wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział 4




Moje słowa zastępował stłumiony szloch. Nie mogłam wydobyć z siebie chociażby jednego sensownego zdania. Nic. Jedynie słone łzy, od których przeraźliwie piekły mnie policzki. Jeszcze bardziej wcisnęłam twarz w poduszkę. Nienawidziłam słabości, a tym bardziej sama nie chciałam jej okazywać. Znowu. Załkałam kilka razy, po czym otarłam gorzkie łzy w poduszkę.
— Nic — powiedziałam siadając powoli i przecierając oczy. Jedna brew mojej matki podjechała nieco do góry.
— Nie jestem pewna czy to aby na pewno jest nic.
— Naprawdę nic, możesz już iść. — Po tych słowach ponownie rzuciłam się na poduszkę, zamknęłam oczy i w ciszy czekałam, aż kobieta opuści mój pokój. Ku mojemu zaskoczeniu – albo i nie – wyszła dość szybko. Bez zbędnych komentarzy czy pytań.
— Cari?
Gwałtownie popatrzyłam na malutką postać siedzącą obok mnie. Tylko jedna osoba się tak do mnie zwraca.
— Mia — powiedziałam. Rozłożyłam ramiona, zachęcając siostrę, aby się do mnie przytuliła. Ta podeszła do mnie i zaplotła malutkie rączki na mojej szyi. Trwałyśmy tak przez jakiś czas. Czułam się odprężona. Jakby cała złość, strach, smutek czy cokolwiek to było ze mnie uleciało.
— Carmen?
Powrót do rzeczywistości. Popatrzyłam na Mię. Brązowe włosy spoczywały na jej ramionach. Położyła rączki na nogach i siedząc tak wpatrywała się we mnie, a w jej oczach widać było jedynie spokój i... współczucie.
— Dlaczego płakałaś? — zapytała po chwili milczenia. Patrzyłam na nią próbując ponownie nie wybuchnąć płaczem. Przez głowę przeleciało mi stado myśli. Prawdy nie mogę jej powiedzieć.
— Dzisiaj ktoś potrącił pieska Claire i… Jakoś tak mi się jej szkoda zrobiło — wytłumaczyłam starając się brzmieć przekonująco. Siostra tylko delikatnie kiwnęła główką. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Jak ja ją kochałam. Właściwie cała ta sytuacja była śmieszna. Matce wystarczyło powiedzieć, że „nic” się nie stało i szybko sobie odpuściła. Za to mała, nierozumiejąca jeszcze wszystkiego dziewczynka potrafiła ze mną zostać. Kolejny już raz uświadomiłam sobie, jaką ja mam wspaniałą siostrę.
— Biedny piesek — odezwała się — Ale wiesz, że Claire nie miała pieska?
Automatycznie na moją twarz wpłynęło zdziwienie. No fakt, mogłam wymyślić coś lepszego.
— Miała, to był jeszcze szczeniak, może dlatego o nim nie wiedziałaś. — Puściłam jej oko. Kiwnięcie głową.
— Ale ci się włosy poplątały — skomentowała. Zaśmiałam się na jej słowa.
— Zaraz pójdę wziąć prysznic. Jeśli chcesz, to możesz mnie później poczesać.
Na twarzy Mii pojawił się szeroki uśmiech. Odwzajemniłam go, zeskoczyłam z łóżka i czym prędzej poszłam do łazienki.
Reszta wieczoru minęła nie do końca tak, jak planowałam – zasnęłam, podczas gdy siostra delikatnymi ruchami jeździła mi szczotką po głowie.
***
— Carmen, wstawaj — usłyszałam głos matki roznoszący się po pokoju. Zajęczałam cicho i przekręciłam się na drugi bok. Nie chciałam wstawać. Pod kołdrą czułam się tak bezpiecznie…
— Nie… — wymamrotałam pod nosem, ledwie słyszalnie, ale jednak na tyle, że dotarło to do uszu matki.
— Nie ma nie. Wstawaj. Szkoła czeka — powiedziała stojąc nade mną. Nie doczekała się jednak niczego z mojej strony, więc… zdarła ze mnie okrycie.
— Już, no już... — powiedziałam i leniwie zwlekłam się z łóżka. Nieprzytomna zeszłam na dół do kuchni. Przetarłam oczy i usiadłam na krześle przy stole.
— Nie wsypałaś się? — zapytał tata odrywając się od czytania gazety.
— Nie.
Ziewnęłam przeciągle i zabrałam się za konsumowanie kanapek. Nie były złe, ale nie miałam ochoty na jedzenie czegokolwiek. Było mi niedobrze. Odsunęłam od siebie talerz z jedzeniem i wstałam od stołu bez słowa. Na moje szczęście nikt mnie nie zatrzymywał. Wróciłam do pokoju, wyciągnęłam z szafy jakieś ubrania i przebrałam się. Zaczesałam włosy, zrobiłam makijaż. Gdyby nie to, że czułam się, jakbym spała na stojąco to wszystko byłoby naprawdę w porządku.
— Wychodzę — rzuciłam tylko i opuściłam dom.
Podążając do szkoły co chwilę rozglądałam się wokoło. Czułam niepokój. Tak, jakby ktoś cały czas mnie obserwował. Na szczęście nawet o tej porze na ulicy jest dość spory ruch. Za każdym razem, gdy mijałam jakiegoś przechodnia czułam się bezpieczniej.
Ze słuchawkami w uszach dumnym krokiem szłam przed siebie. Dziwne uczucie zdawało się słabnąć, kiedy zbliżałam się do celu. Nie lubię szkoły. Nienawidzę, ale tam… Tam chyba nic mi się nie stanie.
— Carmen! — krzyknęła Emily i w przeciągu kilku sekund znalazła się przy mnie. Ciemne loki spoczywały na jej ramionach, a delikatnie żółta sukienka i dżinsowa kurtka fajnie ze sobą wyglądały. Schowałam słuchawki do plecaka i razem z dziewczyną przekroczyłyśmy progi piekła. Naprzeciwko nas pojawiła się ta stara wredna, jędzowata baba.
— Lepiej ode mnie odejdź, bo całkowicie zniszczysz swoją reputację — rzuciłam w stronę brunetki. Ta tylko prychnęła.
— Nie rozśmieszaj mnie — powiedziała. Dzielnie przetrwałyśmy minięcie z dyrektorką. „Dzień dobry”? A po co to komu?
— Co masz na pierwszej? — zapytałam otwierając moją szafkę i wrzucając do niej niepotrzebne zeszyty.
— Dzisiaj nie mam normalnych lekcji. Przez cały dzień wykłady na temat praw autorskich i plagiatu — odpowiedziała. Tak, to będzie mój przyszły prawnik.
— Ciekawie… — mruknęłam pod nosem.
— Ale Carmen…? Mi się wydaje czy ty naprawdę masz zeszyty na lekcje? — zapytała, a na jej twarzy malował się szok i niemałe zaskoczenie. No tak, ja i książki.
— Co? Nie. To tylko jakieś szkicowniki i takie podobne — wyjaśniłam.
— Aha. A ty co masz na pierwszej lekcji?
Westchnęłam i udałam zamyślenie. Podrapałam się po brodzie i odpowiedziałam:
— To chyba… Matematyka.
— Idziesz?
Po trwającej ciszy wreszcie odpowiedziałam:
— Tak.
Emily stanęła jak wryta i już nic więcej nie mówiła.
***
— Do domu macie całą stronę sto trzydziestą piątą — powiedział nauczyciel na koniec lekcji tuż po tym, jak dało się słyszeć dźwięk dzwonka na przerwę. Wszyscy poderwali się z miejsc i czym prędzej ruszyli do wyjścia z sali. Ze sztucznym uśmiechem na twarzy przysunęłam krzesło do stolika.
— Do widzenia — powiedziałam do nauczyciela na pożegnanie. Mężczyzna oderwał się od pisania czegoś w dzienniku i spojrzał na mnie z podniesioną jedną brwią. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
— Do widzenia, Carmen, do widzenia... — odpowiedział, jakby nie wierzył w to co mówi.
Opuściłam salę lekcyjną i odetchnęłam z ulgą. Już po pierwszej lekcji.
— Och, do widzenia Carmen. — Usłyszałam męski głos za sobą. Popatrzyłam w tamta stronę. Tyler. Przewróciłam oczami i już miałam się stamtąd „ewakuować”, kiedy chłopak stanął mi na drodze. Ciemne włosy postawione miał do góry. Wyglądał dość… mrocznie? Jak zawsze. Kolczyk w wardze robił swoją robotę. Próbowałam go wyminąć, ale to na nic. Kiedy ja robiłam krok w bok on również. W końcu zirytowana postanowiłam się odezwać:
— O co ci chodzi?
Brunet zaśmiał się, a po chwili jego kolega mu zawtórował.
— Naprawdę mam ciekawsze zajęcia niż słuchanie waszego rechotu — rzuciłam i ponownie spróbowałam swoich sił w wyminięciu chłopaka.
— Jak ty się do mnie odnosisz? — zapytał sarkastycznie. Czy on myśli, że jeśli jego kumpel zaśmieje się z wcale nie śmiesznego żartu to jest fajny? Och, błąd.
— Odpieprz się — warknęłam i minęłam chłopaka.
— Nie przeginaj! Masz szczęście, że akurat dziś mam dzień dobroci dla zwierząt — dodał jeszcze i więcej go nie słyszałam. Buc. Tyler Shaw. On od zawsze nienawidzi mnie, ja jego. Dlaczego? To proste. Dla wspólnej rozrywki. Na początku to były tylko głupie żarty typu przyklejanie sobie karteczek o różnych treściach na plecach (kiedy to jeszcze było modne). Później majstrowaliśmy sobie przy szkolnych szafkach, aby zostawić tam jakieś niespodzianki. Czasem było śmiesznie, czasem wręcz kończyło się płaczem, ale od czasów pójścia do nowej szkoły ta sytuacja stała się jeszcze bardziej napięta. Dogryzamy sobie na każdym kroku. Znaczy ja może ostatnio przystopowałam, ale z tego co widzę to jemu się to jeszcze nie znudziło. Cóż… Nie pozostanę dłużna jeśli coś wywinie.
— Ty jesteś Carmen? — Ponownie usłyszałam czyjś głos. Tym razem kobiecy.
— Zależy dla kogo — odpowiedziałam blondynce w bardzo dziwnych, wielkich okularach, za którymi kryły się karmelowe oczy.
— Dyrektorka chciała cię widzieć. — Nic więcej nie musiałam słyszeć. Na mojej twarzy wymalował się kpiący uśmieszek. Zapowiada się zabawa. Może ten dzień wcale nie jest jeszcze spisany na straty…
***
— Chciała mnie pani widzieć! — powiedziałam donośnym głosem, gdy tylko wparowałam bez pukania do gabinetu szkolnej jędzy. Kobieta poparzyła na mnie znad okrągłych okularów z totalnym spokojem. Ach tak, styl oficjalny.
Ale w gabinecie był ktoś jeszcze. Mianowicie moja matka. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem na widok filiżanki z herbatą w jej dłoni.
— A cóż to za okazja? Spotkanie towarzyskie z akompaniamentem gorącej herbatki? Jestem coraz bardziej zainteresowana tą wizytą…
— Carmen! Co ty dziecko wyrabiasz? Jak się zachowujesz? Mało masz kłopotów? Grzeczniej proszę. Poza tym co ci dziś strzeliło do głowy, że mówisz takim głosem? — Też cię kocham.
Odsunęłam sobie krzesło obok rodzicielki i rozsiadłam się na nim wygodnie. Obie kobiety przyglądały mi się jakbym zaraz miała coś zrobić. Zmarszczyłam delikatnie brwi.
— Coś nie tak z moim głosem? — zapytałam wreszcie.  Matka przewróciła oczami, a dyrektorka trwała w bezruchu. Twarda sztuka.
— Zmieniając temat — odezwała się naczelna sadystka — dowiedziałam się o czymś, co miało miejsce w zeszłym tygodniu… Nie jest to zbyt przyjemna informacja. W każdym razie dotyczy ciebie i jeszcze jednej dziewczyny.
— W zeszłym tygodniu… — Podrapałam się po brodzie i udałam zamyślenie. — Nie kojarzę.
— Rzuciłaś się na pannę Brooke — wytłumaczyła dyrektorka, a mi przed oczami przeleciał obraz z tamtego dnia.
— Jesteś śmieciem, Morgan — krzyknęła do mnie Amanda. Zignorowałam ją. Miałam w czterech literach co myślała na mój temat ta pinda.
— Skończyłaś? — zapytałam po chwili. Stałyśmy tak od jakichś dziesięciu minut, a jej nadal nie nudziło się rzucanie w moją stronę różnych epitetów. Dlaczego? Nie ma wyjaśnienia. Logika szkolnej pani Mam-Tapetę-Na-Gębie-Więc-Jestem-Fajna nie jest dla mnie.
Blondi prychnęła kpiąco i zmrużyła oczy.
— Taka mądra jesteś? Ciekawe na kogo wyrośnie twoja siostra, obierając sobie ciebie jako przykład. Będzie taką szmatą jak ty — wysyczała. Koniec. Zakipiało we mnie i to nieźle. Ruszyłam w stronę dziewczyny w zaskakująco szybkim tempie. Plask.
— Ty małpo! — wrzasnęła łapiąc się za czerwony policzek. Po chwili jednak zacisnęła szczękę i sama rzuciła się na mnie. Zaczęłyśmy się szarpać. Ja straciłam trochę włosów, ale ona wcale nie była mniej poszkodowana.
— Przestańcie! — krzyknął nauczyciel i nas rozdzielił. — Obie do dyrektorki!
— Obraziła moją siostrę — rzuciłam szybko.
— To jest powód, aby kogoś bić?
— Należało jej się. — Wzruszyłam ramionami.
— Nie, Carmen. Tym razem miarka się przebrała. Wizytę u psychologa masz gwarantowaną.
— A ona?
— Nie. — Zamknęłam oczy słysząc te słowa. No tak, mamusia Amandy pewnie już tu była.
— Niech mi pani powie, ile pani dostała w łapę za niewinność Brooke? — zapytałam głęboko patrząc dyrektorce w oczy.
— Carmen! — krzyknęła matka, ale ją zignorowałam. Dyrektorka milczała. Nie zaprzecza?
— Sprawiedliwość — powiedziałam i czym prędzej opuściłam gabinet. Normalnie to kłóciłabym się z tą stara babą, ale… Nie dzisiaj. Brak mi siły. I tak już moja przeszłość zaczyna mi deptać po piętach…




No hej! Wreszcie rozdział! Nie jest jakiś najlepszy. Moim zdaniem za krótki i nieco za szybko akcja mi w nim poleciała, ale zdałam sobie z tego sprawę dopiero, jak go przeczytałam, a chcę go już opublikować ;) Nadużyłam w nim "***" xD 
Poza tym, trochę w nim elementów pomieszanych z różnych... rzeczy? Ktoś się domyśla?
Imię Tyler - bohater z TVD :D Chociaż ja go lubię w tym serialu i jestem za Forwood, ale co tam xD
Wizerunek tego bohatera - wzorowany na Luke'u Hemmingsie xD Jego też lubię... 
Nazwisko Shaw - pochodzi z trylogii o Marze Dyer. Co jest oczywiste? Bohatera z tym nazwiskiem też lubię, ale jakoś tak mi te rzeczy poprzychodziły na myśl xD

Może i Carmen nie ma zbyt wielu zwolenników, ale mi jest jej szkoda :/ Dyrektorka... Oj, nieładnie. Ale zrobiłam to celowo. Miało być coś z mojego życia i jest - niesprawiedliwość pedagogów, której ostatnio szczególnie doświadczyłam...

Co by tu jeszcze...
Jutro poproszę Was o głosy w konkursie na drabble, więc jeśli będziecie tak hojni to zagłosujcie na moją pracę, jeśli przypadnie Wam do gustu ;) Ale o tym jutro. 

Następny rozdział raczej pojawi się szybciej ;) Kolej Maggie! :D

O czymś zapomniałam...
W każdym razie jeszcze raz przepraszam za tak długi okres czekania, ale naprawdę nie mogłam.

I tak o czymś nie wspomniałam... Mniejsza o to. Notka będzie aktualizowana najwyżej ;)

A tak jeszcze... Jestem ciekawa, kto czyta notki pod rozdziałami... Jeśli więc to przeczytałeś to umieść gdzieś w swoim komentarzu słowo "beczka" xD
Pozdrowionka! 
PS. Jak spędziliście wakacje? :D
PPS. Błędy? Poprawiajcie xD
EDIT:
Cały czas ucieka i pojawia się jeden obserwator, ale nie zaczaiłam jeszcze kto to... KTOSIU! Zostań z nami xD

15 komentarzy:

  1. Rozdział wcale nie krótki, idealny. Mi tam nie przeszkadza, że są w nim gwiazdki, opisywanie szczegółowe drogi do szkoły, później całego czasu w tej instytucji byłoby nudne, a tak to mamy ważniejsze elementy z dnia, co mi się bardzo podoba. W ogóle ten rozdział był fajny, niby nic takiego się w nim nie działo, ale warto było na niego czekać. ^^
    Dowiadujemy się coraz więcej rzeczy o Carmen, to na plus. Czasem trochę gubię się w bohaterach, ale to nie problem. Zdziwiło mnie, że jej matka tak łatwo odpuściła na początku, u mnie by to nie przeszło. :D
    No i ta niesprawiedliwość dziejowa - brzmi aż nazbyt znajomo. Chciałam, żeby dziewczyna poszła do psychologa, więc nie współczuję. Może akurat jej to jakoś pomoże? :)
    Dzisiaj nie pojawili się ci faceci co ostatnio, jestem ich strasznie ciekawa! Czekam na kolejne! ;3
    Hehe, przybij beczkę! xD
    Oceanu weny! :*
    ~Rebb~

    OdpowiedzUsuń
  2. PRZEPRASZAM ZA USUNIĘCIE KOMENTARZA LEXI!! MATKO, ALE JESTEM GŁUPIA... BYŁ CUDOWNY KOCHANA, TO PRZEZ PRZYPADEK!.... MOJA GŁUPOTA MNIE DOBIJA... :'(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Beczka :D Fakt, krótki, ale to nie zmienia faktu, że dobrze mi się go czytało:) To trochę niesprawiedliwe, że Amanda nie zostanie pociągnięta do odpowiedzialności, ale jak widać pieniądz rządzi światem, więc nie ma się co dziwić:) Szkoda mi Carmen, że została tak potraktowana, co nie zmienia faktu, że dalej nie pałam do niej zbytnią sympatią. Denerwują mnie tacy ludzie.. i nie wiem, czemu jej przyjaciółka się dziwiła, że Cari idzie na lekcję. Do szkoły chyba właśnie po to się chodzi, czyż nie? Mogła zostać w domu, jak chciała mieć na wszystko wyjebane. Tyler mój Bóg! <3 Ja tam może jestem za Klaroline, ale i tak naszego wilczka uwielbiam. Może on ją jakoś ogarnie, bo mega działa mi na nerwy. Czekam na nn! :* http://make-me-heart-attack.blogspot.com/ + przepraszam, że usunęłam poprzedni, ale dopiero po chwili zorientowałam się, że go nie skończyłam XD L x" - komentarz autorstwa Lexi E.

      Jeszcze raz od Mary:
      Kochana! Jeszcze raz błagam o przebaczenie xD Mam nadzieję, że nie będzie Ci przeszkadzać to, w jaki sposób go teraz odratowałam xD Bo tu on już zniknął, ale na panelu nawigacyjnym blogera strony nie odświeżyłam i tam jeszcze był, ale gdy tylko na chwilę stamtąd "wyjdę" jego już nie będzie wcale, więc go przepisałam xD
      Mam nadzieję, że bez błędu.
      Pozdrawiam, jeszcze raz przepraszam za zamieszanie.

      Usuń
    2. Hahahahha kochanie spokojnie XD Nic się przecież nie stało:)

      Usuń
  3. Może trochę Carmen przesadziła z tym że się rzuciła na Amandę, ale nie dziwię jej się że się na nią zdenerwowała jak tamta jej siostrę obraziła.
    No i jak Carmen ma iść do tego psychologa to może niech lepiej pójdzie, bo może to jej pomoże.
    No i ciekawe kim jest ten chłopak co ją zaczepił. Czy ma coś wspólnego z jej przeszłością czy to zwykły znajomy ze szkoły którego nie lubi.

    Czekam na kolejny rozdział i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdzial jak zawsze, nie dziwie się że Carmen "rzuciła" się na tamtą dziewczyne, nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, to chyba ja jestem tym ktosiem :) Beczka, sorki, że nie ukazałam się wcześniej, ale byłam pewna, że komentowałam ;) Rozdział jak zwyklę cudowny! Obie bardzo fajnie piszecie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej. Nie wiem jak to robią takie dzieci, ale przed nimi nic się nie ukryje. A jak nie powiesz to będą wiercic dziurę w beczce, aż się dowiedzą o co chodzi.
    Jakoś dzięki temu wpisów bardziej przekonałam się do Carmen. Aż za dobrze znam takie sytuacje. Kiedyś o mało się nie pobiłam z chłopakiem z klasy dlatego, że coś powedzial na mojego młodszego brata. Taaa.. Ja wiecznie wzorowa uczennica, a co dopiero ona. Mam takie samo zdanie co Carmen. Na mnie możesz gadać ile chcesz ale od mojej rodziny trzymaj się z daleka, bo pożałujesz. I jak widać to pożałujesz poskutkowało szkoda ze na tak krótko. Nie ma to jak sprawiedliwość dzisiejszego świata. Psycholog nie gryzie, co najwyżej po wizycie naszej kochanej grzecznej dziewczynki (XD) będzie sam potrzebować psychologa.
    Do następnego.
    Pozdrawiam, ściskam, co tam tylko chcesz :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć! Jestem! Wiedziałam, ze mam u Madzi zaległości, i szukałam ich na Twoim "drugim" blogu. No, ale tam muszę być na bieżąco, wiec tutaj zostało mi do przeczytania, a w zasadzie już nie opowiadanko! Bardzo ciekawa ta wasza historia, muszę to przyznać dziewczyny! :) Dylan na szablonie już mnie uwiódł, a Wasze opowiadanie jest świetne. Czekam na więcej! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mi się rozdział bardzo podoba, znam tą niesprawiedliwość wśród nauczycieli no i już niedługo znów się zacznie :(
    Beczka xd

    Życzę werny

    OdpowiedzUsuń
  9. Wybacz opóźnienie, ale byłam nad jeziorkiem, a tam nie miałam internetu. Teraz wróciłam i nadrabiam...
    To ten, babeczka, nie? :D Ja zawsze czytam notki, choć, nie będę ukrywać, czasem mi się nie chce. Na przykład teraz. Jest trzecia w nocy, a ja sobie czytam opowiadania. No dlaczego nie. XD
    Okej, po tym, co się stało jest mi też szkoda Carmen, ale tylko przez to wspomnienie. Tak, to sama w sobie jest winna. Pobili ją, okej, ale to nie znaczy, że ma być dla wszystkich taką suką, hm? Przecież mogła wybrać inną drogę, mogła, no nie wiem, ale na pewno nie buntować się! Kurcze, nie rozumiem jej! :/
    Widzę, że ona ma w tej szkole samych wrogów. Jak nie tamten chłopak, który mnie zaintrygował, więc proszę go o więcej, to ten plastik, którego już tu nie chcę. Nienawidzę takich sztucznych, bogatych lasek, które myślą, że wszystko im wolno. O nie, nie ma tak łatwo.
    Dobrze, że jej siostrzyczka jest taka wyrozumiała, że jej nie zostawia, jak ta matka. Moim zdaniem ona powinna zostać, ale nie naciskać. Usiąść, ukazać zaintereswowanie dzieckiem, a nie wyjść...
    Co to ma być za szkoła, w której przyjmują łapówki? Rozumiem, że mogą mieć kryzys, ale kurcze, bez przesady, nie? .-.
    Okej, ja zmykam.
    PS. Jeśli chcecie, to zapraszam do siebie; kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Chciałabym Cię poinformować iż od następnego rozdziału spotkasz mnie pod nickiem ♥мαм ¢zкαωкę♥. Jest to dosyć istotna zmiana, bo nadal masz we mnie czytelnika :) ps. Świetny szablon!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nie jestem rzeczywiście zwolenniczką bohaterki, jest dla mnie ciągle zbyt bezczelna. Szkoda, że nie znam przyczyny, może jakbym ją zrozumiała obdarzyłabym sympatią :)
    Błędy poniżej:
    poczym otarłam gorzkie łzy w poduszkę.
    po czym
    Nie wsypałaś się?
    wyspałaś
    pojrzał na mnie z podniesiona jedna brwią
    podniesioną
    Popatrzyłam w tamta stronę.
    tamtą
    Kobieta poparzyła na nie znad
    mnie
    strzeliło do głowy, że mówisz taki głosem?
    takim
    przeleciał obraz tamtego z tamtego dnia.
    do wyrzucenia pierwsze "tamtego"
    Nie wiem czy to aktualne ale beczkę dam.
    Siostra Carmen jest słodka. Dobrze, że dziewczynka wywiera na siostrę pozytywny wpływ.
    Dziwię się, że ciągle to matka jest u dyrektorki, a ojciec nic nie robi sobie z zachowania córki. Powinien ja utemperować, a nie zostawiać ją na głowie żony.

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Naczelna sadystka- idealne określenie na dyrektorkę :D Zwłaszcza taką wstrętną. Carmen miała rację, że dała tej Amandzie, czy jak jej tam w twarz :D Lubię małą Mię : )

    OdpowiedzUsuń
  13. Mia nie jest głupia chociaż to małe dziecko i pewnych rzeczy nie rozumie. Jest jednak dla swojej siostry jedyną osobą, która wydaje się ją rozumieć. Jeżeli chodzi o panią Morgan to zbyt szybko odpuściła. Biorąc pod uwagę zapłakaną córkę, która nie może się opanować i cały czas szlocha oraz nie chce powiedzieć, co się stało - za nic w świecie nie powinna odpuścić. Mogła zostać i wyciągnąć od niej te informacje. Tak wyszło, że ma poważne problemy córki w głębokim poważaniu... Ten cały Tyler najwyraźniej jeszcze nie dorósł i nadal zamierza "walczyć" z Carmen na głupie żarciki. Najbardziej jednak powalająca była trafna ocena dyrektorki - naczelna sadystka. Czepia się Carmen, ale dziewczyna swoich zachowaniem też jakby trochę sprowadza na siebie kłopoty. Dyrektorka jest niesprawiedliwa, ale czy ktokolwiek widział sprawiedliwość w szkole?
    Przejdźmy do błędów:
    "załkałam kilka razy, poczym..." - powinno być "po czym";
    "...powiedziałam rozłożyłam ramiona..." - po słowie "powiedziałam" powinien znajdować się przecinek lub kropka;
    "...spojrzał na mnie z podniesiona jedną brwią" - powinno być " z podniesioną";
    "kobieta popatrzyła na nie znad..." - zamiast "na nie" powinno być "na mnie";
    "Poza tym co ci dziś strzeliło do głowy, że mówisz taki głosem?" - zamiast słowa "taki" powinno być "takim";
    "wytłumaczyła dyrektorka, a mi przed oczami przeleciał obraz tamtego z tamtego dnia" - powinno być "obraz z tamtego dnia", czyli to pierwsze słowo "tamtego" jest niepotrzebne.
    Ok dość o błędach xD Popełniam ich znacznie więcej ;p
    Jestem mile zaskoczona. Jak pisałaś o kolczyku w wardze skojarzyła mi się jedna osoba - Luke Hemmings. I jak widać miałam rację, gdyż wizerunek Tylera jest wzorowany na Luke'u. Też go lubię i piszę o nim opowiadanie :) Masz za niego dużego plusika :D Beczka xD
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń