wtorek, 20 października 2015

Rozdział 8

Łzy ciekły strumieniami po moich policzkach. Nie chciałam tego. Nienawidziłam płakać przy ludziach, pokazywać swojej słabości, wzbudzając poczucie litości. Zacisnęłam usta. Mała Mia stała prosto, a rączki zaplotła na klatce piersiowej. Ona również roniła łzy, a w jej oczach widziałam mieszankę różnych emocji. Złych emocji. Strach, żal, ból, cierpienie, smutek… Nie mogłam na to patrzeć. Zamknęłam oczy i wytarłam zimną dłonią twarz. Chciałam podejść do siostry.
― Mia… ― zaczęłam krocząc powoli ku niej. Rozłożyłam ramiona, aby mogła się przytulić. Nie zrobiła tego. Jedynie, prawie niezauważalnie, pogładziła się po ramionach, jakby było jej zimno. Podeszłam jeszcze krok, ale odsunęła się. Spanikowałam. Otworzyłam usta, chcąc coś powiedzieć, ale po chwili zrezygnowałam i je zamknęłam. W oczach poczułam nową dawkę łez, które za wszelką cenę chciały się wydostać na zewnątrz.
― Chcę do mamy… ― Popłynęły. Słysząc ten cichy i drżący głos, który zazwyczaj był tak pogodny nie wytrzymałam. Zaczęły mnie przechodzić dreszcze, jakby chciały całkiem mnie dobić.
― Proszę pani…
― Wyjdźcie ― nakazałam, tym samym przerywając mężczyźnie.
― Ale…
― Wynoście się! ― Odwróciłam się do nich przodem i wydarłam na całe gardło pokazując palcem na drzwi. Policjanci popatrzyli na siebie i chcąc nie chcąc opuścili dom. ― I żebym was tu więcej nie widziała! ― krzyknęłam na koniec i z niesamowitą siłą trzasnęłam drzwiami.
Wzięłam głęboki wdech i popatrzyłam na siostrę, napotykając jej wzrok. Automatycznie popatrzyła gdzie indziej, a po chwili najzwyczajniej uciekła.
Co ja narobiłam?! ― darłam się w myślach.
Zaczęłam panikować. Co teraz? Co z nami zrobią? Jak to przeżyje Mia?
Miałam ochotę iść do siostry, przytulić ją i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Ale nie będzie. Postanowiłam, że dam jej na razie spokój. Sama przyjdzie. A tymczasem ja spróbuje się opanować.
Umiejscowiłam się na kanapie w salonie i zdałam sobie sprawę z tego, że moje plany opanowania się poszyły na marne, kiedy zaczęłam ryczeć.

                                                                             ***

Po godzinie bezczynnego siedzenia i wpatrywania się tępo w przestrzeń przede mną postanowiłam pójść zobaczyć, jak się trzyma Mia. Przeliczyłam się sądząc, że sama do mnie przyjdzie.
Wstałam powoli z kanapy, a następnie powoli powlekłam się na górę. Stanęłam przed drzwiami pokoju siostry, ale zawahałam się chcąc zapukać. Co, jeśli nie będzie chciała mnie już widzieć? A może pomyślała, że to wszystko moja wina? W końcu to ja byłam w stałym konflikcie z matką.
Po krótkich przemyśleniach wzięłam głębszy oddech i zdecydowałam się zapukać. Nikt nie odpowiedział.
― Mia? ― zapytałam cicho i nacisnęłam klamkę wchodząc do pokoju. Rozglądnęłam się po nim, ale nie zobaczyłam siostry. Zaczęłam się niepokoić. ―Mia? Błagam, odezwij się ― powtarzałam nerwowo. Przejęłam się jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam uchylone okno. Serce zaczęło mi szybciej bić. Poczułam masę różnych emocji. Uciekła – przemknęło mi kilkakrotnie przez głowę. Z jednej strony byłam zmartwiona, z drugiej zła. Przez całą godzinę siedziałam na kanapie i nie przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić, co ona robi. Zostawiłam ją samą.
            Dlaczego jestem taka głupia?!
Wybiegłam jak burza z pokoju, na nogi szybko wciągnęłam stare glany i wyleciałam z domu. Biegałam po całym osiedlu wrzeszcząc jej imię, prosząc, żeby się pokazała, odezwała, wróciła… Nic. Zaczepiałam pierwszych lepszych przechodniów pytając o siostrę. Nikt jej nie widział. Postanowiłam zapytać sąsiadów. Odwiedziłam wszystkie domy na ulicy, ale nadal nic. Wyciągnęłam swój telefon i po kolei wybierałam numery matek koleżanek Mii. Wciąż nic!
Czułam się okropnie. Zaczęła mnie atakować bezradność. Na dodatek byłam zmęczona, nie miałam na nic siły i dyszałam, ponieważ dużo biegałam.
― Aa! ― krzyknęłam jak najgłośniej potrafiłam i usiadłam na krawężniku. Schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam cicho łkać. ― Jestem beznadziejna ― mruczałam pod nosem. Nie miałam pojęcia, co powinnam robić. Dzwonić na policję? Przed godziną kazałam im się wynosić z domu. Poza tym mogłoby to mnie postawić w złym świetle w dalszych procesach sądowych – a raczej takie będą. Zresztą i tak już jestem w pieprzonym złym świetle!
― No, no, no… Morgan. Co się stało? ― Usłyszałam znajomy, sarkastyczny ton. ― Znowu pokłóciłaś się z mamusią? ― zaśmiał się Tyler. Czy on nigdy nie da mi spokoju?
Pospiesznie wytarłam policzki i oczy przybierając obojętny wyraz twarzy i podniosłam głowę. Wstałam i przybrałam dumną postawę.
― Nie twoja sprawa ― syknęłam patrząc chłopakowi prosto w oczy. Starałam się zachowywać tak, jakby jego słowa ogólnie do mnie nie docierały, ale nie mogłam. Nie tym razem. Wspomniał o matce… i o kłótni z nią. Oczy delikatnie mnie zapiekły, ale na szczęście nic więcej.
― Jak zwykle to samo ― prychnął. Zmarszczyłam brwi.
― Co masz na myśli?
― Zawsze popełniasz ten sam błąd. ― Zbliżył się do mnie. ― Próbujesz udowodnić, jaka to jesteś silna, a potem najzwyczajniej w świecie… zaczynasz ryczeć ― powiedział patrząc prosto w moje zaszklone oczy. Patrzyliśmy na siebie jeszcze chwilę, po czym ja odwróciłam wzrok.
― Spadaj ― rzuciłam i odeszłam zrezygnowana do domu. Poczłapałam na górę mając nadzieję, że kiedy odwiedzę moje ukochane miejsce z dzieciństwa chęć do życia powróci. Weszłam do pokoju, otworzyłam okno i ostrożnie wskoczyłam na parapet, a następnie wdrapałam się na dach i…
― Mia?! ― krzyknęłam nie mogąc uwierzyć w to, co widzę. Podeszłam do siostry jak najszybciej i klapnęłam koło niej. ― Dlaczego się tu schowałaś?! Wiesz, co ja przeżywałam?! Myślałam, że uciekłaś! ― Mówiłam głośno gestykulując przy tym jak nigdy. Ale jedno mi tu nie pasowało. Ona wciąż siedziała wpatrzona przed siebie i całkowicie mnie ignorowała.
― Krzyczałaś ― wydukała cicho, a ja się zdziwiłam.
― Co? ― zapytałam, tym razem dużo ciszej i spokojniej. Siostra spojrzała na mnie.
― Krzyczałaś ― powtórzyła głośniej ― i przed chwilą też to robiłaś ― dodała.
― Tak, wiem, przepraszam… Przestraszyłaś się mnie?
― No… trochę. Dlatego się tu schowałam. Ale ja też przepraszam. Martwiłaś się o mnie. I widziałam, jak biegasz. I jak płaczesz. Ale teraz już wiem, że mnie kochasz. Wybaczysz mi? ― Patrzyła na mnie jednocześnie z nadzieją i ze smutkiem w oczach. Westchnęłam.
― Wiesz… To, co się dzisiaj wydarzyło… Ja sama jeszcze w to nie wierzę. Ale rozumiem cię. Nie chciałam, żebyś się mnie bała. I nie rozumiem, jak mogłaś choć na chwilę zwątpić w to, że cię kocham. I tak, martwiłam się, bardzo.
― Ale już jest okej?
― Tak, okej ― wyszeptałam.
Następne pół godziny spędziłyśmy w ciszy, tuląc się.

***

Obudził mnie głośny dźwięk dzwonka telefonu. Przetarłam oczy i zorientowałam się, że jestem w swoim pokoju. Wokół panował półmrok. Mia leżała obok mnie i nadal smacznie spała. Sięgnęłam po komórkę.
― Halo… ― odezwałam się cicho.
― Carmen?! No wreszcie! Czy ty wiesz, która jest godzina? ― krzyczał ktoś, a mianowicie Claire.
― Nie ― odparłam krótko ziewając.
― Tak się składa, że południe! A teraz łaskawie rusz cztery litery, zejdź na dół i otwórz drzwi! ― Musiałam odsunąć telefon od ucha, bo przyjaciółka głośno krzyczała.
― Już, spokojnie ― mruknęłam i się rozłączyłam. Cicho wyszłam z pokoju, żeby nie budzić siostry i ruszyłam na dół. Otworzyłam drzwi wejściowe, a blask słońca natychmiast mnie oślepił.
― No, wpuść nas ― powiedziała blondynka i wpadła do mojego domu. Za nią zobaczyłam Paula i Emily.
― Może mi ktoś wyjaśnić, o co tu chodzi? ― dopytywałam się. Cała trójka popatrzyła na siebie, ale wciąż nikt się nie odzywał. Coś tutaj nie grało. ― No mówcie! ― ponagliłam.
― Carmen… ― zaczęła niepewnie Emily, ale się zacięła.
― Zaraz tu będzie policja ― wyręczył ją Paul ― i opieka społeczna. I cała masa innych ludzi.
Otworzyłam szerzej oczy ze zdumienia. Co?! Policja, opieka społeczna?
― Nic nie rozumiem ― powiedziałam zbita z tropu.
― Gadałem z ojcem. ― No tak, jest prawnikiem. ― Nie masz już żadnej rodziny, więc…
― Tak mi przykro! ― przerwała mu Emily i rzuciła się na mnie przyciągając do siebie. A ja? Stałam oniemiała. Znów nie wiedziałam, co robić.
― To znaczy, że… ― zaczęłam.
― Dom dziecka ― skończył Paul.
Tuż po jego słowach ktoś zadzwonił dzwonkiem. 


No witajcie nareszcie! Tak, wiem, rozdział miał być na weekend, ale spóźniłam się tylko dwa dni, więc mam nadzieję, że mi wybaczycie ;) Jak widzicie akcja się coraz bardziej rozwija. Z każdym rozdziałem dowiadujecie się nowych rzeczy... Hm. Niewyjaśniona została kwestia narkotyków, które Carmen wrzuciła do kosza, ale spokojnie, i na to przyjdzie pora :D
 Ogólnie - czy tylko ja mam dzisiaj dość dobry humor? Co tam, że dostałam +3 z fizyki... Jak ja nienawidzę tej baby. Musi zaniżać oceny... No, ale dobra. Wróćmy do rozdziału.
Ostatnio jedna osoba słusznie zauważyła, że to policja poinformowała Carmen o śmierci rodziców, a nie rodzina i teraz jest odpowiedź ;) W każdym razie dziękujemy za zwrócenie uwagi!! ;)
No więc... Jak Wam się podobał rozdział? Proszę o opinie ;)
I jeśli zobaczycie jakieś błędy - nie tylko literówki czy coś tego typu - tylko błędy np. logiczne to piszcie ;)

No to do napisania!
Pozdrowionka, Mara♥

12 komentarzy:

  1. Rozdział świetny zresztą jak każdy czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda mi ich :/ ale mam nadzieje , ze akcja się rozwinie i będzie coraz ciekawiej. Oby dziewczyny poradziły sobie w domu dziecka .... Jestem ciekawa czy Tyler wiedział ,ze rodzice Carmen zginęli ;* -ola

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, to ja jestem ta czepialska i pytałam czemu policja przyszła do dziewczynek :) Ale znowu się przyczepię :P Nie wydaje mi się, żeby policjanci tak szybko wyszli z domu i zostawili dwie niepełnoletnie dziewczynki bez opieki. Są idiotami, bo przestraszyli się krzyków jakiejś smarkuli. Wiedząc, co wiedzieli (czyli to, że dziewczynki nie mają żadnych krewnych) powinni z nimi zostać, aż kurator lub ktoś inny przysłałby jakąś osobę dorosłą.
    Żal mi ich, ciekawe co się z nimi teraz stanie :(
    Czekam na kolejny rozdział.

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten rozdział jest... Aż brak mi słów.
    Co za niedorozwoje pracują w policji?! Kto zostawia dwie niepełnoletnie dziewczynki (taaa... Dziewczynki, no ale nie ważne) same w domu po takich wydarzeniach?! Powinni dać Carmen proszki na uspokojenie a nie uciekać. Jak napisałaś, że Mii nie było w pokoju czułam się jak Carmen. Panika, strach że jej się coś stało. Jak ty to robisz, że tak oddziałujesz na czytelników?
    DOM DZIECKA?! Nie... A ktoś inny nie może se nimi zająć? Słyszałam o przypadkach, że przyjaciele rodziców mogli się tymczasowo zająć dziećmi. Szkoda mi ich, a najbardziej Mii jest jeszcze taka malutka, a tyle już ją spotkało.
    Czekam na następny wpis i życzę mnóstwa czasu
    Incaligo

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, biedne dziewczyny... Szczególnie żal mi Mii (Chwała Wam za wybranie Mackenzie do jej roli!), taki malec w Domu Dziecka... Naszczęście będzie miała Carmen. Ich relacje są takie... Prawdziwe.
    W chwili, gdy Carmen weszła do pokoju Mii, a jej tam nie było, wyobraziłam sobie, jak, by to było, gdyby ja i mój kochany braciszek byśmy byli w podobnej sytuacji i doskonale zrozumiałam Carmen i z tego powodu uważam, że Mia postąpiła niemądrze uciekając z domu na dach, prrzecież krzykiem Carmen nic jej nie zrobiła, jednak mimo wszystko to było takie urocze, ale w końcu jest naprawdę mała, ale troszkę przesadziła moim zdaniem.
    Ech... Mam nadzieję, że Carmen po ukończeniu 18-nastu lat zabierze siostrzyczkę z tego miejsca.
    Esme Anne Cullen

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciut przygnębiające teraz te rozdziały. :C
    Oczywiście to na plus, że obie pięknie przedstawiacie nam te emocje, wszystko co czuje pokrzywdzona główna bohaterka, a my czujemy się z nią związani i przeżywamy to samo. :3
    Jest tu parę niejasności, w takim sensie, że niektóre zachowania służb publicznych są niedopuszczalne, ale w końcu to fikcja literacka, prawda? I co się będziemy przejmować i tak będą wampiry. :D To znaczy... Chyba. xD
    Bardzo podobają mi się te siostrzane relacje, są takie szczere i niezwykłe. Oby tak zawsze trzymały się razem. ;3
    Hm. Czyli wylądują w domu dziecka, a jednak. :/ Miałam nadzieję, że będzie jakoś weselej, a tu... No życie po prostu.
    No nic. Czekamy na cześć dalszą! ^.^ Trzymajcie się tam, dziewczyny, mnóstwa weny dla was! :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie dziwię się Carmen że się zdenerwowała zniknięciem Mii. Bo przecież mogło jej się coś stać. Ale dobrze że się znalazła.
    Carmen i Mia mają trafić do domu dziecka. Ciekawe jak to przeżyją. Mam nadzieję że nie będą ich tam jakoś rozdzielać.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział, ale troche krótki :) błędów nie wyłapałam :) Weny życzę

    OdpowiedzUsuń
  9. Trochę nie ogarniam tych policjantów. Kto normalny zostawia dwie dziewczyny same sobie i od tak wychodzi? Współczuję im, serio. Nikt nie chciałby znaleźć się na ich miejscu. I jeszcze ten Dom Dziecka... nie będą miały lekko. Zawsze znajdzie się jakaś sucz, która uprzykrza innym życie. Tak pewnie będzie i tym razem, ale mam nadzieję, że Carmen pokaże, kto tu rządzi!
    Czekam na nn :*

    L x

    OdpowiedzUsuń
  10. Jej w końcu mogłam przeczytać ten rozdział:)
    Mój telefon ma idealne wyczucie czasu i zepsuł mi się w najmniej odpowiednim momencie i dopiero wczoraj go naprawiłam
    W każdym bądź razie rozdział wyszedł Ci genialnie:D
    Buziaki;*
    AriaMet;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Carmen nie powinna w taki sposób potraktować policjantów, którzy poinformowali ją o śmierci rodziców. Rozumiem, że przeżyła szok i miała prawo być całkowicie załamana, ale to jednak mundurowi. Nie dziwi mnie to, iż Mia się jej wystraszyła. Mimo wszystko nie powinna się chować, bo wiadomym było, że Carmen zacznie się o nią niepokoić. Jedyne czego nie rozumiem to myśl Mii o tym, iż siostra jej nie kocha? A co wypadek ich rodziców zmienia w stosunkach między siostrami? Mają teraz tylko siebie i powinny się wspierać. Do przewidzenia było, że skoro nie mają żadnych krewnych - czeka je dom dziecka. To smutne, ale prawdziwe.
    Rozdział bardzo fajny i treściwy.
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń