. Nie ma ich za wiele:
    biedną, cierpiąca
    cierpiącą
    Możesz wciąć coś dla Ciebie ważnego.
    wziąć
    Nim zdążyłam odpowiedzieć, bo usłyszałam grzmot
    Nim zdążyłam odpowiedzieć, usłyszałam grzmot
    Mia mogłaby spać
    spaść
    Kiedy Carmen zgodziła się bez żadnych awantur iść na górę i spakować siebie i Mię wiedziałam, że coś jest nie tak :) Ona jest buntowniczką, nie ma opcji, żeby tak łatwo poddała się i trafiła do domu dziecka. Nawet nie chodzi o nią, tylko o Mię - ona nie chce, żeby siostra wychowywała się tam i w sumie wcale jej się nie dziwię.
    Ucieczka jest głupim posunięciem, prędzej czy później i tak je znajdą, choć mam nadzieję, że będzie to później i trafią w góry, bo to mogłoby być ciekawe.
    Szkoda, że Paul nie adoptuje Carmen :( Gdyby miał dobrą pracę i własny dom może by się udało dziewczynom u niego pomieszkać przez ten rok, póki Carmen jest niepełnoletnia.
    Czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział! Jestem ciekawa, czy uda im się uciec. :)
    Pozdrawiam
    Pusheen

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej kochana;*
    Dzisiaj nietypowo, bo znalazłam błąd " Na co dzień spotkam się z takimi sprawami. " zamiast tego spotkam, to bardziej pasowało by mi zajmuje lub spotkań się z takimi sytuacjami. Tyle zauważyłam, chociaż jak na mnie to i tak dużo, bo wiesz, że nie mam talentu do wyłapywania błędów;)
    Co do rozdziału, bardzo w jej stylu ta ucieczka. Kiedy przeczytałem, że się zgodziła myślałam, musiała popaść w jakieś załamanie nerwowe czy coś, ale kiedy chwilę potem napisała, że wzięła bystro pieniędzy i one są w tej chwili najważniejsze, to wiedziałam, że coś się świeci;)
    No tak miałam przeczytać to wczoraj, ale niestety nie mogłam, eniłej w zasadzie nie pamiętam co chciałam jeszcze dodać więc
    Buźka;*
    AriaMet;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolejny emocjonalny rozdział... :3
    Wspomnienia takie urocze. I smutne. Bardzo smutne. Czy Carmen wie, że to jedyne, co naprawdę pozostało jej po bliskich...?
    Prośba do Paula wydała mi się dziecinna, ale mnie serio rozbroiła. Wiem, że on, jako jej prawdziwy przyjaciel, chce dla niej jak najlepiej. Z drugiej strony w domu dziecka zajmą się naszymi dziewczynkami, a potrzebna im jest w takiej sytuacji pomoc kogoś dorosłego, obiektywnego, prawda? C:
    Gdy doszłam do momentu planowania ucieczki, uśmiechnęłam się. Chyba po raz pierwszy przy tym rozdziale, oczywiście również szczerzyłam się przy tych wspomnieniach. Naprawdę wyszły Ci świetnie, poruszyły mnie i to bardzo. :3To po prostu nie byłaby Carmen, gdyby na coś genialnego nie wpadła. :D Trzymam za to kciuki! Choć ja wiem, że one w końcu i tak tam trafią... Ucieczka nic im nie da, choć przyznaję, byłby to bardzo interesujący wątek, ale życie to życie. C:
    Jeśli macie problem z ewentualną symulacją spotkania z psychiatrą, psychologiem czy terapeutą, chętnię służę pomocą, w końcu psychologia to moje zainteresowanie i myślę, że byłabym w stanie podać wam parę propozycji i rad. C:A przynajmniej się postaram. xD
    Na pewno wszystko się jakoś im ułoży, czekam na więcej. ^.^
    Weny, weny i jeszcze raz czasu. :**

    OdpowiedzUsuń
  10. Na początku myślałam, że Carmen normalnie pójdzie do domu dziecka. Ale później jak przeczytałam o tej ucieczce to przypomniałam sobie, że Carmen to przecież buntowniczka i wszystko zrobi żeby nie pójść. Ciekawe czy uda jej się uciec i zostać niezauważoną.
    Fajnie, że te wspomnienia się pojawiły, bo pokazują carmen i jej relacje z rodzicami trochę z innej strony.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  11. Eh, Carmen, Carmen... Strasznie jej życie się rozpieprzyło. Poważnie, nigdy nie chciałabym się znaleźć w takiej sytuacji jak ona, dlatego też nigdy nie zamierzam zgrywać psudo buntowniczki. A "pseudo" bo czemu ona tak naprawdę się buntuje? Zasadom jakie musi przestrzegać każdy człowieka, aby przeżyć? Jej rodzice ani jej nie maltretowali, nie myli też fanatykami religijnymi ani stworzeniami z innego wymiaru, które pragną wyssać jej krew... Czy to okrutne, że nie żałuję ją tak bardzo jak uważam, że powinnam? Poniekąd jestem zdania, że ma to na co sobie zasłużyła.
    Ale najgorzej w tym wszystkim wypada mała Mia, która niczym złym się światu nie przysłużyła, a i tak postanowił jej odebrać ciepło matczynych i ojcowskich ramion.
    Rozbawiła mnie scena, w której Carmen latała po osiedlu i szukała Mii, a potem okazało się, że ona siedziała na dachu domu. Niezły stresik ;p
    Czy uda im się ucieczka? Powątpiewam. Od kiedy tylko Carmen rzuciła hasło ucieczka czekałam aż pojawi się szanowna pani z opieki społecznej i tupiąc bucikiem zawlecze Car i Mię do samochodu.
    Retrospekcje są trochę... dziwaczne. Jak dla mnie dałoby się obejść bez nich, a taka forma mogłaby zostać zmieniona w normalne rozmyślania Carmen o przeszłości. Jeśli już coś wprowadzać to od samego początku, a nie od któregoś rozdziału. :/
    Czekam niecierpliwie na następny rozdział i życzę wam obu mnóstwa weny do tego opowiadania, bo ma spory potencjał. :)
    Pozdrawiam, Alessa :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział genialny. Ucieczka - normalnie przyszłość przepowiadam (Znaczy tak od wczoraj xd) .
    Weny życzę! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Jak któraś z was ukatrupi Mie to będę zabijać gołymi rękoma (nie was, bo wątpie że kiedykolwiek bym was spotkała, ale tego kogo sie nawinie xd) Hehe.

      Usuń
    2. Ach i Jeszcze jedno: Szkoła to ZŁO! Potrafi doprowadzić człowieka do skraju wytrzymałości! Ja to mam szczęście, bo jutro mam wolne! :D Ale są też oczywiście pozytywne strony szkoły . Jednak mimo wszystko co dobre powtarzam: szkoła to ZŁO.
      DLACZEGO ONI TYLE ZADAJĄ?!

      ~przepraszam za niespójność tego komentarza i za wszelkie błędy w tych trzech, ale przeżywam obecnie coś pomiędzy zakochaniem, nienawiścią i załamaniem. Dziwna mieszanka. A przez co? Oczywiście przez SZKOŁE!

      Usuń
  13. Wrzucenie wspomnień Carmen to był świetny pomysł kochana! Czytało się to cudownie! Paul chciał dla niej dobrze, dlatego otworzył te drzwi. Oczywiście wątpiłam, że Carmen po dobroci zechce pójść do domu dziecka. Ucieczka sióstr okazuje się jedynym wyjściem, aby były razem. Jeśli jednak policja wpadnie na to, gdzie mogły uciec - będą miały poważne kłopoty. Pisanie jak psycholog nie wychodzi Ci źle!
    A teraz błędy:
    "Uciekam z wzrokiem w bok" - tutaj "z" jest niepotrzebne;
    "Mama uśmiechnęła się lekko i pogłaskała po głowie" - tutaj po słowie "pogłaskała" koniecznie musi być słowo "mnie", bo tak można sobie pomyśleć, że głaska siebie, a nie córkę xD;
    "ze zdenerwowania kopnęłam stolik, z którego pod wpływem uderzenia spadł ulubiony wazon, mamy, z kwiatami jakie kupił dla niej tata z okazji imieniem" - tutaj zamiast "imieniem" powinno być "imienin";
    "Na co dzień zajmuję się z takimi sprawami" - tutaj litera "z" jest niepotrzebna;
    "Już nie potrzebowałam linii" - zamiast "linii" powinno być "liny";
    "Zaskoczyłam w dachu, a później złapałam Mię..." - tutaj powinno to brzmieć "Zeskoczyłam z dachu...";
    I jest jeszcze jedna rzecz, której nie rozumiem. Carmen jak wstawała to była w swoim pokoju razem z siostrą, a potem jak poszła pakować Mię do jej pokoju to dziewczynka tam była. Obudziła się i poszła do siebie? :P Tutaj tego nie rozumiem ;d
    Ogółem rozdział bardzo fajny i oczywiście doczekać się nie mogę dalszych losów sióstr. Ten słownik w telefonie płata spore figle :D
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń