niedziela, 19 lipca 2015

Rozdział 3

― Carmen, nie zaczynaj ― upomniała mnie matka.
― Do żadnego psychologa się nie wybieram ― powtórzyłam dobitnie, wciąż patrząc w czekoladowe oczy szanownej pani dyrektor.
Kobieta chrząknęła. Zmrużyłam oczy i patrzyłam, jak ta zerka ukradkiem na matkę. Wiedziałam, że obie były tego samego zdania, ale ja się z nim nie zgadzałam. Nie miałam zamiaru iść do żadnego... psychologa! Nie byłam jakąś wariatką! Czy one naprawdę za nią mnie uważały? Nie! Ja się nie dam!
― Carmen, usiądź ― powiedziała uroczystym tonem dyrektor.
Miałam zamiar coś powiedzieć, ale mama siłą zmusiła mnie, bym usiadła na miejscu obok niej. Westchnęłam ciężko i przewróciłam oczami. Założyłam ręce na piersi, a nogę na nogę, po czym wlepiłam wzrok w śmiertelnie poważną twarz kobiety, siedzącej za biurkiem.
― Wszyscy mylą psychologa z psychiatrą. Mam wrażenie, że ty też...
― Nie! ― bezczelnie przerwałam dyrektorce, na co ona otworzyła szeroko oczy. ― Nie jestem żadną wariatką! Mam równo pod sufitem! Nie będę z nikim rozmawiała, bo wszystko jest w jak najlepszym porządku!
― Carmen. Ja wiem, że wszystko jest z tobą dobrze. Nie powiedziałam, że jest inaczej...
― Powiedziała pani, że chce mnie pani wysłać do psychologa! ― wycedziłam przez zęby.
― Tak. Powiedziałam tak i nie zaprzeczam temu, ale to ci dobrze zrobi... ― zaczęła, ale ja ponownie jej przerwałam.
― Gówno zrobi! ― wydarłam się.
― Carmen! ― moja mama krzyknęła na mnie i spojrzała z przerażeniem w oczach. ― Jak ty się odzywasz?! Chociaż tutaj zachowuj się jak przystało!
― Przepraszam ― powiedziałam tak od niechcenia. ― Już nie będę.
Zacisnęłam mocno szczękę i wlepiłam wzrok w blat biurka. Nie panowałam już nad swoimi emocjami. Żałowałam, że w ogóle tu przyszłam, ale chęć podsłuchania rozmowy matki z dyrektorką wygrała! Zawsze przegrywałam ze swoją tak silną ciekawością. Już wiele osób mówiło mi, że to kiedyś źle się skończy, ale ja im nie wierzyłam.
― Ja bardzo przepraszam za córkę. Kiedyś taka nie była. Już od kilku lat jest taka opryskliwa nie słucha się, buntuje... Ja już z mężem nie wiemy, co mamy robić. Chcieliśmy ją wychować na dobrą dziewczynę. Nie wiem, gdzie popełniliśmy błąd ― zaczęła swój monolog matka. Zawsze mnie tym nudziła. Do tego ten jej głos... Taki usypiający!
― To nie pani ani pani męża wina. W dzisiejszych czasach młodzież się buntuje...
Dalej już nie słuchałam. Zamknęłam mocno oczy i marzyłam o tym, by to w końcu się skończyło.
***
― I co? ― usłyszałam za sobą, gdy już wyszłam z sekretariatu, trzaskając za sobą drzwiami. ― Ej! Młoda!
― Co?! ― ryknęłam, odwracając się w stronę Paula. Chłopak stanął jak wryty, gdy usłyszał mój ton głosu.
― Coś taka zdenerwowana? ― zapytał niepewnie.
― Chcą mnie wysłać do psychologa! ― wydarłam się, a uczniowie znajdujący się w pobliżu, odwrócili wzrok w moją stronę. ― Co się tak gapicie?! Nie macie niczego innego do roboty?! ― krzyknęłam tym razem do nich.
― Chodź ― powiedział spokojnie Paul.
Chłopak objął mnie ramieniem i zaczął prowadzić w stronę wyjścia ze szkoły. Jak dobrze, że lekcje już się skończyły! Nie miałam zamiaru siedzieć w tej budzie i słuchać nudnej paplaniny nauczycieli. To zawsze mnie nudziło i czekałam tylko na moment, aż wyjdę z tej szkoły. Dlaczego uczyli mnie rzeczy, które nie przydadzą mi się w życiu?
― Opowiadaj ― zarządzał Paul, siadając ze mną na ławce.
― Co tu dużo mówić? Matka przyszła do dyrektorki. Urwałam się z matmy i poszłam pod sekretariat. Babki nie było, bo gdzieś tam wyszła, więc weszłam i stanęłam przed drzwiami do gabinetu dyrektorki i zaczęłam podsłuchiwać...
― Ty niedobra ― zacmokał chłopak.
― Co poradzę? Ciekawość jest ode mnie silniejsza ― wzruszyłam ramionami. ― Więc tak słuchałam i jak wspomniały o psychologu... Po prostu się we mnie zagotowało! Nie wytrzymałam i tam poszłam, ale... żałuję. Musiałam później słuchać ich kazania...
Złapałam się za głowę, a Paul wybuchł głośnym śmiechem. Spojrzałam na niego spode łba.
― To nie jest śmieszne ― skrzywiłam się.
