czwartek, 16 lipca 2015

Rozdział 2




― Chodź kochanie – mówił, a ja poczułam, że zalewa mnie zimny pot. Próbowałam się wyswobodzić z jego uścisku, ale moje starania poszły na marne. Byłam totalnym cieniasem w porównaniu z nim. Zaczynało mnie to przerażać. Miałam ochotę krzyczeć, ale zdusiłam w sobie ten odgłos. Zwłaszcza, że jego wcześniejsze słowa nie były zbyt optymistyczne… „jak się nie dasz to radzę wykupić polisę rodzinie w razie śmierci”. Tak…
Wiedziałam, że moje oczy były całkowicie zaszklone i nie dałam rady już dłużej powstrzymywać łez. Pozwoliłam im wypłynąć. Czułam, jak każda z nich spływa po moim i tak już gorącym policzku. Miałam wrażenie, że wypalają mi dziury w skórze. Załkałam jak najciszej się dało. Nie chciałam pokazywać, jaka jestem słaba.
― To jak? Gotowa? – zapytał, a na jego twarz wstąpił perfidny i ohydny uśmiech. Gdybym tylko mogła to skoczyłabym mu do gardła i zdarła z gęby ten cholerny wyraz zadowolenia!
― Nie i nigdy nie będę! – wykrzyczałam mu w twarz przez łzy. Nagła dawka energii. Dobrze.
Od razu spoważniał. Właściwie to nie była powaga, a gniew. Furia.
Syknęłam, kiedy zdałam sobie sprawę, że wymierzył mi siarczysty policzek. Złapałam się za bolące miejsce i posłałam mu najgorsze spojrzenie na jakie mogłam się zdobyć.
― Ty mała gówniaro, myślisz, że możesz się tak do mnie odzywać? – wycedził przez zęby. Widziałam, jak zaciska pięści. Aż pobielały mu kłykcie. Uśmiechnęłam się kpiąco, chociaż zdawałam sobie sprawę z tego, że najprawdopodobniej prędzej czy później tego pożałuję.
Złapał mnie za ramię, a ja ledwo stałam na nogach. Rzucił mnie na ścianę, na którą gwałtownie wpadłam. Byłam niczym szmaciana lalka. Mógł ze mną robić co chciał. Po chwili poczułam jego oddech na mojej szyi. Skrzywiłam się.
― I jak? Co zamierzasz teraz zrobić? – spytał, a ja poczułam, że tracę przytomność.
***
Podniosłam się gwałtownie na łóżku. Byłam cała mokra od potu. Oddychałam ciężko. Przeczesałam włosy dłońmi, po czym schowałam  w nie twarz.
To tylko sen. Tylko pieprzony koszmar.
Wzięłam kilka głębszych wdechów i wstałam z łóżka. W pokoju było jeszcze ciemno. Wyszłam z niego i skierowałam się w stronę łazienki. Zapaliłam światło i spojrzałam w lustro. Nie byłoby tak źle gdyby nie włosy klejące się do mojej twarzy. Prysznic. Tylko to mi może pomóc.
Ściągając ubrania i wchodząc do kabiny poczułam zawroty głowy. Złapałam się pierwszej lepszej rzeczy, a mianowicie ręcznika, ale niestety nie okazał się pomocny. Poleciałam na ziemię obijając sobie przy tym nieźle cztery litery.  Podniosłam się ze zniesmaczoną miną i weszłam pod prysznic. Ciepłe strużki wody zaczęły spływać po moim spoconym i poobijanym ciele. Poczułam ulgę. Niesamowitą  ulgę.
Po jakichś piętnastu minutach stałam już przed umywalką szczelnie opatulona w ręcznik. Rozczesałam włosy i wytarłam się cała. Wcześniejsze pidżamy wrzuciłam do kosza na pranie, a teraz włożyłam zwykłe majtki i za długą luźną koszulkę na krótki rękaw. Wróciłam do pokoju po drodze upewniając się, że nikogo nie obudziłam, chociaż tak czy siak nie bardzo mnie to obchodziło. Wskoczyłam pod – chłodną już – pościel i nakryłam się nią pod samą szyję. Leżałam tak jakiś czas przewalając się z boku na bok, ale nie mogłam zasnąć. Nie chodziło o to, że wcześniej miałam koszmar. Po prostu nie czułam się już śpiąca.
Po kolejnych minutach spędzonych na nieudolnych próbach zaśnięcia poddałam się i sięgnęłam po telefon. Wyszłam z nim z pokoju i zeszłam po schodach na dół do salonu. Rozłożyłam się na kanapie, przykryłam się kocem i włączyłam telewizor. Zerknęłam na zegarek, który wskazywał mniej więcej równą piątą rano. Skakałam po kanałach telewizyjnych próbując znaleźć coś ciekawego. Wiadomości, wiadomości, bajki. To wszystko, co spotykałam na ‘swojej drodze’.
Och, niech będzie ten horror. 
***
Siedziałam i gapiłam się w telewizor. Akurat leciała scena, kiedy jakiś koleś próbował dopaść ‘biedną’ dziewczynę. Nie wzruszyłam się tym i oglądałam dalej. Usłyszałam, jak ktoś schodzi po schodach. No tak, straciłam poczucie czasu. Obejrzałam się niechętnie i tak jak sądziłam – na moje nieszczęście ujrzałam matkę. Jęknęłam cicho, ale ona najwidoczniej tego nie usłyszała. Właściwie wyglądała jak zombie. Nieprzytomna kroczyła korytarzem w kierunku kuchni. Ciemne włosy spoczywały na jej ramionach. Były niezaczesane i totalnie skołtunione.
W pewnej chwili wpadł mi do głowy pomysł, aby niezauważenie wymknąć się z salonu i wrócić do swojego pokoju, ale stwierdziłam, że obserwacje dotyczące ‘zombie mamy’ mogą być ciekawe. Oczywiście dopóki mnie nie zauważy.
Ściszyłam telewizor, po czym go wyłączyłam. Jejku, przerażało mnie to, że kobieta do tej pory mnie nie widziała. Ale było to też całkiem zabawne.
Matka nastawiła wodę na kawę i klapnęła na krzesło. Nie byłam pewna, czy w ogóle ma otwarte oczy. Nigdy nie widziałam jej w tak komicznym stanie. Kiedy woda się zagotowała, ona zaczęła wlewać ją do kubka. Przynajmniej się starała, bo większa część zawartości czajnika lądowała na blacie następnie skapując na podłogę. Zakryłam się kocem i stłumiłam śmiech. Miałam wrażenie, że zaraz wybuchnę.
― Carmen?! – krzyknęła, a ja w jednej chwili przestałam się śmiać. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego co mnie czeka. Rozmowa. O tak, jak ja tego nienawidzę.
― Co? – powiedziałam, nie siląc się na sympatyczny ton. Wysunęłam głowę spod nakrycia i spojrzałam na matkę, która teraz wyglądała dużo ‘żywiej’.
― Od kiedy tu siedzisz? – spytała.
Podrapałam się po podbródku udając, że rozmyślam.
― Hm… Jakoś tak od środka nocy. – Puściłam do niej oczko i uśmiechnęłam się najsztuczniej jak tylko potrafiłam. Matka lustrowała mnie uważnie wzrokiem, ale pozostawała niewzruszona.
― Skoro tak wcześnie wstałaś i masz taki świetny humor to możesz śmiało brać się za robienie śniadania.
Prychnęłam na jej słowa.
― Jeszcze czego…
Popatrzyłam na nią, ale nadal się mną nie przejęła. Wręcz przeciwnie. Odwzajemniła sztuczny uśmiech.
― No tak… W takim razie zapraszam na rozmowę – powiedziała i naśladując mnie puściła do mnie oko. Czy jej zbliża się okres?
― Przecież rozmawiamy – powiedziałam. Zobaczyłam, jak jej dłoń zaciska się na kubku. Już była zła, ale starała się tego nie pokazywać. Właściwie biła rekord. To chyba najdłuższy czas, w jakim nie wybuchła złością podczas ‘pogawędki’ ze mną.
― Ale tak… dokładniej. – Starała się ze spokojem wyjaśnić. Dobrze wiedziałam o co jej chodzi.
― To jakiś nowy rodzaj terapii? A może chcesz naprawiać – chociaż raczej już się nie da – relacje matka-córka? – Znów rzuciłam jej półuśmieszek.
― Wiesz? To nie taki zły pomysł – stwierdziła starannie modulując głos.
― Wiesz? Życzę powodzenia. Raczej nie ze mną będziesz naprawiać te relacje.
Wstałam z kanapy i skierowałam się na schody.
― To z kim niby?
Zatrzymała się i odwróciłam do matki przodem.
― Nie wiem, możesz pożyczyć miśka od Mii – odpowiedziałam i zniknęłam na górze.
Zamknęłam za sobą drzwi mojego pokoju i podeszłam do szafy. Dzisiaj w szkole mają być moi rodzice… Chyba warto iść i to zobaczyć.
Wyciągnęłam jakieś ciemne spodnie, szarą bluzę zakładaną przez głowę i ruszyłam z ciuchami do łazienki. Przebrałam się i zrobiłam dość mocny makijaż. Wróciłam do pokoju, zgarnęłam torbę (niepotrzebne mi książki) i zbiegłam na dół. Na nogi założyłam czarne trampki i wyszłam z domu nikomu nic nie mówiąc. Takim oto sposobem uniknęłam też rozmowy z matką na temat tego, jaką to ja jestem złą córką, jak mogłam się tak spić i bla bla bla. Nie. Stop. Nie mogę zaczynać gadać tak jak ona.
***
Droga do szkoły mijała mi bardzo przyjemnie. Wiatr lekko wiał i bawił się moimi rozpuszczonymi włosami. Słuchawki w moich uszach i muzyka, która z nich leciała dodawała wszystkiemu uroku. Czułam się świetnie.
Dotarłam do mojego ‘więzienia’ i od razu humor mi zmarniał. Poczułam się osaczona przez… wszystko co związane z tym miejscem. Jestem pewna, że istnieje taka choroba, taka fobia polegająca na baniu się szkoły…. Ale nie pamiętam jej nazwy. W każdym razie na sto procent ja ją posiadam.
― Hej, młoda! ― krzyknął do mnie jakiś męski, znajomy głos. Odwróciłam się na pięcie wyciągając słuchawki z uszu. Paul. Tak, moja wczorajsza 'taksówka'. No, może bardziej 'eskorta'. 
― Hej, stary. ― Uśmiechnęłam się. Był tylko o dwa lata straszy. Dlaczego jestem 'młoda'?
― Jak tam po wczoraj, przeżyłaś? ― zapytał, a ja zastanowiłam się przez chwilę. "Jak tam po wczoraj, jak tam..." to pytanie dudniło mi w głowie.
― Nijak ― odpowiedziałam. Chłopak rzucił mi zdziwione spojrzenie.
― Jak to? 
― Po prostu. Ani dobrze, ani źle. Ani fajnie, ani niefajnie. Mówić dalej?
― Nie miałaś żadnej awantury czy niczego w tym stylu?
― Och, Paul, przecież wiesz, że ja zawsze potrafię wybrnąć z takich sytuacji ― powiedziałam udając dumę. Brunet prychnął cicho pod nosem.
― Wiesz... Próbowałem wyjaśnić, że cię nie przypilnowałem, ale...
― Niepotrzebnie. Zgaduję, że moja "mamusia" ― zrobiłam cudzysłów w powietrzu ― i tak ci nie uwierzyła. ― On skinął delikatnie głową. To było do przewidzenia. Dlaczego wydawał się wszystkim taki strasznie grzeczny, miły i sympatyczny? A może taki był...?
― Ja spadam na lekcje. Cześć, młoda ― powiedział.
― Co masz pierwsze?
― Wychowanie  fizyczne.
― Idę z tobą ― oznajmiłam i razem podążyliśmy w kierunku sali gimnastycznej.
***
Długie, białe włosy były spięte w ciasnego koka na jej głowie. Siedziała perfekcyjnie wyprostowana na dębowym krześle. Jedynym światłem w jej gabinecie były wpadające przez okno promienie słoneczne. Kobieta obracała w pomarszczonych, drobnych dłoniach ołówek. Wpatrywała się w drzwi, które lada chwila miały się otworzyć. Tak też się stało. Podniosła się i skłoniła głowę w odpowiedzi na rzucone w jej stronę „dzień dobry”. Pokazała ręką na krzesło przed biurkiem. Przyjęła swoją wcześniejszą pozycję siedzącą i, aby nadać trochę nastroju, przez chwilę pozostawała w ciszy. Kiedy dostrzegła, że jej gość zaczyna odczuwać zdezorientowanie zaczęła mówić:
― Cieszę się, że pani przyszła.
― Tak, przepraszam, że nie ma ze mną męża, ale on dużo pracuje i… był bardzo zajęty. Po prostu nie mógł się dziś zjawić, za co bardzo przeprasza. – Słuchała uważnie słów brązowowłosej kobiety nie tracąc z nią kontaktu wzrokowego.
― Rozumiem. – Skinęła głową.
― Em… Moja córka… Co ona znowu zrobiła? – zapytała kobieta, a w jej oczach dało się dostrzec troskę. Współczuła jej. Naprawdę, szczerze jej współczuła. Doskonale wiedziała, że to nie ona jest winna wybrykom córki.
― Niech się pani nie stresuje – powiedziała. – Carmen jest… dość specyficzną dziewczyną – ucięła na moment. – Wezwałam tu dzisiaj panią, abyśmy razem doszły do tego, jak możemy jej pomóc.
― Dobrze, ale nie do końca wiem jak chce to pani zrobić – oznajmiła kobieta siedząca naprzeciwko niej.
― Cóż… Ne ukrywam, że przypadek Carmen jest jednym z tych trudniejszych, dlatego podjęłam decyzję o tym, że najlepszym rozwiązaniem będzie umówienie jej na wizytę u psychologa – wytłumaczyła.
W tym momencie drzwi gabinetu gwałtownie otworzyły się. Wpadła przez nie nastolatka i dumnym krokiem wkroczyła do środka pomieszczenia.
― Cześć, mamuś – rzuciła do matki. – Witam panią – powiedziała do niej. – Do żadnego psychologa się nie wybieram – oznajmiła trzaskając dwiema rękami w ciemne biurko i patrząc prosto w oczy pani dyrektor.

Czeeeść! Wreszcie witam Was ja, Mara♥ Po pierwsze - zdaję sobie sprawę z tego, że rozdział jej makabrycznie krótki (nawet jak na mnie) i że dodaję go późno, ale tak - nie miałam kiedy go napisać, bo zaliczałam wyjazd do Częstochowy, a w piątek wieczorem wyjeżdżam na Chorwację, więc pisałam na szybko :D Błagam, wybaczcie mi. Wiem, że troszkę zwaliłam sprawę. Znaczy to od początku było pewne, że moje rozdziały będą się różnić od rozdziałów pisanych przez Maggie, bo ona pisze zdecydowanie lepiej (i dłużej xD), ale to mnie nie usprawiedliwia... Klapa z tym rozdziałem, wiem.
Ale cóż... To na początku to taki... Takie coś, bo wiem, że ostatnio niektórzy byli wstrząśnięci zachowaniem Carmen (te drinki od starszego faceta) i dzisiaj... No, chciałam trochę pouczyć główną bohaterkę :D
Jeśli zauważycie literówkę bądź ogólnie jakiś błąd to napiszcie o tym w komentarzu, poprawię ;)
Ogólnie komentujcie, bo jestem ciekawa Waszych opinii co do 'mojej twórczości' :D
Wiem, że o czymś zapomniałam, ale trudno xD
Pozdrawiam, życzę udanych wakacji ;)
PS. Jak coś fajnego znajdę w tej całej Chorwacji to może wstawię Wam tu jakieś zdjęcie xD Bądźcie ze mną, ja będę z Wami (telepatycznie) ;)
PPS. Nie wiem dlaczego ta notka tak się dziwnie podzieliła, próbowałam to 'zniwelować', ale nic nie pomaga. Przebolejcie ten dziwny wygląd xD  

18 komentarzy:

  1. Pierwsza ^^
    Rozdział pochłonęłam jednym tchem. A to wstrętny łajdak!
    Matko, będę miała koszmary. Zaczynam jej współczuć, biedna dziewczyna. A dodatkowo ta stara baba, wstrętna mielonka, chce ją zapisać do psychologa. Pewnie jeszcze swojego, prawda, proszę pani?
    Paul słodziaczek ♥ :3
    „jak się nie dasz to radzę wykupić polisę rodzinie w razie śmierci”. - Hahah xD Dobre, dobre... xd

    http://harrmionehariet.blogspot.com/ - zapraszam serdecznie cc;

    Weny i miłych wakacji, moje drogie <3
    Hariet

    PS Biedna Carmen ;c

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział genialny. Pożarłam go ;) Może i jest krótki, ale za to zajebisty. C

    OdpowiedzUsuń
  3. A jednak Carmen ominęła rozmowa z matką. Ona naprawdę umie unikać takich rzeczy :d.
    Wizyta u psychologa z jednej strony może dobry pomysł bo może pomoże, ale z drugiej strony po co od razu psycholog.

    Czekam na kolejny rozdzial i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  4. A jednak Carmen ominęła rozmowa z matką. Ona naprawdę umie unikać takich rzeczy :d.
    Wizyta u psychologa z jednej strony może dobry pomysł bo może pomoże, ale z drugiej strony po co od razu psycholog.

    Czekam na kolejny rozdzial i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Sądzę, że psycholog może pomóc, sama byłam u niego i nie było tak źle. Niektórzy ludzie mylą psychologa z psychiatrą, a to jest jednak różnica. Rozdział ciekawy, sen był tylko wytworem jej wyobraźni, czy kiedyś coś takiego przeżyła? Pozdrawiam, weny życzę i czekam na następny.:*

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej! ;)
    Jeszcze nie miałam do czynienia z Twą twórczością, ale na szczęście miałam przyjemność to zmienić! :D
    Piszesz jak najbardziej poprawnie, dialogi są dobre, a opisy ciekawe. Reasumując, odwalasz kawał dobrej roboty! Widać, że piszesz raczej z przyjemności (no chyba, że się mylę). Jeśli masz jeszcze jakiegoś bloga, to z chęcią na niego zajrzę! ;) ^^
    Nie wyłapałam błędów. Bardzo dobry pomysł z tym psychiatrą, to takie typowe dla nauczycieli... :D Mam nadzieję, że Carmen jednak z tego skorzysta. :)
    Nagła zmiana perspektywy bardzo mi się spodobała, lecz radzę wcześniej jakoś alarmować, że będzie ciut inaczej, bo na początku nie mogłam się przyzwyczaić i się ciut pogubiłam. :3 Ale to drobiazg. :D
    Życzę obu autorkom oceanu weny! :*
    ~Rebb~

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi się rozdzialik podoba! Jest świetny, seryjnie. Aj, biedna Carmen i jeszcze jakaś starucha, chce ją do psychologa zapisać? O d razu mi się z kimś ta staruszka skojarzyła... =)
    Esme Anne Cullen

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepraszam, że tak późno, ale jestem. Rozdział super. Wcale ne wyszedł krótki. Jeśli chodzi o pisownię to nie wykryłam żadnych błędów
    PS.
    Miłych wakacji!

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgaduję, że moje "mamusia"
    wyjeżdżam na Chorwację - nie powinno być "do Chorwacji"?
    Chyba było coś jeszcze, ale teraz nie wiem. Widocznie nie było jakoś rażące.
    Rozdział ciekawy. Podoba mi się, jak Mara♥ pisze. :D Wciąga.
    Jednak zachowanie Carmen w dalszym ciągu mnie szokuje... Nie mam z nią żadnych cech wspólnych. >.<
    Ok, to lecę czytać rozdział Maggie.
    Weny i udanych wakacji! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Na początku strasznie przepraszam za opóźnienie! Byłam na obozie, a tam nie miałam dostępu do internetu.
    No i znowu zachowuje się jak jakaś niedorozwinięta. Nie, to złe słowo. Po prostu nie mam słów na jej zachowanie. To jest po prostu straszne i okropne. Jak tak można?
    Z jednej strony to dobrze, że Carmen się tak zachowuje. Jest to miłą odskocznią od tego, że wiele osób decyduje się na tą grzeczną dziewczyną. U Was jest buntowniczka!:D
    No, okej, ja lecę, bo widzę, że jest nowy post dodany.
    Do zobaczenia!

    OdpowiedzUsuń
  11. Mara, znakomite opowiadanie i nie wiem dlaczego się przejmowałaś nim. Choć napisany na szybko to i tak bardzo dobry. Nie miałaś czasu na dodawanie "głupich przemyśleń" tylko pisałaś jak leciało. Bardzo mi się podoba :) Od razu życzę Ci słonecznych wakacji w Chorwacji, mam nadzieję, ze jakieś zdjęcie nam wstawisz, abyśmy byli z Tobą "telepatycznie" :)

    Dobra, a teraz kilka słów o opowiadaniu :) Jak już pewnie zauważyłaś nienawidzę skracać rozdziału w swojej opinie, twardo mówię o całości a nie o elementach. Tak będzie i tym razem. Opowiadanie bardzo ciekawe, gdzieniegdzie znalazłam literówki, ale to normalne, ja też robię ich całe mnóstwo, a już "że" zamieniam na "ze" z milion razy podczas krótkiej wypowiedzi :) Główna bohaterka jest mi coraz bardziej bliższa, polubiłam ją :)

    Pozdrawiam serdecznie i czekam na next'a w Twoim wykonaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Koszmary są najgorsze. Wybudzają nas ze snu i później jest problem z uśnięcie. Wydaje mi się jednak, że Carmen stosuje taką samą metodę na koszmary jak ja - odwrócić się na drugi bok i spać dalej.
    Trochę mi się ten skojarzył z tym kolesiem z dyskoteki. Nie wiem, czemu również pomyślałam o ojcu dziewczyny. Wiem, że to dziwne, ale te dwa skojarzenia mi się nasunęły samoistnie.
    Ciekawa jestem, czy był to tylko "koszmar" z zapartym tchem, czekałam na jakiś znak, że było to coś więcej niż normalny sen. Dziwne zadrapanie, siniak, czy coś. A co główna bohaterka uzna za wynik wczorajszej balangi. Szkoda, że tego nie było. To zaś mówi, że koszmar był jedynie koszmarem, a nie już jakimś zjawiskiem paranormalnym :3
    Też chciałabym mieć taką umiejętność wybrnięcia z każdej sytuacji, jak Carmen. Poważnie! Głowna bohaterka, choć jak na mój gust zbyt pyskata, to w jakiś sposób nawet ją polubiłam.
    Paul też jest ciekawą postacią, no i zastanawia mnie, czy przylgnię do niego przezwisko "taksówkarz" :D
    Spotkanie z dyrektorką. Czy wszystkie dyrektorki się tak zachowują?
    Jednakże sugeruje to, że dyrektorka naprawdę poważnie podchodzi do swoich obowiązków! "To się chwali, prze pani!".
    Miło, że wspomniała iż to nie wina mamy Carmen, że dziewczyna tak się zachowuje. Chociaż wizytę u psychologa, ja już bym zasugerowała po trzecim taki wykroczeniu ze strony dziewczyny. To nieco dziwne, że dopiero teraz z czymś takim się wyrwali. Ogólnie, ja Carmen wysłałabym do poprawczaka... Nie to, żebym jej nie lubiła, ale takie rozwiązanie wydaje mi się najlepsze, aby w końcu dziewczyna czegoś się nauczyła.
    Tak wiem, jestem wredna.
    Wejście Carmen...
    O bogowie! Już się boje, co będzie w kolejnym rozdziale! :D
    Rozdział był oszałamiający, bajeczny, przecudowny, kongenialny, feeryczny, fantastyczny i apolliński :3
    Życzę morza weny, góry pomysłów i mnóstwa czasu wolnego!
    Bussis! :3

    OdpowiedzUsuń
  13. Dalej nie doszłam do tego, o czym będzie blog (wiem tylko tyle, że opowiada o zbuntowanej nastolatce), ale to chyba dobrze :)
    Zaciekawił mnie koszmar bohaterki, wydaje mi się, że będzie z tym jakaś głębsza historia - może ją ktoś napadł, zgwałcił, no nie wiem...
    Nie widziałam wielkiej różnicy w Twoim stylu pisania Maro, piszesz podobnie do Maggie. Nie zauważyłam, żeby był pisany na szybko :)
    Jest kilka błędów, ale ja wiem jak to jest - sama nie wyłapiesz ich wszystkich.
    Złapał się za bolące miejsce i posłałam
    Złapałam
    Wcześniejsze pidżamy
    piżamy
    Zatrzymała się i odwróciłam
    Zatrzymałam
    Zgaduję, że moje "mamusia"
    moja
    Ne ukrywam
    Nie
    Główna bohaterka dalej jest dla mnie wielką niewiadomą - mam nadzieję, że zaraz dowiem się co spowodowało jej ciężki charakter :)

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Krótki rozdział, ale wyszedł bardzo dobrze. Dziewczyna-buntowniczka... tak już dziś jest, niestety, coraz częściej.
    Autorka spisała się na medal - jak dla mnie, rozdział jest OK !

    OdpowiedzUsuń
  15. Ta Carmen ma talent do pojawiania się tam, gdzie jej być nie powinno. Jak na tym spotkaniu matki z nauczycielką. Wiadomo, że będzie robiła problemy- to całkiem logiczne. Jakby nie mogła po prostu się zgodzić! Aż mnie irytuje czasami, naprawdę :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Oh ta Carmen😞 ona ma wrodzony talent do przyciagsnia do siebie klopotow -.- ale podoba mi sie takie jej ,, buntownicze ja" 😉
    Koszmary... Brrrr... Choc mi sie od dluzszego czasu nic nie sni xD

    OdpowiedzUsuń
  17. Hmm to nie wydaje się tylko jak zły sen, a raczej jak wspomnienie. Mam pewne podejrzenia i mogę wysnuć tutaj teorię. Ojciec pobił Carmen, a jej matka w ogóle na to nie zareagowała i to powoduje, że nasza bohaterka nie szanuje swoich rodziców prawda? Jeżeli tak jest to powinna zgłosić się do odpowiednich organów ścigania, żeby zrobili z tym porządek. Ona nie może być tak traktowana przez rodziców... Hmm jeśli jednak się mylę to mogę wysnuć kilka teorii xD Najpierw muszę nadrobić pozostałe rozdziały hmm xD W każdym razie to usprawiedliwia jej zachowanie i mogę śmiało powiedzieć, iż pomyliłam się co do jej osoby. Mia na ten moment nie wydaje się być dzieckiem, nad którym rodzice się znęcają. Więc Carmen powinna ratować siostrę zanim państwo Morgan zmienią zdanie i w stosunku do młodszej z córek też zastosują przemoc.
    Jeżeli chodzi o błędy:
    "Złapał się za bolące miejsce i posłałam..." - tutaj powinno być "złapałam się za bolące miejsce i posłałam...";
    "Byłam cała mokra z potu" - lepiej brzmi "Byłam cała mokra od potu";
    "Zgaduję, że moje "mamusia"" - tutaj tylko literówka, zamiast "moje" powinno być "moja".
    Ogólnie rozdział mimo, iż pisany na szybko wyszedł dobrze. Mnie się spodobał i oczywiście poznajemy tutaj kawałeczek przeszłości Carmen zawarty w tym koszmarze (chociaż w sumie jak ujęłam wcześniej, według mnie to wspomnienie). Post nie jest za długi, ale przedstawia ten interesujący fakt oraz plany wobec Carmen, które snują dyrektorka i pani Morgan.
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
  18. Kochane, ale się wciągam. Uwielbiam opowieści o zbuntowanych dziewczynach, sama aniołem nie byłam. Jestem pewna, że wciągnie mnie to opowiadanie. Podobają mi się mocniejsze słowa oraz buńczuczne zachowanie Carmen choć nadal upieram się, że to pozory.
    Buziol :**

    OdpowiedzUsuń