poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 1

Niechętnie pchnęłam drzwi do szkoły, zwanej przeze mnie ,,więzieniem’’. Nienawidziłam tego miejsca z całego serca i marzyłam, aż w końcu stanę się pełnoletnia. Miałam już po dziurki w nosie tej nauki, która do życia nie była mi potrzebna. Przecież to same głupoty! Chodziłam na lekcje, z których i tak nic nie pamiętałam i nie rozumiałam przerabianego materiału. Zawsze patrzyłam na nauczycieli z szeroko otwartymi oczami, mówiącymi: ,,Z choinki się urwałeś? Co to do cholery ma być?!’’. Westchnęłam. Byłam spóźniona o dobre dwadzieścia minut, ale mimo to nie spieszyło mi się na lekcje. Po co? I tak bym siedziała i się nudziła. Spacerkiem podążałam w stronę klasy biologicznej,  przy okazji rozglądając się dookoła.
— A panienka nie śpieszy się na lekcje? — zapytała mnie sprzątaczka, którą mijałam.
Zatrzymałam się i powoli spojrzałam na kobietę. Była bardzo niska, a niebieskie oczy świadczyły o jej zmęczeniu. Miała krótko ścięte czarne włosy, które ładnie układały się na głowie, dodając jej uroku. Widziałam ją pierwszy raz na oczy. No tak! Zapomniałam, że jej poprzedniczka o imieniu Marie wylądowała w szpitalu, ponieważ miała zawał. Była już w podeszłym wieku, a o rok starsi koledzy zamknęli ją w ciemnym pomieszczeniu na cztery spusty z wężem, jakiego znaleźli w lesie. Staruszka miała straszną fobię na punkcje tych stworzeń i skończyło się, jak skończyło.
— Pani niech się zajmie swoją pracą i nie wsadza nosa w nie swoje sprawy — powiedziałam bezczelnie i uśmiechnęłam się chytrze. Podniosłam dumnie głowę i ruszyłam przed siebie, pozostawiając oniemiałą sprzątaczkę.
Nie pukając weszłam do sali, gdzie nauczyciel biologii prowadził lekcje. Zatrzasnęłam głośno za sobą drzwi i nic nie mówiąc usiadłam w swojej ławce na końcu klasy. Przy oknie. Położyłam na niej swój plecak, na którym oparłam głowę i wlepiłam wzrok w okno.
— Morgan —warknął nauczyciel. Nie zaszczyciłam go swoim spojrzeniem. — Coś się chyba mówi.
— Co? — łaskawie przeniosłam na niego wzrok.
— Nie „co” , tylko „proszę”! — spojrzał na mnie groźnie. Popatrzyłam na niego jak na idiotę. — Do odpowiedzi! — zwęził groźnie brwi.
— Nie umiem — powiedziałam wprost i ziewnęłam.
— Może trochę kultury! — oburzył się. — Nie leż na ławce i usiądź prosto!
Nie posłuchałam się go, tylko prychnęłam na jego słowa.
— Liczę do trzech! — ostrzegł.
„A licz sobie!” — pomyślałam.
— Jeden... — zaczął, bacznie mnie obserwując.
Nawet nie drgnęłam.
— Dwa — zmrużył groźnie oczy.
Przechyliłam głowę na bok.
— Masz ostatnią szansę, Morgan! Jeśli jej nie wykorzystasz, skończysz na dywaniku u pani dyrektor! Wyjątkowo dzisiaj jest! — warknął, a jego twarz zrobiła się czerwona ze złości. Świdrował mnie swoim spojrzeniem — Czekam!
Uśmiechnęłam się szeroko, po czym jak gdyby nigdy nic, zaczęłam gwizdać. Odwróciłam głowę w stronę okna i wpatrywałam się w lecące nad budynkami ptaki. Jak ja bardzo chciałam być tak wolna, jak one!
— Marsz do dyrekcji! — wydarł się na całe gardło mężczyzna i wskazał mi ręką drzwi.
Głośno odsunęłam krzesło. Wstałam, wzięłam do ręki swój plecak i niemal w podskokach wyszłam z klasy, nie zważając na zdziwione, a jednocześnie przerażone spojrzenia uczniów. Trzasnęłam za sobą drzwiami i z wymalowanym uśmiechem na twarzy poszłam w przeciwnym kierunku niż sekretariat, jak i ,,siedziba’’ naszej dyrektorki.
— Miałaś iść do pani dyrektor! — ktoś złapał mnie za łokieć.
Zdziwiona spojrzałam na Petera. Rudzielca, który uczęszczał ze mną właśnie na biologię i hiszpański. Straszny był z niego kujon i za każdym razem podlizywał się nauczycielom, ale z twarzy był całkiem ładny. Zajrzałam w jego niemal czarne oczy i ujrzałam nich swoje odbicie. Zgarnęłam grzywkę na bok.
— Puść mnie! — syknęłam.
Chciałam się wyrwać, ale z jego stalowego uścisku trudno było mi się wydostać. Peter zaczął iść w stronę sekretariatu. Niemal ciągnął mnie po wypastowanej podłodze, jak worek kartofli! Ponownie spróbowałam się wyrwać, ale nic z tego.
— Słyszałaś, co powiedział nauczyciel — spojrzał mi głęboko w oczy.
— Mam to głęboko gdzieś! — warknęłam i znowu zaczęłam się szarpać.
— To źle! — powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu.
— On kazał ci mnie przypilnować? — zapytałam z udawaną ciekawością. Znałam odpowiedź.
Peter nic nie odpowiedział. Zaciągnął mnie pod sam sekretariat, gdzie dopiero mnie puścił. Odwróciłam się do niego bokiem, a tyłem do drzwi i założyłam na piersi ręce. Zrobiłam minę naburmuszonego dziecka, które nie dostało obiecanego lizaka. Rudy zapukał do drzwi, zza których po chwili dało się usłyszeć ciche ,,proszę’’. Chłopak otworzył je. Złapał mnie za ramiona i siłą wepchnął do środka. Mało brakowało, a poleciałabym na twarz, gdy mnie pościł, bo zachwiałam się.
— Pan Smith wysłał ją do pani dyrektor — powiedział Peter, jakby właśnie zdawał raport z dzisiejszego dnia.
Przewróciłam oczami i zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu, w którym dominowały odcienie jasnego brązu i beżu. Dookoła znajdowały się szafki, natomiast na przeciwko sporych rozmiarów drewniane biurko, za którym były aż trzy okna. Po lewej stronie były masywne, brązowe drzwi, które prowadziły do pokoju dyrektorki.
— Musisz poczekać — zwróciła się do mnie sekretarka. Spojrzała na mnie spod swoich jak na nią za dużych okularów. Jej niebieskie oczy przypominały mi nauczyciela biologii. Czyżby byli rodzeństwem? — Pani dyrektor wróci za kilka minut.
***
— Carmen, dziecko kochane! — wzdrygnęłam się na słowa dyrektorki. Dlaczego „dziecko”?! — Z tobą są same problemy! Nie mam już do ciebie siły.
Patrzyłam tępym wyrokiem na kobietę przede mną, o oczach brązowych jak czekolada i włosach — upiętych w eleganckiego koka — białych jak mleko... Jej twarz mimo iż była pomarszczona, jakimś cudem biła od niej młodość. Zmarszczyłam czoło i odwróciłam wzrok, ponieważ nie mogłam znieść widoku tak bardzo poważnej, a jednocześnie zmartwionej twarzy.
— Co tym razem zrobiłaś? — zapytała spokojnym głosem.
— Nic — burknęłam i wzruszyłam ramionami.
Popatrz na mnie — dodała tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Westchnęłam ciężko i spojrzałam na nią. Znowu tak na mnie patrzyła...
— Znów te twoje odzywki? Spóźniłaś się na lekcje i zaczęłaś zachowywać się jak rozwydrzony dzieciak? — zapytała mnie wprost. — Twój wyraz twarzy mówi sam za siebie, młoda panno. Co mam zrobić, byś zaczęła zachowywać się inaczej? Odpowiednio, jak na dobrą uczennicę przystało? Nie dość, że nie chcesz się uczyć, to jeszcze nieodpowiednio się zachowujesz, a do tego wciąż wagarujesz! W ogóle nie posiadasz kultury, moja droga! Czy w domu też tak się zachowujesz? Wcale nie masz do nikogo szacunku! Jutro chcę widzieć w szkole Twoich rodziców! Pani sekretarka zaraz do nich zadzwoni! Co mam dziewczyno z tobą zrobić? Może za każde przewinienie będziesz sprzątała toalety?
— Za to są odpowiedzialne sprzątaczki — powiedziałam cierpko.
— Panie sprzątające i nie zawracaj się do mnie takim tonem. Miej szacunek do starszych! — wygarnęła mi. — Dlaczego tak się zachowujesz? Wiesz przecież, że to niedopuszczalne. Nie rozumiem, jak możesz się tak zachowywać! To oburzające!
Na samą myśl, że jeszcze miałam tego słuchać nie wiadomo ile, robiło mi się słabo.
***
Już stojąc w drzwiach było czuć zapach alkoholu i papierosów oraz słychać głośną muzykę. Z powodu dużej ilości osób, gdy weszło się do środka, było bardzo duszo, ale nawet to nie przeszkadzało mi w u uczestniczeniu w imprezie. Uwielbiałam chodzić do klubów, wyszaleć się... Byłam jeszcze młoda i korzystałam z życia najlepiej, jak się dało. Często nie obchodziło mnie zdanie innych ludzi na mój temat. Nic o mnie nie wiedzieli, więc nie musiałam się tym przejmować. Miałam to gdzieś.
Pchnęłam masywne drzwi i wraz z Emily, Claire i Paulem, moimi przyjaciółmi,  weszłam do środka. Swąd papierosów, alkoholu i nie wiadomo jeszcze czego czego, doszedł do mnie ze zdwojoną siłą. Zmarszczyłam nos, jednak tylko chwila wystarczyła, aż przyzwyczaiłam się do nowego zapachu. Uśmiechnęłam się szeroko i z torebką, którą miałam w rękach odkąd wyszłam z domu, poszłam do toalety. Tam zamknęłam się w jednej z kabin. Wyciągnęłam z torby swoje ubranka, jakie przemyciłam z domu. Mamę okłamałam, że idę do Claire się uczuć. Jakimś cudem uwierzyła mi, ale musiałam ubrać się jak na grzeczną dziewczynką przystało. Inaczej zaczęłaby coś podejrzewać. Ściągnęłam z siebie ubranka i na ich miejsce założyłam szarą koszulkę na ramiączkach, czarne rajstopy, krótkie, podziurawione spodenki koloru jasnego niebieskiego oraz czarne glany. Jako dodatek założyłam tego samego koloru bransoletkę z ćwiekami. Wcześniejsze ciemne jeansy i białą koszulkę z czarnym nadrukiem szybko schowałam do torby, a wyciągnęłam z niej kosmetyki. Wyszłam z kabiny i postawiłam torbę na parapecie. Stanęłam przed niewielkim lustrem i zrobiłam mocny makijaż. Uśmiechnęłam się szeroko z wyczekiwanego efektu.
— No idziesz? — w drzwiach pojawiła się Emily.
— Tak, tak! — zaświergotałam. — Gdzie mam to dać? — zapytałam, wskazując na torbę.
— Daj mi — wzięła ją z parapetu. Zdążyłam wrzucić do niej kosmetyki. — Zaniosę do auta Paula.
— Dzięki — uśmiechnęłam się wdzięczne.
Za przyjaciółką wyszłam na korytarz, gdzie od razu zrobiło się gorąco. Zgarnęłam zabłąkany kosmyk włosów za ucho i poszłam do pomieszczenia, gdzie tętniło życiem. Już po chwili tańczyłam w rytm muzyki. Głośny dźwięk  dudnił mi w uszach, a ja czułam się wolna. Jak ptak. Po chwili dołączyła do mnie Emily z Claire. Z dziewczynami wyginałam swoim ciałem i obracałam biodrami w rytm muzyki. Chciałyśmy pokazać, kto króluje na parkiecie! Nie minęła minuta, a dołączył do nas również Paul. W dłoniach trzymał drinki, które wręczył każdej z nas.
— Dzięki — powiedziałam z uśmiechem i wzięłam pierwszy łyk smacznego napoju.
— Zostawiam was. Tylko za bardzo nie szalejcie — zwrócił się w szczególności do mnie. Kąciki jego ust uniosły się.
Paul poszedł, a ja z dziewczynami usiadłam przy stoliku, by dokończyć pić drinka. Gdy go skończyłam, zaczęło mi się trochę kręcić w głowie. Niestety należałam do osób, które miały słabą głowę. Chwilę jeszcze posiedziałam, po czym powróciłam do tańca. Jeszcze się trzymałam. Wciąż ktoś mnie szturchał, ale nie zwracałam na to uwagi. Byłam zbyt zajęta sobą. Rozejrzałam się za jakąś znajomą twarzą, ale nikogo nie mogłam takiego znaleźć. Moje przyjaciółki też gdzieś się zawieruszyły. Wzruszyłam ramionami i powróciłam do swojego tańca, ale wtedy zorientowałam się, że jakiś facet nie spuszcza ze mnie wzroki. Czułam się... dziwnie. Bardzo! W pewnym momencie do mnie podszedł.
— Cześć piękna — powiedział zachrypniętym głosem i spojrzał na mnie uwodzicielsko. Popatrzyłam na niego lekko zaskoczona. — Zatańczymy?
Wyszczerzyłam zęby w szerokim uśmiechu. Facet wziął to jako odpowiedź twierdzącą. Tańczyliśmy, nie zwracając uwagi na innych. Miałam jednak wrażenie, że wciąż patrzy mi się na biust... Odgoniłam szybko od siebie tę myśl i zaczęłam sobie wmawiać, że przez ten drink zaczynam wyobrażać sobie dziwne rzeczy. Mimo to wolałam mieć się na baczności. Takiemu typowi wszystko mogło przyjść na myśl.
Po kilku minutach tańca usiedliśmy przy wolnym stoliku.
— Palisz? — zapytał i wyjął z kieszeni paczkę papierosów.
— Tak — uśmiechnęłam się.
Wzięłam jednego papierosa, którego zaraz mi zapalił. Włożyłam go do ust i zaciągnęłam się dymem, wypełniającym moje płuca. Uśmiechnęłam się lekko i zerknęłam na mężczyznę, a raczej puste miejsce, jakie po nim  pozostało. Zdezorientowana zaczęłam rozglądać się dokoła. Po dłuższej chwili wypatrzyłam go. Facet szedł z dwoma drinkami w ręce.
— Proszę — powiedział, wręczając mi jeden. — Ja stawiam.
Wzięłam go od niego i niemal natychmiast zanurzyłam w nim swoje usta. Wypiłam kilka łyków i ponownie spojrzałam na mężczyznę, który usiadł obok mnie. Dopiero teraz mogłam mu się lepiej przyjrzeć. Miał ciemne włosy i  zielone oczy. Jego kwadratowa twarz nie wyglądała aż tak staro. Miał około czterdzieści lat, a gdy się uśmiechał, koło jego oczu pojawiały się zmarszczki, co uroczo wyglądało.
Skończyłam pić swój napój i powróciłam do palenia papierosa. Z trudem trafiłam do buzi, bo byłam już trochę upita. Zaciągnęłam się dymem i wypuściłam go z ust. Podszedł do nas jakiś facet, który zaczął gadać z moim ,,towarzyszem’’. Byli pewnie jakimiś znajomymi. Oczywiście on również miał drinki, z których jednego wręczył mi. Bez żadnego ,,ale’’ przyjęłam go i niemal ciurkiem wypiłam. Zaczęłam uśmiechać się głupio. W czasie ich rozmowy zdążyłam wypić jeszcze jeden napój. Gdy skończyli rozmawiać, mężczyzna, który obok siedział, przysunął się do mnie. Zamarłam na pewien moment. Czy on chciał coś zrobić? Wziął do ręki kosmyk moich włosów i zaczął się nim bawić. Zmrużyłam groźnie oczy i zaczęłam obserwować jego poczynania, aczkolwiek nieuważnie. Przysunął się jeszcze bliżej.
— Ej, ej! Wolnego! — krzyknęłam bełkocząc, na co znieruchomiał. Był za blisko! Jeszcze rozumiałam, co działo się obok mnie. Prawie...
Mężczyzna zrobił niewinną minę i odsunął się ode mnie. Zerknęłam na jednego drinka, który stał przede mną na stole. Byłam już upita, ale na imprezy często nie chodziłam, bo mama mi broniła. Choć w sumie... Jak się bawić, to się bawić! Wzięłam napój do ręki, ale dopiero za trzecim razem. Kręciło mi się w głowie, a obraz wręcz rozdwajał. Wypiłam drinka kilkoma dużymi łykami. Skrzywiłam się lekko. Z trudem położyłam literatkę na stole. Zaczęłam kiwać się na boki i mamrotać coś po nosem. Sama nie wiedziałam, co mówiłam. Chyba mogłam tego nie pić. Nie wiedziałam, co działo się wokół mnie. W głowie mi się kręciło, a do moich uszu dochodziła jeszcze głośniejsza muzyka, której nie mogłam już odróżnić. Uśmiechałam się do wszystkich jak głupi do serca. Z gorąca moje włosy lepiły mi się do czoła.
Poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Za sprawą tej osoby wstałam z miejsca. Spojrzałam na jej twarz, ale była rozmazana, jednak miałam wrażenie, że to ten sam facet, który siedział obok mnie. Chwiejnym krokiem za nim szłam, a raczej on mnie ciągnął. Ja nie byłam w stanie samodzielnie iść. Nie miałam pojęcia, dokąd podążamy, ale muzyka stawała się coraz cichsza, a ludzie znikali mi z oczu.
— A ty dokąd ją ciągniesz?! — ktoś krzyknął i rzucił się na mężczyznę, przez co mnie puścił i poleciałam na ścianę.
Zaraz... Czy to nie był czasem Paul?
— Gnoju! Młodszych ci się zachciało, co?! — obraz miałam rozmazany, ale widziałam, jak chłopak walnął faceta z pięści w twarz, przez co poleciał na podłogę.
Gdybym nie zaczęła niekontrolowanie chichotać, Paul pewnie nie zwróciłby na mnie uwagi. Jeszcze przez jakiś czas stał z groźną miną nad przeciwnikiem, po czym podszedł do mnie. Jego oczy wyrażały zdenerwowanie, złość, a jednocześnie troskę i zmartwienie. Tak. Znowu nabroiłam. Objął mnie w pasie i zaczął prowadzić w stronę wyjścia. Po drodze do kogoś zadzwonił. Pewnie po Claire i Emily.
***
Z pomocą Paula doszłam do drzwi domu. Przez cały czas mamrotałam i na przemian śmiałam się. Przyjaciel zadzwonił, a później zapukał do drzwi. Mimo iż byłam totalnie upita, widziałam jego zdenerwowanie. Wejście po kilku sekundkach otworzyło się i zobaczyłam rozwścieczoną twarz matki. Wybuchłam śmiechem i zaczęłam pokazywać na nią palcem.
— Dziecko! Jak ty wyglądasz?! — wydarła się, na co zaczęłam śmiać się jeszcze głośniej. — Miałaś być u Claire! Znowu mnie okłamałaś!
Wyszczerzyłam zęby w szerokim uśmiechu, by po chwili zachichotać. Znowu.
— Gdzie się szlajałaś?! — ryknęła mi w twarz. — Znowu byłaś na imprezie?! Upiłaś się! Śmierdzi od ciebie na kilometr!
— To moja wina — powiedział jak dotąd cichy Paul. Zaśmiałam się i klepnęłam go mocno w plecy, przez co jęknął. — Nie przypilnowałem jej — dodał zbolałym głosem i spojrzał na mnie wilkiem.
Mama zerknęła na chłopaka z widoczną ironią.
— Ja ją upiłem. Dałem jej drinka, a ona później chciała więcej i więcej... Ja przepraszam! — konturował Paul.
— Nie kłam! — krzyknęła moja rodzicielka. — Ty taki nie jesteś!
Złapała mnie za rękę i siłą wciągnęła do środka. Poleciałam na ścianę i znowu zaczęłam się śmiać. Uderzałam dłońmi o podłogę i mówiłam coś po nosem. Odwróciłam głowę, by spojrzeć w głąb domu i zobaczyłam... Mie. Moja siostra trzymała w rękach swojego pluszowego, brązowego miśka i patrzyła na mnie przerażona. W jej oczach dostrzegłam łezki. Uśmiechnęłam się krzywo. Poczułam się dziwnie.
— Do widzenia! — krzyknęła matka i zatrzasnęła drzwi. — Z tobą mam do pogadania moja panno! A ty Mia do łóżka! — zwróciła się do mnie i do siostry.


Witam kochani! To ja! Maggie! Mara♥ nie mogła napisać rozdziału, ponieważ jak się okazało, na chwilę obecną nie ma jej w domu, jednak rozdział 2 napisze już ona! :D
Taa. Pewnie osoby, które czytają mojego drugiego bloga są w szoku, że napisałam tak krótki jak dla mnie rozdział! Cóż... Nie chcę, by długość moich i Mary♥ rozdziałów tak bardzo się różniła, więc staram się pisać krótko (:
Mam nadzieję, że notka Wam się spodobała. Cóż ja mogę powiedzieć? Jestem zadowolona i to jest dla mnie odmiana pisać z perspektywy buntowniczki, ponieważ jak niektórzy wiedzą, moja Andrea jest spokojna i to dla mnie taka miła odmiana. Mam nadzieję, że nie wyszło źle :D
Prośba! Jeśli znaleźliście jakiś błąd, to napiszcie. Będę bardzo wdzięczna :D
To ja już się nie rozpisuję ( Mam lenia! Rozdział pisałam w nocy i całe rano o.O )! Czekam na Wasze opinie! Pozdrawiam cieplutko i ślę buziaki! Ściskam! ♥ :***
Maggie

25 komentarzy:

  1. Carmen nieodpowiednio się zachowała. Najpierw spóźniła się a potem jeszcze źle się odnosiła do nauczyciela i dyrektorki. Myślę, że jakiś szacunek do starszych osób powinna mieć.
    No i wszystko zrobi żeby pójść na imprezę. Wie że jej mama nie puści to powie, że się idzie uczyć do koleżanki :D.
    Nie wiem czemu jakoś tak myślę, że ktoś do tego drinka musiał jej coś dosypać że się tak zachowywała ;D.

    Pisanie z perspektywy buntowniczki dobrze ci idzie.
    No to ja czekam na kolejny rozdział i życzę wam weny na dalszy ciąg.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak na razie opowiadanie się rozwija powoli, ale jest ciekawe i wciągające. Trochę nie rozumiem toku myślenia głównej bohaterki, ale nic. Czekam na następny i weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku, to jest świetna historia!
    Sama, jestem buntowniczką, ale ni wagaruję, ani nie imprezuję jak Carmen! Nie bójcie się.
    Esme Anne Cullen

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj.
    Na początku muszę skrytykować zachowanie Carmen. Zachowuje się oburzająco. Rozumiem, można być bezczelnym, ale żeby aż tak? Nigdy, ale to przenigdy nie zrozumiem takich dziewczyn. Okej, mogą nie lubić szkoły, ale troszkę trzeba patrzeć w przyszłość, prawda? Nie można olewać wszystkiego. Kim ona chce zostać? Pewnie nikim. Żyć na garnuszku rodziców. Ugh. W dodatku te imprezy. Rozumiem, można się upić, ale od jakiegoś starego dziada brać alkohol? No proszę, przecież widać, było na pierwszy rzut oka, jego zamiary. A co jeśli dosypałby jej tam, nie wiem, chociażby tabletki gwałtu? Paula by nie było. Nie miałby jej jak uratować? Może i troszeczkę przesadzam, ale raczej nie będę jej darzyć sympatią. Ba, już czuję niechęć. :c
    Jeśli macie ochotę, to zapraszam do siebie. Dopiero zaczynam i przydałyby się jakieś słowa krytyki, porady..
    kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny rozdział! Czasem warto poczytać z innej perspektywy...w tym przypadku buntowniczki...super...czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny rozdział. Rozumiem ją, sama miałam podobnie, ale bardziej w lekszym stopniu. Nic na razie z błędów nie dostrzegłam. Pozdrawiam i czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  7. Sam geniusz!! ♥KOCHAM tę opowiadanie ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Hejo. ;)
    Ja nie rozumiem takich ludzi jak Carmen, nigdy nie potrafiłabym się tak zachować... Może to prawda, że grzeczna ze mnie dziewczyna, ale wolę już być grzeczna niż grzeszna. :D
    Faktycznie, muszę przyznać, że rozdział był w sam raz, co bardzo mi się podoba. ;3
    Haha, nie mogę porównać swoich doświadczeń z perspektywą Carmen, gdyż nigdy nie piłam, nie paliłam, ani nawet nie byłam na żadnej imprezie. Jestem staromodna. :D
    Ale wydaje mi się, że wszystko opisałaś jak trzeba, tylko mam zastrzeżenie do tej słabej głowy, nie jestem pewna, czy od razu tacy ludzie po wypiciu drinka stają się osowiali i mają problemy w widzeniem. Ale jak mówiłam, nie mogę tego oprzeć na własnej autopsji... xD
    Ogólnie było parę błędów, lecz z telefonu nie potrafię ich wskazać, niestety. Prócz tego - całkiem interesujący rozdział, byleby takich więcej. ^^
    Z niecierpliwością czekam na dalszy rozwój akcji, na ekhem! Dzień, który zmienił jej życie. :D
    Oceanu weny dla Was obu dziewczyny! :*
    ~Rebecca~

    OdpowiedzUsuń
  9. Podoba mi się zachowanie Carmen :D Chciałabym być tak odważna jak ona, pisanie z perspektywy buntowniczki idzie Ci wspaniale, oby tak dalej! Niecierpliwie czekam na następną notkę!
    Pozdrawiam, Pantera!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Piszę jeszcze raz, gdyż nie zauważyłam, że nie wolno tu bałaganić linkami do naszych blogów. xd

    Witam, witam.
    No coś mi się nie podoba ta niegrzeczna pannica. xD
    Cholera, a już myślałam, że coś się stanie i będzie tragedia. Na szczęście Paul ochroniarz, zareagował w idealnym momencie. xD <3

    No nic. Będę czytała bardzo chętnie Twoje opowiadanie. <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział mi się podobał <33
    Carmen wydaje się być dosyć wredna... taka jakaś... no nie wiem. Nie potrafiłabym być taka , jak ona. Ale to tylko ja :D Z tym alkogholem przesadziły, jakiś obcy gość, nie wiadomo co tam mogło być , eh -,-

    Cóż. Czekam na więcej kochana <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Cześć!
    Jestem trzynasta! Aww! Zawsze marzyła, aby być w pierwszej trzynastce Twoich komentarzy ;) No dobra tak na serio to bardzo ciekawe opowiadanie :) Wciągnęłyście mnie w swoją opowieść i teraz po prostu zostawiacie bez nowego opowiadania. proszę szybciej pisać, bo ja Eve Lovsed tutaj czekam na dalsze losy bohaterów. Nie można przerywać w decydujących momentach. I co ja teraz zrobię? Trzeba zapaść w głęboki sen i obudzić się kiedy pojawi się nowe opowiadanie. xD!

    Fajny opis imprezy, dużo alkoholu. Skąd ja to znam? Ach tak w moim ostatni rozdziale też pojawił się ten motyw. A jednak mamy dużo wspólnego :)

    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://vampireandmillionaire.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny i genialny rozdział! Zapowiada się bardzo fajnie. Już mi się podoba główna bohaterka.. Jest wspaniała!
    Pisz szybciej, bo.... bo przyjdę do ciebie w nocy i siłą do komputera zaciągnę!
    Nie wiem czy mnie pamiętasz, ale jestem autorką opowiadań o Jessice Wood i Jamesie Potterze. Nowy rozdział już niedługo (napiszę :) ) ale teraz piszę z innego konta.
    Chciałabym Cię zaprosić na mojego nowego bloga o Tomie Riddle'u i Elizabeth Malfoy.
    Oto opis: Gdy Twoje życie spowija mrok wiesz, że nic nie będzie już takie samo. Nadchodzi czas aby porzucić beztroskie, bezpieczne życie i zacząć żyć nad głęboką wodą. Taką głęboką wodą jest Tom.
    Jesteśmy niczym dwa magnesy, które nieustannie przyciągają do siebie niebezpieczeństwa i... siebie samych.
    Żadne z nas nie może żyć, gdy drugie żyje. Żadne z nas nie może oddychać, gdy drugie oddycha. I to ja muszę umrzeć. Podobno jestem jedną z ostatnich. Podobno trzeba mówić szeptem, jeśli mówi się o miłości..
    http://szeptem-serca.blogspot.com
    Zapraszam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś nie wydaje mi się, że przeczytałaś rozdział, gdyż nie wspomniałaś ani razu o niczym co z nim związane (nie licząc słów o bohaterce, które można by napisać wszędzie).
      Poza tym prosiłyśmy, aby nie zostawiać spamu w żadnym innym miejscu niż w zakładce "Spam". Zostawiam na chwilę Twój komentarz po czym usuwam od razu ;)

      Usuń
  15. Świetny rozdział ! Ale nie podoba mi się zachowanie Carmen. Szacunek do starszych trzeba mieć, a poza tym halo to nauczyciele. Nieważne jak bardzo ich nie lubisz. Podpadniesz - zawalone u nich do końca roku. Wiem z doświadczenia, nie polecam.
    Szkoda mi Mii. Jest jeszcze mała i nie rozumie, czemu jej kochana siostrzyczka ledwo słania się na nogach i potrzebuje ściany, by złapać równowagę.
    Czekam na kolejny rozdział !
    ps. zapraszam do siebie, jakby któraś z Was miała ochotę;)
    http://make-me-heart-attack.blogspot.com/

    L x

    OdpowiedzUsuń
  16. Dobra może zaczne tak, na samym początku jak został założeny też blog, nie byłam do niego zbyt przekonana, chyba przez ten opis, ale teraz po obejrzeniu zwiastunu zmieniłam zdanie i muszę powiedzieć, że jest super:)
    Przeczytałam prolog i rozdział za jednym razem i muszę powiedzieć, że jest to dla mnie nowość, zważając na to, że pisałaś to ty Maggie :) do tej pory czytając twój pierwszy blog cały czas było o grzecznej i niewinnej Andie a tutaj wyskakuje taka Carmen. Totalna jej przeciwność. Masz rację jest trochę krótko, ale jakoś to wytrzymam;) Nie będę się zbytnio rozpisywała, bo za bardzo nie wiem też, co mam powiedzieć;)
    Buźka Czarownica Jessi;)

    OdpowiedzUsuń
  17. W końcu wytrzasnęłam chwilę czasu i chęci. ♥
    Na początku myślałam, że polubię główną bohaterkę, bo jest inna niż większość, ale nie. >.< Nie widzę z nią nic wspólnego, przez co nie potrafię. ;-; (Lubię się uczyć i nie cierpię imprez. Nienawidzę. Nigdy. I... nie wyobrażam sobie nie szanować dorosłych! Bym ją chyba w pysk strzeliła!)
    "nie zważając na zdziwione, a jednocześnie przerażone spojrzenia uczniów" - wkurzone. Wkurzone do potęgi. Do sześcianu. Mamy w klasie podobną osobę (no dobra... Może zachowuje się minimalnie lepiej) i wszyscy patrzą na nią spode łba. Wszyscy. Takie zachowanie zazwyczaj oznacza, że ta osoba ma pstro w głowie i jest głupsza od buta z lewej nogi... Denerwujące... Irytujące.
    Poza tym mam wrażenie, że rodzice Carmen sobie nie radzą z dziećmi. Gdyby odpowiednio wychowali córkę, to nie skakałby im aż tak. Może innym ludziom, ale nie rodzicom. (Taką osobę też znam... Ej, może ja nie jestem aż tak aspołeczna? >.<)
    Tak jak bohaterka mnie drażni, to wszystko inne się podoba. ^.^ Jeszcze nie wiem, jak pisze Mara♥, ale mam nadzieję, że za niedługo się przekonam. :D
    Mia wydaje się taka tajemnicza... Tam jest coś dziwnego... (Lol, Carmen ma większy szacunek do młodszej siostry niż rodziców. :o). Ją akurat już lubię. :3
    Olśniło mnie! Jeszcze nigdy się do mnie w szkole nikt nie zwracał per panienka. Nie przypominam sobie. >.< Do Was tak mówią? :o
    To chyba wszystko! ♥
    Czekam na dalsze rozdziały i weny życzę! :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Jedno słowo?
    Dobra, czyli krótko...
    Super! Już mam mieszane uczucia co do Carmen, ale lubię jej siostrzyczkę.
    Nie rozumiem jednego - ona ma większy szacunek do siostry niż do rodziców? To bardzo rzadko spotykane, o ile w ogóle.
    Mię lubię, jest tajemnicza, ale nie szanowałabym tego dziecka bardziej od swoich rodziców, proszę.
    Ale nie jestem tutaj od krytykowania.
    Czekam na NN <3

    http://harrmionehariet.blogspot.com/ - przy okazji, dziękuję Maggie za komentarz ♥ i zapraszam Marę i resztę chętnych cc;;

    Weny kochane <3
    H

    OdpowiedzUsuń
  19. Cóż, młoda dziewczyna rzeczywiście przedobrzyła. Zachowuje się strasznie w stosunku do dorosłych. Wiem za to, że taki był plan i wszystko zmieni się z biegiem czasu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Nareszcie wzięłam się za nadrabianie :3
    Zdumiewa mnie zachowanie głównej bohaterki. Słyszałam, że (nie jestem pewna, czy to prawda) w Ameryce jest dozwolone spóźnienie do pewnego czasu, a później już jest wpisywane spóźnienie. Może ma to coś wspólnego z ich krótkimi przerwami?
    W każdym razie jej zachowanie naprawdę mnie lekko przeraża. Zniosłam spóźnienia (bo sama byłam nie lepsza) i teraz tak mi się zrobiło szkoda mojego katechety... Biedak. Jednak on nikogo nigdy nie wysyłał do dyrektorki, fakt, że nasza wychowawczyni ignorowała jego uwagi o naszym "złym zachowaniu" nie pomagał :D Naprawdę, teraz miałabym ochotę go przeprosić. To takie złe z naszej strony, żeśmy się z niego nabijali i robili na złość... Często też łaziliśmy sobie po klasie... Najlepiej wyobrazić sobie gimnazjalistów, którzy są sami w klasie, bo nauczyciel musiał coś załatwić. Myśmy tak się zachowywali na religii, nie zważając na katechetę z zeszytem uwag w dłoni.
    Wiem, to było okrutne z naszej strony.
    Tak mi się to przypomniało podczas czytania tego rozdziału i postanowiłam się z wami podzielić :3
    Dalej... Dyrektorka. Ja na jej miejscu już dawno bym dziewczynę ze szkoły wyrzuciła. Jej chamskie odzywki... Szczerze? Nie spotkałam w życiu nikogo, kto w taki sposób odnosiłby się do innych. Choćby ta biedna sprzątaczka... Jak można było zamykać tą drugą w komórce z wężem? Ja na pewno (nie zważając na duży stopień bezrobocia) i tak bym się stamtąd zwolniła.
    Wąż... Ostatnio coś czytałam o wężach, ze jeden ze strachu się posikał...
    Impreza.
    Uwielbiam imprezy i tak wzdychałam i wzdychałam... Bo sama tańczyć nie umiem i pomyślałam, że fajnie jest być Carmen i mieć wszystko w czterech literach. Gdybym tylko ja tak potrafiła...
    Swoją drogą, bardzo dobrze przyszło Ci pisanie z punktu buntownika! Gratuluje (nie małego) sukcesu! :D
    Rozdział był feeryczny, genialny, fantastyczny, oszałamiający, wspaniały, cudowny i oczywiście apolliński!
    Życzę morza weny, góry pomysłów i mnóstwa czasu wolnego!
    Bussis! :3

    OdpowiedzUsuń
  21. O tak, znalazłam błąd i to nawet nie jeden :)
    niemal czarne oczy i ujrzałam nich swoje
    ujrzałam w nich
    jeszcze czego czego
    bez drugiego "czego"
    by dokończyć pić drinka
    picie
    facet nie spuszcza ze mnie wzroki
    wzroku
    Włożyłam go do ust i zaciągnęłam się dymek, wypełniającym
    dymkiem
    Byłam już ubita
    upita
    mamrotać coś po nosem
    pod
    a moich uszu dochodziła
    a do moich
    jak głupi do serca
    sera
    Głównie jakieś literówki, które zdarzają się każdemu z nas.
    Takiego przyjaciela to Carmen po stopach powinna całować. Gdyby nie chłopak mogłoby się to skończyć dla bohaterki strasznie. Ma ona naprawdę lekkie podejście do życia. Nie życzę jej tragedii typu gwałt, ale powinna dostać kopa w tyłek i się ogarnąć.
    Tak się zastanawiam czy Carmen nie szanuje każdego dorosłego (tj. powyżej 30, 40 lat)? No może odrobinę dyrektorkę, no ale rodzice, nauczyciele? Ja rozumiem, że to taki wiek, jest buntowniczką, ale żeby przechodzić go aż tak gwałtownie. Musiało to coś wywołać, może rodzice za dużo pracowali (choć matka wydaje się w porządku), presja otoczenia, no nie wiem, to musiało się skądś wziąć. Ciekawa jestem czy wyjaśnicie takie zachowanie bohaterki. Mam nadzieję, że tak.
    Niedługo przeczytam kolejny rozdział.

    Pozdrawiam i oczywiście zapraszam do siebie :)
    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. No i pierwszy rozdział znowu zwyczajny- czekam, aż zacznie się coś dziać! Wiadomo, trochę ta Carmen przegina i od razu było wiadome, że koleś będzie ją chciał gdzieś zaciągnąć. Dobrze, że mu się nie udało :) :*

    OdpowiedzUsuń
  23. Zachowanie Carmen jest poniżej krytyki. Nie szanuje nikogo. Do sprzątaczek, nauczycieli i dyrektorki odzywa się zupełnie jak do rodziców. Do tego ta jej szkoła jest trochę dziwna. Ludzie w podeszłym wieku (pracownicy) robią sobie głupie żarty tak jak tej Marie - zamykając ją w pomieszczeniu z wężem - oni są niepoważni! Oczywiście jeszcze gdyby tego było mało, Carmen i tak poszła na imprezę wciskając kit rodzicielce. W sumie mama naszej bohaterki powinna mieć do niej ograniczone zaufanie. Skoro słyszała jak ta umawia się na imprezę i jej nie słucha to wiadomym jest, iż wybierze się na zabawę. Teraz młodzież sięga po różne używki typu papierosy. Carmen bawi się w najlepsze, upija się i oczywiście wynajduje się jakiś mężczyzna w średnim wieku, któremu zachciewa się wykorzystać naiwną i prawie nietrzeźwą już nastolatkę. Przynajmniej Paul jej pomógł, bo to wszystko mogło potoczyć się inaczej. Nie jest jej facetem, ale przyjacielem i powinien starać się ją pilnować. Ostrzegł ją, żeby za bardzo nie piła, ale Carmen słucha go jak zgaszonego radia. Mimo wszystko wydaje mi się, iż on dałby radę postawić ją do pionu, gdyby był stanowczy. Przyjaciel powinien pomóc jej wybrnąć z nałogów i udzielić jakiś korepetycji w nauce xD Przed matką Carmen pokazywał skruchę i był zły na przyjaciółkę, lecz gdyby od samego początku był stanowczy i lepiej jej pilnował... Chociaż w sumie i tak Morgan by tego nie doceniła...
    Co do błędów:
    "Miałam już po dziurki w nosie tej nauki, która do życia nie była mi potrzeba" - tutaj zamiast słowa "potrzeba" powinno być "potrzebna";
    "Może za każde przewinięcie będziesz sprzątała toalety" - tutaj lepiej by brzmiało "za każde przewinienie";
    "Włożyłam go do ust i zaciągnęłam się dymek, wypełniającym moje płuca" - tutaj zamiast "dymek" powinno być "dymem";
    "Podszedł bo nas jakiś facet..." - tutaj zamiast "bo" powinno być "do";
    "Byłam już ubita, ale na imprezy często nie chodziłam" - a tutaj zamiast "ubita" powinno być "upita";
    "W głowie mi się już kręciło, a moich uszu dochodziła..." - tutaj znowu brakuje słowa "do" , "a do moich uszu...";
    "Moja siostra trzymała w rękach swojego pluszowego, brązowego miska" - i tutaj zamiast "miska" powinno być "miśka".
    Wiem, że rozdziały piszesz na telefonie i słownik potrafi czasem płatać takie figle :)
    Ogólnie rozdział wyszedł świetnie. Jest średniej długości (nie jest krótki, ale też nie długo - przyjemny dla oczu) i bardzo fajnie się go czyta. Nie wyczerpujesz czytelnika niepotrzebnymi opisami (oczywiście opisy również są, ale nie wyczerpują).
    Jeszcze sporo nadrabiania przede mną ;)
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
  24. Maggie kochana, Maro. Mam dość bycia cichym czytelnikiem. Postanowiłam wyrazić swoje zdanie na temat...
    A więc (chwila napięcia) rozdział jest ŚWIETNY, Twój styl pisania dojrzalszy, fabuła interesujaca. Niezła buntowniczką z tej Carmen, bezczelna, pyskata, ma na pieńku w szkole, imprezuje dziko. Ciekawa jestem jak potoczą się jej losy. Spróbuję się o tym dziś przekonać. Na razie wyrażę swoją opinię na temat głównej bohaterki i zobaczę, czy się pomylę. Uważam, że Carmen wcale taka nie jest, że to taka gra, maska a wewnątrz jest zupełnie inna. Lecę zobaczyć czy mam racje:***

    OdpowiedzUsuń