― Owszem, nie jest, ale twoje marudzenie czasami mnie bawi ― ponownie się zaśmiał, a ja się skrzywiłam.
― To co mam zrobić? ― spytałam z nadzieją, że jako przyjaciel mi doradzi.
― Pójść tam ― uśmiechnął się lekko.
― Co?! ― krzyknęłam i poderwałam się na równe nogi. ― Ty niepoważny jesteś?! Słyszysz siebie?!
― Doskonale! Co zaszkodzi ci pójść? ― zmarszczył czoło.
― Nie pójdę tam ― syknęłam i zmrużyłam oczy.
― Dlaczego? Bo masz taki kaprys? ― zaśmiał się wesoło. ― Carmen, Carmen, Carmen... Pójdziesz tam jak grzeczna dziewczynka i...
― Nie pójdę! ― przerwałam mu.
― Ci! Nie przerywaj mi! Siadaj! ― powiedział rozbawiony, siląc się na poważny ton. Posłusznie usiadłam na wskazane przez niego miejsce, ale przybrałam minę naburmuszonego dziecka. ― I tak umówią cię na wizytę, czy ci się to podoba, czy nie. Nie masz nic do gadania, bo nie jesteś jeszcze pełnoletnia. Jak będziesz się stawiała, to zaprowadzą cię tam siłą, więc bądź grzeczna i się zgódź. Co cię to kosztuje? Później dadzą ci spokój, a chyba na tym ci zależy, no nie? ― wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu na zakończenie swojego monologu.
Zamrugałam kilkakrotnie oczami. Nie miałam zamiaru iść do psychologa, ale Paul rzeczywiście miał rację. Gdybym poszła to daliby mi spokój. Chociaż na chwilę. Mama dnie i noce by mi o tym truła, a naprawdę potrafiła być denerwująca. Jeszcze bardziej niż dziecko, które marudzi, bo chce, by kupić mu obiecaną rzecz. Zastanawiałam się przez dłuższą chwilę, po czym spojrzałam oniemiała na przyjaciela.
―Przekonałem cię? ― zapytał z nieukrywaną radością, gdy przez długi czas się nie odzywałam.
― A idź mi! ― wstałam z ławki i zaczęłam iść w swoim kierunku.
― Czyli przekonałem! ― usłyszałam w oddali jego zadowolony głos. ― Ej! Czekaj!
Zatrzymałam się i odwróciłam. Paul podbiegł do mnie.
― Wczoraj po imprezie zapomniałem ci oddać torebkę ― wytłumaczył i wskazał na swoje auto, stojące na parkingu.
Pokiwałam ze zrozumieniem głową i poszłam za nim do jego cudeńka. Piękna, czarna zabaweczka, której lakier połyskiwał w świetle słońca. Nie wiedziałam, jaka była to marka, ale byłam pewna, że auto nie było tanie.
― Dzięki ― uśmiechnęłam się, kiedy chłopak wręczył mi moją własność.
― Podwieźć cię do domu? ― zapytał z przekąsem. Zaśmiałam się.
― Nie, dzięki. Przejdę się. Do jutra! ― pomachałam mu i odeszłam. Chłopak odwzajemnił gest.
Z wymalowanym uśmiechem na twarzy opuściłam terytorium szkoły. Szłam ulicami Waszyngtonu, ze wzrokiem utkwionym w ziemię. Zerkałam przed siebie tylko wtedy, gdy musiałam przejść przez drogę. Wiał ciepły i lekki wiatr, który bezkarnie bawił się moimi brązowymi włosami. Słońce miło grzało, więc zwróciłam twarz ku górze. Przymknęłam na chwilę oczy. Po chwili speszona zaczęłam iść przed siebie, bo zorientowałam się, że ludzie mi się przyglądają. Posłałam im mrożące krew w żyłach spojrzenie. Pewnie zastanawiali się, co to idzie za idiotka.
Znajdowałam się już ponad kilometr od domu, kiedy w oddali zobaczyłam twarze, które tak bardzo chciałam zapomnieć. Poczułam, że coś ściska mnie w sercu. Przełknęłam głośno ślinę, a moje nogi zrobiły się jak z waty. „Żeby tylko mnie nie zobaczyli, by tylko nie zobaczyli...” ― mówiłam rozpaczliwe w myślach. Na miękkich i trzęsących się nogach zaczęłam się wycofywać. Nie chciałam zostać zauważona. Już miałam zniknąć za rogiem budynku, kiedy mnie... zobaczyli. Było ich pięciu. Tak jak kiedyś. Na ich twarzach pojawiły się obrzydliwe uśmiechy. Miałam ochotę zwymiotować. Zaczęli iść w moją stronę, a ja dostałam ataku paniki! Zaczęłam żałować, że nie zabrałam się z Paulem. Jęknęłam głośno. Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam uciekać, gdzie pieprz rośnie. Nie wiedziałam, czy biegli za mną. Bałam się spojrzeć w tył. W moich oczach zaczynały zbierać się łzy, ale usilnie starałam się je powstrzymać. Przebierałam nogami najszybciej, jak potrafiłam. W pewnym momencie jak na złość zaplątały mi się i upadłam plackiem na asfalt, pomiędzy jakąś parę. Syknęłam. Nieznani mi chłopak i dziewczyna popatrzyli na mnie z wymalowanym szokiem na twarzy. Mruknęłam coś niezrozumiałego pod nosem i nie zważając na ból obdartych nóg i kolan, poderwałam się z miejsca i zaczęłam ponownie biec. Kątem oka zauważyłam, że jeden z Nich znajduje się kilka metrów ode mnie. Z trudem powstrzymałam piśnięcie. On szedł za mną! Przebiegam na czerwonym świetle, cudem unikając zderzenia z białym audi. Usłyszałam za sobą wyzwiska kierowcy pod mym adresem, ale mało mnie to obchodziło.
― Ajć! ― krzyknęłam, gdy wpadłam na jakiegoś faceta, który patrzył na mnie ze złością, bo wylałam na niego jak i na siebie... Piwo. Jeszcze tego mi brakowało! Matka mnie zabije! Jak to cuchnie! ― Przepraszam! ― pisnęłam.
Wyszarpałam się z mocnego uścisku mężczyzny i nie oglądając się za siebie, biegłam ile sił w nogach. Ucieszyłam się w duchu, bo do celu zostało mi już nie dużo. Zacisnęłam szczękę, ponieważ dostałam kolki. A niech mnie! Ciężko oddychałam, a na moim czole już dawno pojawiły się krople potu. Miałam przeczucie, że policzki miałam czerwone, ponieważ paliły mnie. Zaczynałam zwalniać, ale usilnie starałam się nie zatrzymać, by nie zostać złapaną.
― Mała! Zatrzymaj się! ― usłyszałam za sobą Jego głos.
Podskoczyłam ze strachu. Był już blisko. Zacisnęłam mocno szczękę tak, że zaczęła mnie boleć. Musiałam wytrzymać! Czas zdawał mi się ciągnąć godzinami! A były to tylko sekundy! Ze łzami w oczach dobiegłam do domu, ale jeszcze nie odetchnęłam z ulgą. Wbiegłam do budynku i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Na wszelki wypadek przekręciłam klucz dwa razy. Na trzęsących się nogach już sprintem pognałam do swojego pokoju, gdzie od razu rzuciłam się na łóżko, wcześniej trzaskając za sobą drzwiami. Ciężko oddychając, zaczęłam płakać w poduszkę. Nie chciałam, by ktoś mnie usłyszał, ale nie mogłam się uspokoić. Wspomnienia powróciły. ,,Co oni tu robią?!’’ ― krzyknęłam w myślach. Tak bardzo chciałam wymazać to z pamięci, ale nie mogłam. Widziałam to przed oczami, jakby wydarzyło się wczoraj.
Było ciemno, a ja wracałam od Emily. W pewnym momencie poczułam, jak ktoś zamyka mnie w swoim stalowym uścisku, uniemożliwiając ucieczkę i zakrywa usta dłonią. Zaczęłam się szarpać, ale na marne. Nawet nie mogłam krzyczeć. Ktoś zaczął ciągnąć mnie w jakieś ciemne miejsce. Byłam przerażona! Rwałam się na wszystkie strony, w wyniku czego usłyszałam śmiech, ale nie jednej, lecz kilku osób. Domyślałam się, kto to był.
― I co, zdziro?! Myślałaś, że tak szybko ci odpuścimy?! ― krzyknął chłopak, który zamknął mnie w swoim uścisku. Teraz rzucił mnie na ścianę, na której się zatoczyłam.
Spojrzałam z przerażeniem w oczach na otaczającą mnie grupkę chłopaków. Jeszcze nigdy tak się nie bałam. Serce waliło mi w piersi jak oszalałe. Miałam wrażenie, że zaraz mi z niej wyskoczy. Cała się trzęsłam. Skuliłam się w kącie i czekałam na dalszy rozwój akcji, choć w głębi pragnęłam, by nic już się nie wydarzyło.
― Co sobie myślałaś?! ― ,,przywódca’’ złapał mnie za włosy i ciągnąc za nie podniósł mnie w górę, przez co moja twarz była na równi z jego. Krzyknęłam.
― Puść mnie ― szepnęłam z rozpaczą.
Chłopak zaśmiał się demonicznie. Po plecach przeszły mnie ciarki. W tych ciemnościach ledwo widziałam zarys jego twarzy, ale bez trudu mogłam odgadnąć, że patrzył na mnie z wyższością i rozbawieniem. Bałam się ruszyć lub cokolwiek zrobić. Jeszcze nigdy strach tak bardzo mnie nie paraliżował.
― I co? Teraz już taka dzielna nie jesteś, co? Suka― plunął mi prosto w twarz. Co za cham! 
Wypuścił z rąk moje włosy i dał mi siarczystego policzka. Bardzo zapiekło, a ja mimowolnie krzyknęłam z silnego bólu, upadając na zimną ziemię. Przyłożyłam do niej na pewno czerwony policzek. Z oczu popłynęły mi łzy. Czułam się jak jakaś szmaciana lalka.
― To za to, że chciałaś nas wsypać ― warknął i tak jak jego koledzy zaśmiał się.
Niespodziewanie kopnął mnie w brzuch. Krzyknęłam głośno i zwinęłam się z niewyobrażalnego bólu. Zaczęłam płakać. Nie chciałam pokazać, jak bardzo byłam słaba, ale w tamtym momencie nie potrafiłam. Nie umiałam być obojętna na ten ból. Chciałam uciec, ale nie mogłam. Byłam w pułapce, z której nie mogłam się wydostać, dopóki oni tam byli.
― A to za nieposłuszeństwo ― zaśmiał się cynicznie.
Chłopak kucną przede mną i spojrzał w twarz. Zamknęłam oczy, bo obawiałam się tego, co zrobi. Był zdolny do wszystkiego. Już nie raz zdążyłam się o tym przekonać. Byłam w kropce.
― Teraz będziesz się nas słuchała, rozumiemy się, dziewczynko? ― na jego twarzy pojawił się obrzydliwy uśmiech.
― Nie ― wycharczałam i z trudem nabrałam do płuc powietrza.
― Coś ty powiedziała, bo nie dosłyszałem? ― powiedział szybko i nachylił się nade mną.
― Nie ― powtórzyłam dobitnie. ― Nie będę na wasze usługi. Już nie będę ich sprzedawała! Znajdźcie sobie kogoś inne...
Nie zdążyłam dokończyć, ponieważ poczułam na twarzy pięść. Zawyłam jak maltretowane zwierzę. Płakałam. Głośno szlochałam i zaczęłam błagać o litość, ale oni mnie tylko kopali. Wszędzie. W głowę, w brzuch, plecy, deptali mi nogi, ręce... Czułam się jak szmata. Nie mogłam nic zrobić, tylko leżeć jak to bezbronne niemowlę i krzyczeć, i na przemian płakać. To było coś okropnego. Jeszcze nigdy w życiu nie przeżyłam takiego koszmaru. Chciałam, by przestali. Błagałam ich o litość, ale moje słowa wchodziły przez ich jedne ucho, a wychodziły drugim. Mogłam jedynie czekać, aż zatłuką mnie na śmierć. Ból był silny, bardzo. Nawet nie wiedziałam, w jakim momencie straciłam przytomność, ale to było wybawienie.
Płakałam w swoją poduszkę i nie mogłam przestać. Za nic nie potrafiłam wymazać w pamięci tamtej nocy. Było to ponad dwa lata temu, ale gdy dzisiaj się pojawili, wszystko mi się przypomniało. A tak bardzo chciałam zapomnieć... Te wszystkie moje koszmary... To było przez to. Od tamtej pory wciąż mi się śniły. To było okropne.
W wieku piętnastu lat znalazłam się w nieprzyjemnym towarzystwie. Wtedy wkręcili mnie w sprzedawanie narkotyków. Właśnie Oni. Na początku była z tym fajna zabawa, ale później omal mnie nie przyłapano. Poza tym dowiedział się o tym Paul i kazał mi przestać, bo zagroził, że powie rodzicom. Zrobiłam tak, ale tamci nie chcieli pozwolić mi zrezygnować. Gdy się im zbuntowałam, pobili mnie. Tamtej nocy. To mi utkwiło w pamięci. Na zawsze...
Gdy przebywałam w szpitalu, pozwolili mi wyjść do łazienki. Tylko na chwilę. Minęło już kilka dni od pobicia. Powolnym krokiem doszłam do pomieszczenia. Stanęłam przed niewielkim lustrem i się przeraziłam. Nie poznawałam sobie. Moja twarz wyglądała koszmarnie. Jedno oko było podbite, na brwi nad drugim okiem znajdowała się ogromna rana. Tak samo na policzku, brodzie, czole... Moja twarz cała była w ranach. Tak jak ciało. Byłam cała posiniaczona. Do tego miałam połamaną prawą rękę. Wyglądałam koszmarnie. Aż płakać się chciało.
Zakryłam usta lewą dłonią. Po policzku spłynęła mi samotna łza. Po pobiciu jeszcze nie wiedziałam się w lustrze i ten widok spowodował, że zachciało mi się płakać. Na początku szlochałam cicho, a później głośniej. Oparłam się o ścianę, po której zsunęłam się na podłogę wyłożoną kafelkami.
Nabrałam łapczywie powietrza. Wszyscy wiedzieli, że zostałam pobita, ale nikt nie miał pojęcia, kto i dlaczego to zrobił. Nikomu o tym nie mówiłam. Nawet rodzicom, a tym bardziej Claire, której ze wszystkiego się zwierzałam. Po wyjściu ze szpitala Oni „odwiedzili” mnie i zaczęli grozić, że jak wszystko powiem to powiedzą, że z nimi sprzedawałam narkotyki. Nie miałam wyboru i byłam zmuszona nic nikomu nie mówić.
Moje gorzkie łzy moczyły poduszkę. Nie mogłam się z tym wszystkim pogodzić. Do drzwi ktoś zaczął pukać, tak cichutko. Domyśliłam się, że była to Mia. Próbowałam się uspokoić, by nie widziała mnie w takim stanie, ale nie potrafiłam. Zapłakałam tylko jeszcze bardziej. Usłyszałam, jak malutkie nóżki dreptają po panelach. Spojrzałam na siostrę, która weszła na łóżko i przytuliła się do mnie, nie zważając, że jedzie ode mnie piwem. W tym samym momencie do pokoju weszła również mama.
― Carmen! Co ci się stało?! ― krzyknęła, widząc mój stan. ― Dlaczego płaczesz?!

Witam Was kochani! ♥ :3 Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał. Napisałam go już w czwartek ( taa... pisałam całą noc o.O ), ale postanowiłam opublikować dopiero dzisiaj, bo nie chciałam, by niektórzy mieli aż dwa rozdziały do przeczytania xD
Hm. Wyjaśniło się, dlaczego Carmen ma koszmary. Zdziwieni? A może spodziewaliście się czegoś podobnego? W końcu jest to buntowniczka xD
Co myślicie o Paulu jako koledze ( ja go uwielbiam! )?
Sądzicie, że Carmen mogłaby powiedzieć mamie lub komuś innemu o sprawie sprzed dwóch lat? Pojawili się jej oprawcy i... Macie pomysły, czy coś z tym może być? W końcu oni nie cackają się... Co chcieli od Carmen, skoro jeden z nich za nią biegł? Czy ona mogłaby powrócić do poprzedniego... zajęcia?
Cóż... Kiedy pojawi się nowy rozdział, to nie wiem. Mara♥ wyjechała i ja też wyjechałam. Znaczy się dzisiaj wyjadę xD Więc czekajcie cierpliwie! :*
Czekam na Wasze komentarze! Pozdrawiam Was cieplutko i ślę buziaki! ♥ :***


Maggie

17 komentarzy:

  1. Pierwsza. Sądze, że tak może mamie powiedzieć. Wtedy ta będzie miała podstawy do zrozumienia jej zachowania. Tak przypuszczałam, że to jakieś jej wspomnia. Rozdział genialny. Czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję Carmen, nie sądziłam, że tyle przeszła! Powinna powiedzieć mamie co się wtedy stało i pójść do psychologa. :3
    Nie wiem, czego tacy faceci mogą od niej chcieć, gdyż z takimi typami nigdy nie miałam do czynienia i nie mam pojęcia jak działa ich psychika. :P Poza tym... Są wakacje! NIE TRZEBA MYŚLEĆ!!! :D
    Rozdział świetny, podoba mi się jego długość. ;)
    Jejku, Paul strasznie mi kogoś przypomina... :D Świetny przyjaciel, choć mam wrażenie, że tak troszczy się o dziewczynę, bo się w niej podkochuje. ^^ Z drugiej strony ja wszędzie swatam głównych bohaterów! xD
    Nie rozpisuję się, lecę na drugiego bloga! <3
    Jeszcze raz Ci życzę wspaniałych wrażeń na urlopie, kochana! Sto całusów! :*
    ~Rebb~

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj biedna Carmen, współczuję jej, a Mia, tak słodko się zachowała. Pokochałam ją od Prologu.
    Esme Anne Cullen

    OdpowiedzUsuń
  4. Współczuje Carmen. Wszystko się stało dwa lata temu a teraz wspomnienia wróciły. Ciekawe czego teraz od niej chcieli.

    Czekam na kolejny rozdział i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Do zapoznania się z historią bardzo zachęcił mnie opis. Lubię opowiadania, w których świat rzeczywisty miesza się z elementami fantastycznymi, bo w takich wypadkach zdarzyć może się dosłownie wszystko.
    Bardzo podoba mi się kreacja postaci, chociaż mimo że współczuję bardzo Carmen, to moją ulubienicą nie będzie. Zawsze wolę facetów i chwilowo to Paul jest moim numerem jeden ;) Jednak uważam, że powinna porozmawiać z mamą. Na pewno byłoby jej dużo łatwiej, gdyby wszystko wyrzuciła i dłużej nie dusiła w sobie, bo to tylko źle wpływa na psychikę człowieka. Uważam, że najlepiej by było, gdyby dziewczyna nie zostawała sama z tymi wszystkimi problemami.
    Zapraszam także do siebie na: http://utracony-tron.blogspot.com
    Pozdrawiam i życzę wam dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow...jestem mile zaskoczona...nie wiem co mogę napisać.... SUPER!

    OdpowiedzUsuń
  7. zmusiła mnie do usiedzenia? - to nie brzmi... Nie wiem, jak powinno być, ale mi nie pasuje x.x
    To nie pani, ani pani męża wina. - przed 'ani' nie ma przecinka
    Nie miałam zamiaru siedzenia - siedzieć, oczywiście
    Więc tak słuchawkami - słuchałam :)
    ponownego się zaśmiał - ponownie
    Chociaż za chwilę. - pasuje 'na', więc zakładam, że to miało być
    rzuciłam się na lóżko & kucną przede mną - literówki :>
    Może ja powinnam częściej czytać rozdziały o takiej porze? Chociaż przeważnie już śpię... >.<

    I wyjaśniło się coś na temat Carmen. Coś mnie w środku skręcało, jak czytałam o pobiciu. Szczyt... Nawet nie wiem czego!
    A potem przyszła Mia. :D Jeszcze bardziej ją lubię. ^.^
    Ja wyjeżdżam w sobotę, a mam zaległości, jakby własnie mnie nie było. >.<
    Również udanego wyjazdu i wakacyjnej weny życzę! ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział super!
    Nominuje cię do LBA, więcej tutaj:
    http://piekielnaopowiesc.blogspot.com/2015/07/lba.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak szukałam nowych blogów i o to tu trafiłam. Wspaniały rozdział. Cholernie mnie wciągną :D. Tak szkoda mi Carmen, biedna ma za sobą mroczną przeszłość i nie może się z tym pożegnać i musi to ciągnąć za sobą. Oby Carmen wybrała się na odwagę i powiedziała mamie o tych gnojkach, przecież nie zasługują na wolność.
    Czekam z niecierpliwością! :**
    Dodaję do obserwowanych i również zapraszam do siebie w wolnej chwili :).
    http://palace-to-crumble.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Może dlatego jest taka, jaka jest? Kurcze, nie wiem, co o tym sądzić. Okej dostała niezły wycisk. Auć, to musiało cholernie boleć, ale z drugiej strony sama to zaczęła. Nie wiem dlaczego jestem dla niej taka okropna. Po prostu mi jakoś przeszkadza, a nie powinna. Chociaż w sumie to nie wiem. Ugh.
    Paul? Uwielbiam Go. Może i jest starszy, ale mądry, kochany. Najpierw ratuje ją z rąk jakiegoś starego zboczeńca, później doradza o tej całej sprawie z psychologiem (jeszcze coś o tym wspomnę) i proponuje podwózkę! Na dodatek mega przystojny... Dziewczyny, skąd wy go wytrzasnęłyście?!
    Sama nie wiem, czy psycholog jej pomoże. Jeśli jest aż tak zamknięta w sobie, nie powiedziała tak ważnej rzeczy swojej przyjaciółce, to miałaby się otworzyć przed obcą osobą? Jakoś mi się nie wydaje.
    Jestem ciekawa, jak akcja się potoczy. Jak ona spotka wilkołaków, wampirów i tak dalej. Co się wydarzy? Ten zwiastun.. ♥
    Na koniec strasznie przepraszam za opóźnienie. Byłam wypocząć za granicą, a tam miałam mały problem z internetem. Teraz nadrabiam.
    Udanych wakacji! ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. Cześć Madzia!
    Początkowo sądziłam, ze zmieniłyście szablon na nowy, ale po dłuższej chwili namysłu przypomniałam sobie że to ten sama. Bardzo ładny swoja drogą :) Genialnie pasuje do klimatu opowiadań :)

    Dzisiaj nadrabiam wszystko u wszystkich, ale Wasze blogi lubię najbardziej. Fajnie piszecie, przyjemnie się czyta. Choć jak dla mnie za krótko, chciałabym jeszcze i mam nadzieję, że już tworzycie :)

    Opowiadania w Twoim wykonaniu są bardzo zbliżone jakościowo do Mary, czyli na bardzo wysokim poziomie :)

    Oby tak dalej dziewczęta! Pozdrawiam serdecznie ;*

    OdpowiedzUsuń
  12. Już trzeci dzień czytam Waszego bloga! Jestem wyjątkowa! xD
    Psycholog... Według mnie Carmen powinna cieszyć się z wizyty u psychologa. Ja bardzo chciałabym wybrać się do terapeuty, aby upewnić się, że nie jestem aż tak do końca ześwirowana. Może zrobiłby mi test osobowości? Muszę spytać się mojej kuzynki o to, w końcu studiuje psychologię, nie?
    Szczere brawa dla Paula. Facet jest dobry w przekonywaniu innych! Zastanawiam się, czemu Carmen słucha się go, a swojej mamy (która pomimo, że zapewne jest straszną nudziarą) chce dla niej jak najlepiej. Chociaż z drugiej strony, Paul to jej rówieśnik, co mówi samo przez siebie. Ciekawe, czy byłby w stanie ją przekonać do skoku na bungee? Bo skoro był zdolny do tego, aby zmusić ją do porzucenia całkiem nieźle płatnej pracy (co z tego, że nielegalnej? Wiesz, jaki majątek można na tym zbić?!), to już mówi samo za siebie -_-
    Może Paul się w niej podkochuje? Tak mnie troszeczkę wkurza, bo stara się zmieniać Carmen. Co może dziewczyna nie zauważać, a jednak. To mnie nieco irytuje i czasami mam ochotę wrzeszczeć na Carmen, aby nie dała sobą manipulować! Jeżeli nie chciała iść do psychologa, nie powinna nawet słuchać Paula! A niej jej matka sobie gada! Bądź uparta Carmen! Jeżeli Twoja matka potrafi jęczeć, to Ty dziewczyno umiesz iść w zaparte!
    Normalnie chętnie bym swoją upartością się z Carmen podzieliła :D Mnie (jak się uprę) nawet płacz i błagania nie przekonują. Ta cecha mnie wkurza, wiec... Carmen, chcesz jej trochę? C:
    Nie napisałam nawet jeszcze nic o tej sytuacji z chłopakami, a już jak się rozpisałam?
    Ogólnie to Paul mnie wkurza. Nie wiem, czemu, ale zaczął działać mi na nerwy swoim byciem "Panem Idealnym" i "Wujkiem Dobrą Radą". Po prostu mam ochotę rzucić na niego Boa Dusiciela - wiem, że to jest trochę krwiożercze.
    Podejrzewałam, ale pewności nie miałam, że za zachowaniem Carmen coś musi stać. Główkowałam się nad tym, podejrzewałam jej ojca, księdza, sąsiada, a nawet ex-chłopaka. Ale kolegów po fachu? Nie. Tu mnie całkowicie macie, bo nic nie przygotowało mnie na taką historię. Sama uwielbiam, coś w pisać, choć z czytaniem u mnie gorzej, bo zbyt związuje się z bohaterami i teraz wręcz przeżywałam to samo, co Carmen.
    Biedaczka.
    Choć nadal nie cierpię Paula i twierdzę, ze wszystko to jego wina.
    Na kogoś musi być.
    No i takie wielkie: Wow!
    Że coś równie wspaniałego napisaliście, a jakże by inaczej, nie? :D
    Rozdział był fenomenalny, bajeczny, kongenialny, fantastyczny, przecudowny, oszałamiający i apolliński!
    Życzę morza weny, góry pomysłów i mnóstwa czasu wolnego!
    Bussis! :3

    OdpowiedzUsuń
  13. Carmen zaczyna mnie coraz bardziej irytować swoim zachowaniem rozwydrzonej panienki. Jasne, kumam, buntowniczka, ale moim skromnym zdaniem z deka przesadza. A Paul. Paul to taki dobry duch, kochany króliczek… (wybacz musiałam, królik mojej przyjaciółki miał na imię Paul :p Umarł :'(
    Z rozwiązaniem jej koszmarów szczerze mnie zaskoczyłaś ;) Spodziewałam się, że podłoże jej problemów jest bardziej… parapsychologiczne. Ale cóż, być może powinnam się spodziewać, że Carmen coś nabroiła (prowadzi bardzo niebezpieczne życie). Gdyby nie przyjaciele (Paul) to pewnie już dawno wywieziono by ją do burdelu na drugi koniec świata. >.<

    OdpowiedzUsuń
  14. Ok, najpierw błędy, nie było ich dużo:
    Więc tak słuchawkami i ja
    słuchałam
    Po plecach przeszły mnie ciarki.
    mi
    Chłopak kucną przede mną
    kucnął
    Zastanawiam się czy zachowanie bohaterki spowodowane zostało napaścią... I dochodzę do wniosku, że nie, musi być coś jeszcze. Nie kupuję tego :) Fajna dziewczyna wpada w złe towarzystwo, które się od niej odwraca i bije za to, że chce od nich odejść, na co ona obraża się na cały świat? Coś mi tu nie pasuje. Powinna stać się pokorniejsza, wyobcowana, a nie pyskatą małolatą.
    W sumie to będzie wredne co napiszę, ale wcale mi jej nie żal. Sama jest sobie winna - zadawała się z dealerami to niech się teraz z nimi użera.
    Dobrze, że Carmen ma Paula za przyjaciela. Taki chłopak to skarb :)

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. No i w końcu się coś dzieje! Wiedziałam, że ta Carmen to miała jakąś ciężką przeszłość. No i wszystko się wyjaśniło. Ale narkotyki? Jakoś tak mi nie przyszło na myśl. Szkoda jej, teraz rozumiem skąd to jej buntownicze zachowanie. Próbuje zatuszować ból i strach. Ech...lecę czytać dalej <3

    OdpowiedzUsuń
  16. O kurcze... Narkotyki? 😐 kiepsko
    No, ale i tak irytuje mnie jej zachowanie... Mozna czasem tak sie zachowywac jak rozwydrzona malolata, ale bez przesady 😒
    Slucha Paula nasza mloda dama a matkk nie bardzo... Hmmm
    Ta terapia by jej sie przydala... Tak mysle. No a przede wszystkim powinna powiedziec o wszystkim jednak mamie 😢 reszte pgarne jak wroce z pracy 😒

    OdpowiedzUsuń
  17. Popieram słowa dyrektorki... Carmen myli psychologa z psychiatrą. Dziewczyna faktycznie potrzebuje pomocy. Może Paul zaproponował jej, żeby się zgodziła dla świętego spokoju, ale wydaje mi się, iż tylko jej tak powiedział, aby ją przekonać, a sam wierzy, że spotkanie ze specjalistą jej pomoże. Według mnie Paul jest świetnym przyjacielem. Szkoda, że jednak odrzuciła propozycję podwózki, gdyż tylko natknęła się na osoby ze swojej przeszłości. A więc moje podejrzenia z poprzedniego rozdziału okazują się błędne. Być może koszmary wytwarzają jej się w głowie przez nich lub faktycznie takie coś miało miejsce? Tutaj nie tylko chodzi o jej chęć odstąpienia od sprzedaży narkotyków (dzięki Paul'owi za co ma dużego plusa). Wrócili w konkretnym celu. Ci damscy bokserzy mogą chcieć, aby znowu sprzedawała dla nich to świństwo, chcą sprawdzić czy się nie wygadała (choć to mało prawdopodobne, bo już dawno zostaliby zatrzymani) lub jakiś inny cel w tym mają. Obstawiam ostatnią opcję xD
    Jeśli chodzi o błędy:
    "...bym usiadła na miejsce obok niej." - powinno być "...bym usiadła na miejscu obok niej.";
    "Więc tak słuchawkami i jak wspomniały o psychologu" - tutaj zamiast "słuchawkami" powinno być "słuchałam";
    "Chociaż za chwilę." - tutaj chodziło o to, aby matka dała jej spokój i wydaje mi się, że powinno brzmieć "Chociaż na chwilę.";
    "Zastanowiłam się przez dłuższą chwilę..." - tutaj zamiast "zastanowiłam" powinno być "zastanawiałam";
    "Przymknęłam za chwilę oczy." - tutaj wydaje się, że powinno być "Przymknęłam na chwilę oczy.";
    "Zacisnęłam szczęki, ponieważ dostałam kolki." - lepiej by brzmiało "Zacisnęłam szczękę...";
    "Zacisnęłam mocno szczęki tak, że zaczęły mnie boleć" - tutaj podobnie zamiast "szczęki" to "szczękę";
    "Chłopak zaśmiał się z demonicznie" - tutaj litera "z" wkradła się niepotrzebnie.
    Tak jak mówiłam nie jestem dobra w wytykaniu błędów i nie lubię tego robić xD
    Ogólnie to rozdział bardzo mi się spodobał. Nakierował moje spekulacje na inny tor. Przedstawił kolejne postacie, które miały jakby też swój wpływ na Carmen. To jeden z czynników, który sprawił, że aktualnie jest opryskliwa i nie szanuje nikogo poza swoją siostrą.
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń