niedziela, 13 września 2015

Rozdział 6




Ruszyłam czym prędzej w stronę domu. Nie chciałam zostawać dłużej na lekcjach. Nie miałam siły. Nawet w szkole nie jest bezpiecznie… Nie mogłam przebywać w tym samym budynku, co oni.
Pchnęłam duże drzwi i wybiegłam na zewnątrz. Wstrząsnął mną dreszcz i nie byłam pewna czy to z zimna czy ze strachu. Nerwowo oglądnęłam się za siebie, próbując sprawdzić czy ktoś za mną nie biegnie. Na szczęście nikogo nie było.
I wtedy gwałtownie się zatrzymałam. Oddech przyspieszył. Zrobiło mi się słabo. Naprzeciwko mnie stał on. Szedł w moją stronę obracając na palcu brelok z kluczami od samochodu.
― Carmen! Jakie miłe spotkanie! ― powiedział. Zamurowało mnie. Zaczęłam panikować.
― Nie! ― wydarłam się na całe gardło. ― Nie podchodź!
W odpowiedzi usłyszałam jego rechot. Zemdliło mnie na ten dźwięk. Powoli cofałam się do tyłu. Pech chciał, że potknęłam się o własną nogę i runęłam na ziemię. Chłopak wykorzystał sytuację, podszedł do mnie i przykucnął tuż obok. Wbiłam wzrok w ziemię, zła na swoją słabość. Chwycił mój podbródek i uniósł do góry chcąc, żebym na niego popatrzyła. Odwróciłam wzrok.
― Patrz na mnie ― wyszeptał. Zmusiłam się do spojrzenia. ― Zrobisz to, czego będę od ciebie oczekiwał, jasne?
Zebrałam się na odwagę i wyrwałam z jego uścisku. Gwałtownie wstałam na równe nogi i odsunęłam się o kilka kroków. Chwilowa dawka pewności siebie nie była tak wielka, jak myślałam.
― Nie! Nic dla was już nie zrobię! Nigdy! ― wykrzyczałam. Szatyn szybko do mnie podszedł, złapał za ramię i przyparł do ogrodzenia. Ciemne oczy przestrzelały mnie na wylot. Z trudem przełknęłam ślinę. Powoli zaczęłam odczuwać ból w trzymanym przez niego miejscu.
― Posłuchaj, gówniaro. Nie będziesz się do mnie tak odzywać. Jeśli ja mówię rób to, to ty to robisz. Jeśli ja mówię nie rób tego, to ty tego nie robisz. Od teraz jesteś zależna ode mnie. Spróbuj pisnąć komuś o tym słowo, albo jakoś kombinować, a nie zobaczysz już siostrzyczki. A szkoda. Z tego co wiem uroczo bawi się teraz w szkole. ― Na jego twarzy pojawił się uśmiech, ale nie był w żadnym wypadku szczery. Po prostu wymuszony i przepełniony gniewem oraz grozą. Przeszły mnie ciarki.
― Rozumiemy się? ― powtórzył.
Mało brakowało, a kiwnęłabym potwierdzając i wyrażając zgodę na przynależność do niego, jeśli można to tak nazwać. Nie mogłam ryzykować zdrowia, albo nawet życia Mii. Żadnych bliskich. Już raz się tym zajmowałam i dałam sobie radę. Teraz też dam. Muszę. Nie mam innego wyjścia.
Z opresji uwolnił mnie jakiś ciepły, a zarazem zaniepokojony głos, który należał do jakiejś kobiety. Uścisk chłopaka na moim ramieniu automatycznie się rozluźnił, a ja spojrzałam nad jego ramieniem. Przy schodach stała kobieta w średnim wieku. Marszczyła brwi i widziałam, jak mocno zaciska pięści na trzymanych papierach. Była wyraźnie przestraszona.
― Carmen? ― powiedziała. ― Wszystko w porządku?
― Spróbuj coś powiedzieć ― wyszeptał brunet prosto do mojego ucha. Nikt inny nie mógł tego słyszeć. Wykorzystałam sytuację i uwolniłam się od niego. Odsunął się na bok tak, abym mogła dobrze widzieć kobietę.
― Wszystko w porządku, tylko rozmawialiśmy ― wytłumaczył oprawca ze spokojem i sztucznym uśmiechem przylepionym do twarzy. Popatrzyłam na niego gniewnie, ale nawet, jeśli się z tym nie zgadzałam nie mogłam nic zrobić. Blondynka z naprzeciwka spojrzała na mnie pytająco, jakby nie była pewna jego słów. Chcąc nie chcąc lekko przytaknęłam.
― Dobrze, w takim razie przepraszam, że przeszkadzam, ale szukam cię dziś od rana. Mogę prosić? ― Uniosła jedną brew.
Bez zbędnego wahania szybkim krokiem ruszyłam w jej stronę. Nawet nie oglądnęłam się do tyłu na mojego oprawcę. Wszystko było lepsze od przebywania z nim w jednym miejscu.
Szłam tuż za kobietą. Weszłyśmy do szkoły, a ja miałam ochotę zawrócić, ale się powstrzymałam. Wędrowałyśmy korytarzami w nieznanym mi kierunku. Całą drogę pozostawałyśmy w ciszy. Nikt się nie odzywał. Na korytarzu też było spokojnie, Trwały lekcje, więc w pewnym momencie pomyślałam, że kobieta chce mnie zaprowadzić do klasy, ale nigdy wcześniej jej tu nie widziałam, więc to chyba nie to.
Zatrzymałyśmy się przy jakichś drzwiach.
― Zapraszam. ― Otworzyła je przede mną i gestem głowy nakazała, abym weszła. Nigdy wcześniej nie byłam w tym pomieszczeniu. Wyglądało jak gabinet dyrektorki. Tylko trochę nowocześniej. Na środku stało sporych rozmiarów biurko, na którym leżały jakieś papiery. Z tyłu było ogromne okno, z którego widać było boisko. W kącie ustawione były dwa fotele. W pokoju przeważały odcienie beżu i zieleni, co wydawało się dość ciekawym połączeniem.
Odwróciłam się do kobiety, która aktualnie wieszała marynarkę na wieszak.
― Usiądźmy. ― Wskazała na fotel i sama usiadła na jednym. Posłusznie wykonałam polecenie.
― Kim pani jest? ― zapytałam wprost.
― Mam na imię Sarah, jestem psychologiem, najpierw… ― Przestałam jej słuchać. Słowo psycholog opanowało moje myśli. Miałam ochotę wstać i wyjść, ale nie mogłam tego zrobić. Ta kobieta mnie uratowała, więc byłam coś winna. Usiadłam w fotelu nieco wygodniej i starałam się wrócić do słuchania jej.
― … więc nic nie przygotowałam, dlatego dzisiaj po prostu się sobie przedstawimy, a ty powiesz coś o sobie. Możesz zaczynać. ― Uśmiechnęła się zachęcająco. Chyba jest sympatyczna.
― E… Mam na imię Carmen, chodzę tu do szkoły ― powiedziałam dość niepewnie. Rozmowa z psychologiem to zupełnie nowe doświadczenie.
― Mów dalej, nie krępuj się.
Zastanowiłam się chwilę. O czym mogłabym jeszcze powiedzieć?
― Lubię rysować.
Sarah pokiwała głową, jakby była zadowolona z mojej wypowiedzi. Była zdecydowanie zbyt sympatyczna.
― Masz tutaj jakichś przyjaciół? Z kim najlepiej się dogadujesz? ― zadała kolejne pytanie.
― Mam ― odpowiedziałam krótko.
Ona starała się niezauważalnie zanotować coś w jakimś dzienniczku, ale nie zrobiła tego na tyle dyskretnie, abym nie zauważyła. Nieco mnie to zaciekawiło. Podczas gdy ona coś pisała ja na chwilę ponownie odpłynęłam. Skoro ona coś notowała, to musiało być to coś związanego ze mną. Może moje odpowiedzi?
― Dobrze… Za chwilę zadam ci kolejne pytanie, a ty będziesz musiała odpowiedzieć na nie w stu procentach szczerze. Rozumiemy się?
Kiwnęłam głową.
― Czy zmagasz się z jakimiś poważnymi problemami? Takimi, które ciągle powracają, nie możesz się od nich uwolnić?
Automatycznie pomyślałam o tej całej sytuacji z narkotykami. O pobiciu, chłopakach, groźbach, bólu, strachu i o tym, że nie mogę nic na ten temat powiedzieć. Byłam w kropce. Gdybym pisnęła słówko ona zawiadomiłaby policję, oni by się o tym dowiedzieli, a Mia i reszta bliskich byłaby w niezwykle poważnych tarapatach.
― Tak ― powiedziałam i po chwili zdałam sobie sprawę ze swojej odpowiedzi. ― Znaczy nie! Nie, absolutnie nie!
Sarah zacisnęła wargi i spojrzała mi głęboko w oczy. Odłożyła dzienniczek i nachyliła się w moją stronę. Co ja najlepszego zrobiłam?!
― Carmen, posłuchaj. Jeśli coś cię trapi to mi możesz śmiało o tym powiedzieć. Jestem dyskretna, nikt się nie dowie.
Już to widzę… Całe miasto by się o wszystkim dowiedziało.
― Prosiłam o szczerość i proszę jeszcze raz – powiedz prawdę ― dodała i spojrzała na mnie czule. W jej oczach czaiła się troska, nic innego.
― Naprawdę nic ― odpowiedziałam starając się brzmieć przekonywująco. Sarah westchnęła.
― No dobrze ― powiedziała wreszcie. ― Kim był ten chłopak przed szkołą?
― Znajomy ― oznajmiłam z trudem.
― Co cię z nim łączy?
― Pracowałam u niego i sprzedawałam na… ― Przestałam mówić. Uświadomiłam sobie, co najlepszego powiedziałam.
Kobieta szerzej otworzyła oczy i wbiła we mnie przenikliwy wzrok. Głośno przełknęłam ślinę.
― Sprzedawałaś co? ― dopytywała się.
― Nic, muszę iść, do widzenia ― powiedziałam i szybko opuściłam pomieszczenie zostawiając Sarah samą z kłębkiem pytań bez odpowiedzi.
Wybiegłam ze szkoły i uświadomiłam sobie, że mogę spotkać tu osoby, których nie chciałabym zobaczyć już nigdy w życiu. Poczułam strach, ale nie przestawałam biec. Kiedy byłam pod domem zaczęłam odczuwać ból spowodowany przemęczeniem. Zwolniłam tempo i powoli, oglądając się za siebie co jakiś czas, szłam w stronę domu. Chciałam się tam jak najszybciej znaleźć. Przeszłam przez furtkę i od razu poczułam się lepiej.
Po cichu weszłam do domu chcąc pozostać niezauważona. Zrzuciłam z nóg buty i już miałam wchodzić na górę po schodach, kiedy usłyszałam głos matki:
― Carmen! Do mnie, w tej chwili!
Przewróciłam oczami i podążyłam za głosem kobiety. Zastałam ją siedzącą w kuchni. Na mój widok od razu wstała i podparła się pod boki. Jej wyraz twarzy nie wróżył nic dobrego.
― Mam nadzieję, że masz jakieś sensowne wytłumaczenie ― powiedziała drżącym z nerwów głosem.
― Niby na co wytłumaczenie? ― Zmarszczyłam brwi i zacisnęłam dłoń na szelce plecaka. Starałam się zachowywać normalnie, ale w środku się gotowałam. Ona musiała już wiedzieć.
― Powiedz mi, co ty niby sprzedawałaś?! ― wydarła się na całe gardło. Zamknęłam oczy i starałam się opanować emocje. Jedyne, co czułam to upokorzenie.
― No mów! ― krzyknęła ponownie ciągle patrząc mi w oczy. ― Nie wiem, dlaczego taka jesteś… ― wymruczała po chwili już spokojniej.
Do oczu napłynęły mi łzy, ale nie chciałam, aby były widoczne.
― Jadę z ojcem do takiej… poradni w związku z tobą.
Po tych słowach postanowiłam się odezwać:
― Nie możecie! ― krzyknęłam. ― Nikt nie może się dowiedzieć, że wy o tym wiecie!
Kobieta totalnie mnie zignorowała.
― Zostajesz z Mią. Masz zakaz opuszczania domu na czas nieokreślony. Najprawdopodobniej będzie cię nadzorował kurator.
― Ja… ― Chciałam się wytłumaczyć.
― Nic nie mów. I tak już mnie całkowicie zawiodłaś ― powiedziała.
Zrobiło mi się cholernie źle przez własną matkę. Gdyby tylko wiedziała, dlaczego to robiłam…
― Nienawidzę was ― mruknęłam i pobiegłam na górę do pokoju. Zamknęłam się na klucz i powoli osunęłam po drzwiach. Skuliłam się i objęłam nogi ramionami.
Nie chcę być słaba…


Hejka! Wreszcie coś napisałam! Właściwie może rozdział nie jest jakiś genialny, ale zamieściłam w nim wszystko co chciałam i jestem w miarę zadowolona... :D 
A Wam jak się podoba? Co myślicie o zachowaniu Carmen? Zmienił się Wasz stosunek do niej? A matka? Dobrze postąpiła?
Czekam na opinie!
A teraz tak:
Czy tylko mi się tak CHOLERNIE (przepraszam za wyrażenie) podoba szablon?!! Jest po prostu cudowny! Maggie ma talent! ;*
Chciałabym podziękować za głosy oddane na moje (bądź i nie moje) drabble ;) Niestety wyników jeszcze nie ma, a ja sama się strasznie niecierpliwię...
Wiem, że chciałam napisać coś jeszcze... Na sto procent o czymś zapomniałam! xD 
No, ale dobra. Nie rozpisuję się ;) Miłego tygodnia!

PS. Tylko ja tak chcę święta? :D 
PPS. Przeczytałam teraz ten rozdział i właśnie sobie uświadomiłam, jak jest beznadziejny. Akcja za szybko mi poleciała....
 Dodatkowo - gdyby ktoś chciał pytać - MÓJ ASK (nowy nabytek xD)

NA KONIEC NAJWAŻNIEJSZE!
Moi Drodzy! Przed... dwoma może godzinami dowiedziałam się, że nasza kochana Maggie jest
w szpitalu... Zdrowia życzymy kochana! Trzymajcie kciuki, żeby szybko wyszła ;)

(to wiąże się z późniejszym pojawieniem kolejnego rozdziału, ale bądźcie cierpliwi ;))

10 komentarzy:

  1. W szpitalu? Zdrowiej, kochana! <3
    Nie, nadal się nie zmieniło. Wybacz, ale ja jej po prostu nie trawię, no. Jak już coś powiedziała, to mogła to dopowiedzieć do końca, a nie. Powiedziała, że handlowała i uciekła, nie mówiąc nawet dlaczego. Teraz przez to ma kuratora, czy coś, na karku.
    A moim zdaniem, jeśli zna imię i nazwisko tego typka, ich wszystkich, to powinna ich zgłosić na policję. Jej rodzice by ją zrozumieli, przeprowadziliby się, tamci by poszli do więzienia i wszystko byłoby cacy. :D
    Ta pani psycholog jest strasznie miła. Uwolniła ją od niego, stara się pomóc, a ta ucieka... Będę jej to wypominać do końca! XD
    No, nie wiem, co bym mogła jeszcze napisać.
    A, wiem.
    Czekam, aż ona w końcu pozna tych dwóch panów z szablonu. ^^
    Ii, standardowo, zapraszam również do siebie; kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com
    Pozdrawiam, karmeeleq

    OdpowiedzUsuń
  2. No i doszło do spotkania z psychologiem. Tylko Carmen mogła powiedzieć o swoich problemach jak już zaczęła. Może wtedy by się uwolniła od tych chłopaków.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdrówka skarbie.
    Ona jest szalona, ale rozumiem ją. Na jej miejscu też bym się bała. Co do jej mamy, raczej powinna z nią porozmawiać, a nie wyskakiwać od razu z takim czymś. Nie dziwię się, że ją szlak trafia. Mając taką matkę to tylko krzyżyk na drogę i pa pa.
    Rozdział w całości zajebisty. Nawet nie wiecie jak zawsze z napięciem na nie czekam.
    Pozdrawiam, weny i jeszcze raz zdrówka ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Powrotu do zdrowia życzę! Carmen mnie jakoś tak bardzo denerwuje. Próbuję ciągle postawić się w jej sytuacji, ale mi to nie wychodzi. Mam nadzieję, że niedługo dziewczyna zmądrzeje, bo czasami zachowuje się jak dziecko. Zdrówka i weny życzę.:*

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim zdaniem akcja wyważona świetnie, wcale nie za szybko, stanowczo jesteś dla siebie za ostra. C:
    Piękny szablon, naprawdę Maggie przerosła samą siebie! <3
    Powrotu do zdrowia wciąż jej życzę, ale mogę zrobić to i teraz - wracaj do nas szybko i zdrowiej! :*
    Rozdział napisany ciekawie, choć w pewnym momencie Carmen rozmawia z szatynem, którego później nazywasz brunetem i... Czy to błąd czy było zamierzone? ;3
    Podobało mi się, czekam na następny, oby wszystko się jakoś ułożyło - i w opowiadaniu i u Madzi naszej. ^^
    Sto całusów!

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdrowiej kochana i szybko do nas wracaj! <3 Mam nadzieję, że to nie jest nic poważnego:(
    Co do rozdziału - dla mnie mistrzostwo świata. Zaczynam się przekonywać do Carmen, ale oczywiście jeszcze nie całkowicie. Współczuję jej, że musi przechodzić przez takie coś. Nawet w szkole nie może czuć się bezpiecznie, ale przeszłość może dopaść człowieka w najmniej spodziewanym momencie.
    No a Sarah. Nie obowiązuje jej jakaś tajemnica zawodowa albo coś? Rozumiem, że to rodzice Carmen, ale od razu musiała do nich dzwonić i wszystko wyśpiewać? Wydaje mi się, że wpakowała ją w kłopoty. I to niemałe.
    Czekam na kolejny, tym razem - mam nadzieję - od zdrowej jak ryba Maggie <3
    + zapraszam do siebie na nowość :*
    http://make-me-heart-attack.blogspot.com/

    L x

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurde, ale ta Carmen się wpakowała. Nie dość, że w kark chucha jej banda dilerów na sterydach to jeszcze matka wyskakuje jej z czymś takim. Poważnie, nie rozumiem czemu zareagowała, aż tak impulsywnie. Powinna najpierw przemyśleć co z tym począć, a dopiero potem oddawać ją pod dozór kuratora. Cholera, dziewczyna ma tak zszargane nerwu, że facet w za ciasnym garniturku nijak jej nie pomoże. No ciekawe jak wyplącze się z tego całego bałaganu…
    Chyba tego nie mówiłam wcześniej. Cóż, mam natręctwo związane z tym, że piszę szybciej niż myślę i potem pomijam masę rzeczy, które miałam ująć w komentarzu ^^. Tak czy siak: śliczny szablon. (i o Boże, mój kochany Dylan *.*). Nie wiem czy tylko ja tak bardzo kocham tego gościa, bo większość dziewczyn, które znam wolą Iana albo (nie daj boże) Pattisona. Cóż, życie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Carmen zdecydowanie powinna wyznać całą prawdę dorosłym, a nie zgrywać bohaterkę, która musi bronić rodzinę... Przecież to była tylko zgraja chłopaków, którym należałoby się gdyby ktoś ich wsypał. Ja wiem, że łatwo powiedzieć, ale Carmen postąpiłaby jak należy gdyby wyjawiła całą prawdę
    Mały błąd w tekście:
    a ty powiesz cos o sobie
    coś
    Jej matka jest zdenerwowana, chce jej pomóc, a nie wie co się dzieje z córką. Nic dziwnego, że czasem puszczają jej nerwy. To opowiadanie ewidentnie jest nastawione na relacje matka-córka, bo Carmen nie rozmawia praktycznie z ojcem :( Ojciec powinien wspierać matkę i być z nią gdy ta przeprowadza z córką poważne rozmowy.
    Także jak dla mnie to wszystko wina ojca, że nie pomaga matce i nie przymusi Carmen do wyznania prawdy :)

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. A więc już przeczuwam, co stało się z tym gorylem od Jacksona, z którym on rozmawiał wtedy - on obserwuje Mię. Nie dadzą Carmen spokoju. Dobrze, że Sarah jej pomogła i zabrała od niego. Nasza bohaterka już prawie jej się wygadała... Jeśli państwo Morgan wyjadą do jakiejś poradni - i banda Jacksona pomyśli, że wiedzą o wszystkim to może stać im się krzywda. Albo oni dostaną się do domu Morganów i będą grozić dziewczynom lub porwą Mię! Carmen nie mogła powiedzieć matce, co i dlaczego sprzedawała. Jest to zrozumiałe tak samo jak troska matki o córkę. Chce ona jechać do poradni dla dobra swojego dziecka.
    A więc czas na błędy:
    "...a ty powiesz cos o sobie" - to jedyny błąd jaki wypatrzyłam. Tutaj literówka, bo powinno być słowo "coś".
    Jestem zachwycona rozdziałem i oczywiście muszę koniecznie przeczytać następny!
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń