wtorek, 29 września 2015

Rozdział 7

Nie rozumiałam, jak oni mogli mi to zrobić. Nie wystarczyło im, że wysłali mnie do psychologa? Jeszcze kuratora brakowało! Czym sobie zasłużyłam? Może nie byłam za dobra. Miałam swoje humorki, ale... no za to nie powinni byli tak ze mną postępować! Gdyby chociaż wiedzieli, co przeżywałam. Owszem. Mogłabym im opowiedzieć o swoich problemach, ale nie potrafiłam. Tak bardzo się bałam. Nie chodziło tu wcale o mnie, tylko o bliskie mi osoby. Nie mogłam pozwolić, by stała się komuś krzywda i to z mojej winy, bo wpakowałam się w wielkie gówno. Szczególnie Mii...
Oparłam głowę o ścianę i martwym wyrokiem spojrzałam w biały sufit. Nie zdawałam sobie sprawy, że po moich policzkach spływały strumienie łez. Chciałam być silna, ale z dnia na dzień szło mi coraz gorzej. Co się ze mną działo? Zamknęłam oczy i w myślach powtarzałam, jak bardzo nienawidzę rodziców. Dlaczego? Sama nie wiedziałam. Może to przez ich ciągłe zakazy. Oni nigdy nie potrafili mnie zrozumieć. O wszystko się czepiali i za wszelką cenę chcieli ze mnie zrobić idealną córeczkę, a ja po prostu chciałam być sobą. Wymagali ode mnie nie wiadomo czego, a wśród innych udawali kochających rodziców. Czułam się... samotna. Brakowało mi tych wszystkich spędzonych razem chwil, jak byłam jeszcze mała. Wtedy moje dziecięce oczy patrzyły z zaciekawieniem na świat, starając się pochłonąć każdy detal. I byłam oczkiem w głowie rodziców. Później to się zmieniło. Nie chodziło o pojawienie się Mii. Absolutnie. Po prostu... zaczęliśmy się od siebie oddalać. A może była to moja wina?
Zakryłam dłońmi mokrą od łez twarz w momencie, kiedy usłyszałam, jak ktoś szarpie za klamkę, a później cichutko puka do drzwi.
***
Jechali samochodem do poradni, jaką polecił im ich bliski znajomy. Już od dawna nie radzili sobie z córką i postanowili w końcu zasięgnąć pomocy, gdyż nie mogli już tak dalej bezczynnie stać i patrzeć, jak ich córka zmienia się na gorsze. Nie zdawali sobie jednak sprawy, że w ten sposób wyrządzają Carmen krzywdę. Nie wiedzieli, w jak bardzo poważnej sytuacji znajduje się ich córka.
— Już nie daję sobie z nią rady — kobieta ukryła twarz w dłoniach. — Dlaczego ona taka jest? Gdzie popełniliśmy błąd?
— Nie wiem, Charlie — powiedział ze zmartwieniem Mark.
— Zawsze staraliśmy się, żeby niczego jej nie brakowało, a ona tak się odwdzięcza... — po policzku Charlotte spłynęła samotna łza.
 Carmen zawsze wszystko miała, ale brakowało jej zrozumienia ze strony rodziców. Czuła się odtrącona. Do tego doszły problemy, o których pojęcia nie miał nikt, oprócz niej. To ją dobijało na każdym kroku, ale za wszelką cenę chciała o tym zapomnieć.
— Przed wyjściem znowu się z nią pokłóciłam — wyznała mężowi żona i spojrzała na niego smutnym wzrokiem. — Poinformowałam ją, że jedziemy w jej sprawie do poradni. Ona nie chciała i powiedziała, że nas nienawidzi.
— Wcale nie miała tego na myśli — uspokoił ją Mark. — Była zdenerwowana. Nie wiedziała, co mówi.
— Wyglądało to na szczere słowa...
— Przesadzasz. Jak zawsze — westchnął mężczyzna.
— Możliwe... Ale... Ja tak bardzo ją kocham...
— Wiem.
— Ale ona zawsze musi doprowadzić mnie do szału! — powiedziała głośniej, niemal krzycząc. — Wciąż nie mogę od niej wyciągnąć, co przed nami ukrywa. To musi być coś poważnego. Psycholog powiedziała, że prawie wyznała, co ją dręczy, ale później zaczęła się motać i powiedziała, że nie można nic wyjawić. W co ona się wpakowała?
— Chole... — Mark nie dokończył.
Samochód małżonków zderzył się z ogromną siłą ze sporo większym od siebie tirem, który akurat wyjeżdżał zza rogu. Ostatnią ich myślą byłoby to, jak bardzo kochają swoje córki, ale nawet tego nie zdążyli uczynić. W okolicy rozległ się głośny odgłos zderzenia. Z auta pozostała miazga, a dla Charlotte i Marka nie było ratunku. Zmarli na miejscu.
Na ulicy zaczęli zbierać się ludzie. Jedni stali i patrzyli, ktoś inny zadzwonił po odpowiednie służby, natomiast przerażony kierowca tira wysiadł z pojazdu i nie wiedział, co ma ze sobą zrobić.
***
Szybko otarłam łzy. Leniwie i z trudem podniosłam się z podłogi i szurając nogami, podeszłam do drzwi, które otworzyłam na oścież. Ledwo to zrobiłam, a już zobaczyłam brązową burzę włosów i po chwili poczułam, jak mała osóbka się we mnie wtula. Uśmiechnęłam się lekko, ale tylko na chwileczkę. Wzięłam Mię na ręce i usiadłam na łóżku, wciąż tuląc ją do siebie.
— Gdzie mama? — zapytała cieniutkim głosikiem.
— Pojechała z tatą — powiedziałam beznamiętnie.
— Gdzie? — odchyliła główkę do tyłu i spojrzała mi głęboko w oczy.
— Yyy... Coś musieli załatwić — uśmiechnęłam się przekonująco. — Nie wiem, kiedy wrócą.
— Zadzwonisz? — poprosiła.
— Po co? Poza tym nie chcę im przeszkadzać — skłamałam. Tak naprawdę nie chciałam z nimi rozmawiać.
— Proszę — zrobiła słodką minkę.
Przewróciłam oczami i westchnęłam.
— Niech ci będzie.
Na twarzy Mii zagościł śliczny, dziecięcy uśmiech. Kąciki moich ust uniosły się na ten uroczy widok. Sięgnęłam po komórkę, stojącą na szafce nocnej, i chcąc nie chcąc, wybrałam numer mamy. Przyłożyłam urządzenie do ucha. Wsłuchiwałam się w sygnały połączeń, jednoczenie patrząc na siostrę. Zmarszczyłam czoło, kiedy matka nie odebrała. Zawsze była pod telefonem i jeszcze nigdy nie zdarzyła się podobna sytuacja. Przynajmniej jak ja dzwoniłam. Zdziwiona ponownie wykręciłam numer, ponieważ było prawdopodobne, że mogła nie usłyszeć dzwonka, ale sytuacja powtórzyła się. Wzruszyłam ramionami i tym razem zadzwoniłam do taty, ale on również nie odbierał. Powoli zaczynałam się niepokoić. Żeby żadne z rodziców nie odbierało od dziecka połączeń? Może już byli w tej poradni i wyciszyli swoje telefony, by im nie przeszkadzać?
— Później zadzwonię, bo coś nie odbierają — powiedziałam spokojnie do Mii. Dziewczynka pokiwała głową. — Chcesz lody? — zapytałam po chwili. — Widziałam, jak mama dzisiaj kupowała.
— Tak! — od razu się rozpogodziła.
Sześciolatka zeszła mi z kolan, wzięła za rękę i zaczęła ciągnąć na dół. Z uśmiechem dreptałam za nią. Nawet gdybym nie chciała z nią iść, to i tak by mnie zmusiła. Nie ma co! Mia ma dar przekonywania i już nie raz to na mnie wykorzystała.
Z siostrą doszłam do kuchni. Dziewczynka usiadła przy stole, natomiast ja wyciągnęłam z szafek talerze i łyżeczki, a później z zamrażalki dwie rolady, każda w innych smakach. Wszystko postawiłam na stole, po czym otworzyłam lody. Gdy nakładałam je na talerze, Mia w tym czasie szukała w szafkach posypki i czekoladowych cukiereczków, które później znalazły się w lodach. Do tego dokroiłyśmy banana, dałyśmy mandarynkę i kostki białej czekolady.
— Mniam — powiedziała dziewczynka i zaczęła zajadać deser. Uśmiechnęłam się pod nosem.
Również zaczęłam jeść, ale o dziwo nie miałam ochoty. Już po kilku łyżeczkach bawiłam się lodami, mieszając je ze sobą.
— Zaraz wrócę — powiedziałam do siostry.
Wstałam od stołu i pognałam do swojego pokoju, po drodze czochrając włosy Mii. Na miejscu porwałam w dłonie telefon i wybrałam numer mamy w nadziei, że odbierze. Niestety tak się nie stało. Zaniepokoiłam się. Nie sądziłam, by wizyta w jakieś poradni tyle trwała. Ze zdenerwowania zagryzłam dolną wargę. Schowałam komórkę do kieszeni, by w razie czego szybko odebrać i wróciłam do Mii, nie pokazując, że coś mnie martwi. Dziewczynka popatrzyła w moją stronę. Na jej dziecięcej twarzyczce zagościł lekki uśmiech. Już miałam usiąść na miejscu, co poprzednio, ale w tym samym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi, a następnie ktoś zapukał. Przewróciłam oczami. ,,Kogo tu niesie?’’ — pomyślałam. Niechętnie poszłam do drzwi i otworzyłam je na oścież. Zamarłam.
Policja.
W moim domu.
Przede mną.
Pewnie w sprawie narkotyków...
W pierwszej chwili chciałam zamknąć im przed nosami drzwi, ale w porę się powstrzymałam. Przełknęłam z trudem ślinę i z przerażeniem patrzyłam to na jednego, to na drugiego policjanta. Bałam się, że ktoś, czyli chłopaki z mojej okropnej przeszłości, donieśli, że sprzedaję narkotyki. Ale to przecież oni mnie zmusili! Nie wiedziałam dlaczego, ale byłam o tym święcie przekonana. Przez to nie byłam w stanie się poruszyć, a co dopiero coś powiedzieć!
— Dzień dobry. Carmen Morgan? — zapytał jeden z nich.
„Nie!”, cisnęło mi się na usta. Nie wiedząc dlaczego, pokiwałam wręcz niewidocznie głową. Miałam wrażenie, że moje serce z wypowiedzeniem tych słów przestało być.
— Twoi rodzice to Charlotte i Mark Morgan? — zapytał ten sam policjant.
Ponownie przytaknęłam.
— Możemy wejść?
— Ja nic nie zrobiłam — wyszeptałam.
— Słucham? — powiedzieli obaj, jednocześnie, policjanci.
— Yyy... Nic... To znaczy... Co się stało? — wydukałam speszona.
— Możemy najpierw wejść? To nie miejsce na taką rozmowę — powiedział starszy mężczyzna, ten, co odezwał się na początku.
Nie miejsce na taką rozmowę?! Jeszcze bardziej się przeraziłam! Niespokojnie rozejrzałam się dookoła, ale w końcu zdecydowałam się ich wpuścić do środka. Na miękkich nogach zaczęłam iść w stronę salonu.
— Rodziców nie ma — poinformowałam cicho.
— My właśnie w tej sprawie — odezwał się młodszy stróż prawa.
— Co? — zdziwiłam się. — O co tu chodzi?
Mężczyźni popatrzyli po sobie i jakby za pomocą wzroku kłócili się, który co ma powiedzieć. Zmrużyłam oczy i posłałam im podejrzliwe spojrzenie. Policja nie zjawia się u kogoś w domu bez powodu. Wciąż miałam wrażenie, że pojawili się w sprawie narkotyków, ale powoli zaczynałam w to wątpić, gdyż nic na ten temat nie wspomnieli. Powiedzieli za to coś o moich rodzicach. Że pojawili się w ich sprawie...
— Mogę w końcu wiedzieć, co tutaj się dzieje? — zapytałam wolno i dobitnie.
Na twarzy obydwojga przybyszów zagościł smutek, a ich oczy przyglądały mi się ze współczuciem. Serce zabiło mi mocniej, a oddech stał się szybszy. Spodziewałabym się wszystkiego, ale nie tego, co usłyszałam:
— Twoi rodzice nie żyją — głos młodszego mężczyzny zadrżał.
Prychnęłam, a już po chwili zaczęłam się głośno śmiać.
— Świetny dowcip! — pochwaliłam.
Widząc wyrazy twarzy mężczyzn, mój śmiech przerodził się w histeryczny, a w gardle pojawiła się uciążliwa gula. Zamilkłam.
Oni nie kłamali.
Mówili prawdę.
Poczułam, że się rozpadam. Moje serce popękało na miliony malutkich kawałeczków nie do sklejenia. Sądziłam, że kłamią, że to jakiś kiepski żart, ale ich miny mówiły same za siebie. Zmarszczyłam czoło i na miękkich nogach cofnęłam się. Miałam wrażenie, że zaraz upadnę i roztrzaskam sobie głowę o kant stołu. Nawet ucieszyłabym się. Może jakbym się obudziła to okazałoby się, że to tylko zły sen? Oczy zaczęły mnie piec, ale łzy nie chciały wydostać się na zewnątrz. Broniły się. Trzęsącą się dłonią zgarnęłam zabłąkany kosmyk włosów za ucho. Spojrzałam na podłogę, a później na strażników prawa. Ponownie w dół i znowu na nich. Następnie przeniosłam wzrok na drzwi, w których stała Mia.
I nie wytrzymałam.
Wybuchłam.
Widząc łzy spływające po policzkach siostry, sama zaczęłam ronić swoje. „Nawet się z nimi nie pożegnałam, tylko pokłóciłam z mamą...” — mówiłam w myślach, a w głowie huczały mi jedne i te same słowa: „Oni nie żyją. Nie żyją...”. Pokręciłam głową i zamknęłam oczy, chowając twarz w dłoniach.

Witam kochani! :3
W tej strony Wasza Maggie! W końcu powracam z nowym rozdziałem i w pełni sił! :D
Jeszcze raz z całego serduszka dziękuję Wam za przemiłe słowa i troskę, jakie pojawiły się pod ostatnią notką i wcześniej opublikowanym rozdziałem! Kocham Was! ♥♥♥
Rozdział się Wam podobał ( oby! )? Hehe. Zaszalałam. Co sądzicie o śmierci rodziców Carmen? Co w związku z tym teraz będzie? Macie jakieś pomysły?
Eee... O co jeszcze zapytać... Hm. Oprócz tego wypadku to nic szczególnego się nie wydarzyło xD
Więc odbiegam od tematu.
Tutaj mam dla Was nowy zwiastun, jaki wykonałam na bloga. Wiem, że już jeden jest, ale zdążyłam już nabrać wprawy i postanowiłam zrobić nowy... I jest stokroć lepszy ( według mnie ), niż poprzedni. Zapraszam do obejrzenia! :D


I jak wrażenia? Mam nadzieję, że każdy z Was obejrzał, bo naprawdę zależy mi na opinii xD
Tak więc żegnam się z Wami... Aha! Jeśli znaleźliście jakiś błąd, to skopiujcie odpowiednie zdanie, będzie lepiej znaleźć :D
NIECH KAŻDY, KTO PRZECZYTA, SKOMENTUJE! TO DLA WAS TYLKO CHWILA, A DLA MNIE KOLEJNY UŚMIECH NA TWARZY I MOTYWACJA DO DALSZEGO PISANIA! CHCĘ WIEDZIEĆ, DLA KOGO Z MARĄ♥ PISZĘ! :D
To do następnego! Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***


Maggie

11 komentarzy:

  1. Pierwsza ;)
    Kocham cię kobieto, ten rozdział jest zajebiste. Nigdy bym nie przypuszczała, że skończy się kłutnią, a potem ich brak nie. Ciekawe, co teraz będzie. Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutny ten rozdział;(
    Nigdy nie chciałabym znaleźć się w takiej sytuacji jak Carmen i Mia
    Wiem dawno mnie tutaj nie było i nie mam na to żadnego usprawiedliwienia, po prostu czasem mam tak, że nawet jak chce, to i tak nie mam w sobie siły by przeczytać:/
    Nie spodziewałam się, że akcja się tak potoczy. Chodzi mi głównie o tych chłopaków co ją prześladują. Wprost nienawidzę takich ludzi.
    Trailer trailer. Kochana zrobiłaś już dwa zwiastuny do tego bloga, jeden lepszy od drugiego i nie umiem zdecydować, który podoba mi się bardziej;)
    Także czekam na nyny;)
    Buźka CzJ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziś wyjątkowo krótko. :D
    Nie spodziewałam się, że tak szybko uśmiercicie rodziców Carmen, opisane dobrze, choć trochę krótko, czuję niedosyt. C:
    Myślałam, że ich śmierć będzie mieć coś wspólnego z "przeznaczeniem" dziewczyny, ale może się mylę. Wiadomo, że z Mią trafią do domu dziecka, no chyba, że ktoś z rodziny mógłby się nimi zająć. Szkoda, że tak się to wszystko podziało drastycznie. Ona ich nienawidziła (moim zdaniem to za mocne słowo wobec rodziców), a teraz ich już nie ma. Okropność. >.<
    Ogólnie spodziewałam się czegoś innego po tym opowiadaniu, co poradzę, tak mam, że czytając opis mi się włącza wyobraźnia, ale może jeszcze będzie lepiej. Nie, wróć, jest dobrze, tylko ja jestem ciut rozczarowana. No nic, pobiadoliłam, przejdzie mi. xD Czekam na kolejny i mam nadzieję, że jakoś to ciekawie rozwiniecie. ;3
    Weny Wam życzę! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Najpierw Carmen pokłóciła się z matką, a jakiś czas później rodzice giną w wypadku. Pewnie Carmen będzie sobie wyrzucała że nie miała dobrych relacji z rodzicami.
    Ciekawe co będzie teraz z nią i z Mią.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zwiastun jest niesamowity! Jest w o wiele lepszym stanie, niż poprzedni. Przede wszystkim nie zdradza zbyt wielu szczegółów, co czyni go tajemniczym. Gify są dobrze dobrane, jest Dylan, jest dobrze. ♥
    Jednak te pierwsze zdanie jest dla mnie dziwne, jakby niepotrzebne. Nie, inaczej, jest nieprawdzie. ,,Jestem pewną siebie buntowniczką, a oto mój świat''. Później sa gify, jak ona imprezuje, pije, handluje itp. itd. Zaraz po tym jest ,,pewnego dnia wszystko staje do góry nogami'', więc te pierwsze zdanie, przynajmniej w moim odczuciu nie pasuje.
    I masz jeszcze ,,ale czy z moim oczkiem w głowie?'' Domyślam się, że chodziło o słowo ,,co'', ale kazałaś pisać błędy, więc no. c:
    Teraz przejdę do rozdziału...
    Strasznie mi się podobał. W sumie to uważam, że jesteśmy coraz bliżej tego, że ona ,,zacznie to nowe życie'', co mnie strasznie cieszy. Poważnie! Już nie potrafię się doczekać! *-*
    Mimo wszystko szkoda mi jej rodziców, szkoda mi ich, że w taki sposób odeszły. No wiesz w konflikcie. Carmen będzie tego później baaardzo żałowała, ale na niektóre rzeczy już jest za późno. Raczej tej relacji nie zmieni.
    Szkoda, że będzie musiała zostawić Miię. Z tego co pamiętam z poprzedniego zwiastuna tak będzie. Tylko dokąd pójdzie? Zostawi ją przez tych, którzy ją pobili? :C
    Pozdrawiam, karmeeleq
    PS. Nie wiem, czy już pisałam, ale macie śliczny szablon! Jeśli mam być szczera, to podoba mi się o wiele bardziej niż poprzedni. :D
    PSS. Zapraszam również do siebie; kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam napisać o takiej rzeczy. Brawa dla mnie! ://
      Zostałyście nominowane do LBA. Szczegóły tutaj;
      http://kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com/2015/10/czesc-wszystkim-nie-to-jeszcze-nie-czas.html

      Usuń
    2. Hejo kochana! :3
      Cieszę się ogromnie, że zwiastun Ci się podoba. Ja też jestem z niego zadowolona. I to mega! :D
      Hehe. Chyba jednak mogłam to napisać inaczej xD To nie jest błąd. Już tłumaczę dlaczego. Jest napisane: ,,Zaczynam calkiem nowe życie’’, później: ,,Ale czy z moim oczkiem w głowie’’. Jedno odnosi się do drugiego. Jak przeczyta się po kolei, to widać, że to nie błąd xD
      Dziękuję z całego serducha w imieniu swoim i Mary♥ za nominację! Heh. Mamy jeszcze zaległe, na które odpowiedziałyśmy, ale nie dokończyłyśmy pisać xD
      Pozdrawiam cieplutko i dziękuję bardzo! xoxo :***

      Usuń
  6. Zwiastun świetny. Taki stonowany i tajemniczy. Jak wygląd bloga. Przyjemnie się dzięki temu czyta. Bardzo fajny rozdział. Szkoda mi Carmen i jej rodziców. Mam nadzieję, że się jakoś pozbiera. Czekam na więcej. Buziaki ;*
    http://dwaswiatyblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. O matko, wybacz, że tak późno, ale cały tydzień miałam takie zatrzęsienie sprawdzianów, że nie miałam czasu nawet na sen. :/
    Dobra, przyznam, że czekałam, aż wydarzy się coś złego, ale gdy wreszcie to nastąpiła… Kurde, żal mi Carmen i jej siostry. Pewnie teraz przejdą przez piekło. Nie dość, że bez rodziców to jeszcze pewnie do domu dziecka zostaną oddane. Chyba, że znajdzie się jakaś uczynna ciotka. Ale wątpię czy ktokolwiek wytrzymałby z Carmen, zwłaszcza z Carmen, której umarli rodzice, a ona ostatnie co zrobiła to pokłóciła się z nimi. Nikt by nie chciał, żeby tak się skończyło. >.<
    Czekam niecierpliwie na dalszy ciąg.
    Pozdrawiam, Alessa :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Tego się nie spodziewałam... Cały czas sądziłam, że w opowiadaniu skupicie się na relacji matki i córki, także jest zaszokowana tym, że się pomyliłam. Szkoda mi dziewczyn, najbardziej Mii, jest taka malutka, a miała dobry kontakt z rodzicami i chociaż nie krzyczała, że ich nienawidzi. Właśnie to jest najgorsze, Carmen w gniewie wykrzyczała gorzkie słowa, których będzie żałować do śmierci. Nie będzie miała już okazji naprawić swoich relacji z rodzicami.
    Smutno mi się zrobiło po przeczytaniu tego rozdziału :(
    Błędy poniżej:
    Sięgnęłam po komórkę, stojącą na szafce nocnej,
    leżącą
    i wyciszyli swoje telefony, bym im nie
    by
    moje serce z wypowiedzeniem tych słów przestało być.
    bić
    Trochę za szybko przyszli ci policjanci do domu Carmen i Mii. Takie postępowanie w razie wypadku trwa kilka godzin, jest przecież identyfikacja ciał itp. Wątpię też, żeby policjanci nie poszukali dziadków (albo najbliższą rodzinę) dziewczynek i nie poprosili, żeby przyjechali do wnuczek by powiedzieć im o tragedii. No ale ok, to wasze opowiadanie, nie wtrącam się.
    Rozdział generalnie niesamowicie przykry.
    Czekam na kolejny.
    Pozdrawiam

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. To się teraz porobiło... Nie dość, że Carmen ma problem z tymi chłopakami ze swojej przeszłości to jeszcze jej rodzice zginęli w wypadku. Bardzo współczuję siostrom, gdyż teraz pewnie trafią do domu dziecka lub jakiejś rodziny zastępczej. Nie wiem jak to jest znaleźć się w sytuacji bohaterki, ale rozumiem wspominanie ostatnich słów. Jak umarł mi dziadek tak samo przed jego śmiercią się z nim pokłóciłam i nie zdążyłam przeprosić. Męczy mnie to do tej pory. W każdym razie dość tych smutków :(
    Błędy:
    "Do tego doszły problemy, o których pojęcia nie miał nikt, oprócz jej" - tutaj powinno być "oprócz niej";
    "Może już byli w tej poradni i wyciszyli swoje telefony, bym im nie przeszkadzać" - tutaj mogło być "bym im nie przeszkadzała" lub "by im nie przeszkadzać";
    "odezwał się młodszy strażnik prawa" - lepiej brzmi "stróż prawa";
    "mówiłam w myślach, a w głowie huczały i jedne i te same słowa" - tutaj to pierwsze "i" jest niepotrzebne.
    Ogółem rozdział wyszedł świetnie. Tragedia przedstawiona oraz odczucia głównej bohaterki. Początkowy strach o to, iż policja przyszła po nią, ponieważ chłopaki powiedzieli, że to ona sprzedawała narkotyki. Jednak wieści stróżów prawa dobiły ją całkowicie. Bardzo mi szkoda dziewczynek.
    Lecę nadrabiać kolejne!
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń